Edytuj
share
Obrońcy oskarżonych o zabójstwo Iwony Cygan: "Nie było żadnej zmowy milczenia i miasteczka zbrodni w Szczucinie"
17-latka ze Szczucina została brutalnie zamordowana w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. Prokuratura Krajowa oraz policyjne Archiwum X ogłosiły przełamanie zmowy milczenia w 2016 roku. Zatrzymano i postawiono zarzuty 17 osobom w tym 14 policjantom ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej. Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie po 8 latach kończy się proces w sprawie zbrodni, o której mówiono w całej Polsce. Po emocjonalnych mowach końcowych prokuratorów oraz rodziny zamordowanej Iwony, głos zabiera obrona. Po raz pierwszy publicznie podważyła materiał dowodowy zebrany przez śledczych.
fot: Bartłomiej Maziarz
- Nie wiem czy ktokolwiek jeszcze wierzy w zmowę milczenia. W moim przekonaniu ta powtarzana zmowa milczenia ma służyć wytłumaczeniu: te dowody są jakie są, nie mogą być lepsze, bo była zmowa milczenia. Pokrzywdzono mieszkańców Szczucina nazywając ich niejako mieszkańcami miasteczka zbrodni. Ta szczególna szczucińska omerta (zmowa milczenia obowiązująca sycylijską mafię. przyp. red). To jest pomysł na wytłumaczenia braków. Odkąd pojawiła się taka publikacja w mediach, nie było innego tematu w Szczucinie. Na Rynku, podczas targu, czy pod kościołem - podkreśla adwokat Jan Kuklewicz, obrońca Pawła K. oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem Iwony Cygan.
Mecenas Kuklewicz przez 5 godzin podważał poszczególne tezy oskarżenia. Przekonywał, że jeśli jego klient - Paweł K. pseudonim Młody Klapa - miałby siać taki postrach w Szczucinie i okolicy i być nietykalnym, nie zostałby zatrzymany i skazany wspólnie z Robertem K. za pobicie dwóch nastolatków za to, że mieli obrażać dziewczynę Pawła K.
- Oskarżony płaci olbrzymią cenę swojej przeszłości. Był więcej niż aroganckim człowiekiem. To był człowiek, który problemy załatwiał pieścią. Według określonej koncepcji oskarżenia był idealnym aktorem, motywem - zauważa adwokat.
O której Paweł K. przyjechał z Wiednia do Szczucina
Jednym z głównych sporów pomiędzy oskarżeniem i obroną jest sprawa powrotu Pawła K. z Wiednia gdzie pracował, w dniu zabójstwa Iwony Cygan 13 sierpnia 1998 roku. Dowodem ma być m.in. lista płac i godzin obejmująca dłuższy okres czasu, kończąca się właśnie 13 sierpnia. Zdaniem adwokata, szef austriackiej firmy, w której pracował Paweł K., nie płaciłby za nieprzepracowane godziny.
Prokuratura Krajowa przekonuje, że według opinii biegłego Paweł K. mógł dojechać z Wiednia do Szczucina nawet w 5 godzin i 58 minut. Tymczasem jak przekonywał przed sądem adwokat Jan Kuklewicz, w 1998 roku kiedy nie było m.in. autostrady A4 w dzisiejszym wymiarze i była także kontrola graniczna, nie byłoby to możliwe. Audi 80, którym jechał Paweł K. z dwiema osobami na ślub kolegi, musiałoby jechać np. tzw. starą krajową czwórką, dziś drogą krajową numer 94 - 190 kilometrów na godzinę. Mecenas Kluklewicz wskazywał nawet, że Chat GPT sugeruje, że w 1998 tę trasę można było pokonać w czasie od 8 do 10 godzin, natomiast dziś od 6 do 7 godzin.
fot: Bartłomiej Maziarz
Dlaczego zginęła Iwona Cygan
Według prokuratury jednym z prawdopodobnych motywów śmierci 17-latki miałaby być to, że Iwona nie chciała uprawiać seksu z Pawłem K. w rzekomym specjalnym, odizolowanym pomieszczeniu baru "U Trabanta" w centrum Szczucina, lub też wręcz to, że Iwona miała się nie zgodzić na wyjazd do pracy w domu publicznym w Wiedniu, co miałoby uprawdopodobniać to, że zginął paszport Iwony. Zresztą w barze, ale też w innych miejscach w Szczucinie miałyby być kręcone firmy pornograficzne z udziałem nastolatek.
- Weryfikowaliśmy to od A do Z. Nie można się pogodzić ze stwierdzeniem prokuratora, że wprawdzie nie ma to dowodów, ale to nie znaczy, że takich zdarzeń nie było. Tak nie można. Nie można argumentować na poziomie niczym nie popartej hipotezy - podkreślał przed sądem mecenas Kuklewicz.
Kryminalna bilokacja
17-latka miała zostać najpierw pobita do nieprzytomności w rzekomym bocznym pomieszczeniu w barze "U Trabanta" w Szczucinie, który prowadził Robert K.
- Miała zostać wyprowadzona około godziny 22:00, 13 sierpnia 1998. Paweł K. do 19:00 pracuje w Wiedniu i miał wyjechać o 20:00. Iwona ma być katowana i wyprowadzana na widok klientów i pracowników, którzy jednak o tym później nie mówią. Miało to być o 22:00, a oskarżony jest jeszcze o 20:00 w Wiedniu. Potem rozgrywają się wydarzenia jeszcze gdzie indziej. Kryminalnej bilokacji nie ma - podkreślał adwokat.
Mecenas Jan Kuklewicz odpowiadał także na hipotezy, że Paweł K. miał przyjechać do Szczucina wcześniej niż dopiero w nocy 13 sierpnia 1998 roku. Jak jednak podkreślił, nie ma na to żadnych dowodów.
17 oskarżonych w tym 14 policjantów, nikt nie przyznaje się do winy
Zmaltretowane zwłoki Iwony Cygan zostały znalezione popołudniu 14 sierpnia 1998 roku w Łęce Szczucińskiej nad Wisłą. O zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem prokuratura oskarżyła Pawła K. oraz jego ojca Józefa K. W zabójstwie miał brać udział także Robert K. - właściciel baru "U Trabanta", który później zmarł. Paweł K. i Józef K. nie przyznają się do winy.
Według prokuratury ważną rolę w całym tym procedrze miała odegrać Renata G. - przyjaciółka Iwony, oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Zdaniem śledczych to ona miała "wyciągnąć" z domu Iwonę i niemal zaprowadzić ją w ramiona oprawców. O telefonie od Renaty i wyciąganiu Iwony z domu mówiła także rodzina zamordowanej nastolatki.
Tymczasem adwokat Jan Kuklewicz przywoływał zeznania świadków, którzy wskazywali, że Iwona była z Rentą w innym lokalu na terenie Szczucina i później razem wracały, rozstając się niedaleko swoich domów około godziny 21:00 - 21:30. Mecenas podkreślił także, że bilingi wskazują, że do Iwony dzwoniono z telefonu kogoś innego. Nie Renaty, ale znajomego rodziny Cyganów. Ponadto, jak dodawał przed sądem podczas swojej mowy końcowej adwokat Pawła K., Renata nie znała głównego oskarżonego.
Mecenas Kuklewicz kończąc ten wątek przypomniał, że Renata 14 sierpnia 1998 rano pojechała busem do Buska-Zdroju, gdzie robiła kurs na prawo jazdy. Tam odnalazł ją ojciec Iwony Mieczysław rozpaczliwie szukający córki.
- Renata uspokajała, że na pewno się znajdzie. W oparciu o jakie założenie można przyjąć twierdzenie, że 17-letnia Renata jest tak cynicznie zła, że po tym co miało miejsce, jedzie jak gdyby nic i uczestniczy w kursie na prawo jazdy - dodawał.
Grób zamordowanej. Fot. arch. P. Topolski
Kluczowy świadek zmienia zeznania
Kluczowym świadkiem prokuratury jest Leszek W. - były policjant, który w noc zabójstwa Iwony Cygan miał służbę patrolową razem z Grzegorzem J. w Szczucinie. Początkowo Leszek W. zeznaje, że nic podejrzanego tamtego wieczora nie zauważył, oprócz wyjątkowo gwałtownej burzy.
Kiedy do akcji wkracza Policyjne Archiwum X i Prokuratura Krajowa na przełomie 2016 i 2017 roku, policjant, który jest wtedy na rencie przypomina sobie, że w nocy 13 sierpnia 1998 roku widział jak z baru "U Trabanta" wyniesiono Iwonę i wsadzono do samochodu razem z Pawłem K. Mężczyzna dobrowolnie poddaje się karze więzienia w zawieszeniu.
Po kilku miesiącach wycofuje się jednak z zeznań, które dla prokuratury były przełomem w sprawie zabójstwa sprzed lat. Leszek W. sugeruje, że zrobił to pod presją i że coś mu podano, czemu jednak stanowczo zaprzecza prokuratura.
Swoje zeznania zmienia także Grzegorz J. który tamtej nocy był razem z Leszkiem W. w patrolu.
Jak Szczucin stał się znanym w całej Polsce miasteczkiem zbrodni
Ten slogan został ukłuty po tym jak wyszło na jaw, że po śmierci Iwony doszło do zagadkowych zgonów mieszkańców Szczucina. Przede wszystkim Tadeusza Draba, który przesiadywał w barze "U Trabanta". Drab miał się rzekomo chwalić, że zgarnie nagrodę wyznaczoną za wskazanie sprawców Iwony. Miał także widzieć jak wciągano nastolatkę do samochodu po wyjściu z baru w centrum Szczucina 13 sierpnia 1998 wieczorem. W 1999 roku utopił się w Wiśle.
Tylko że, jak cytował podczas mowy końcowej adwokat Pawła K., kilka miesięcy po zabójstwie Iwony Tadeusz Drab zeznał, że to kompletna bzdura.
- Nie byłem świadkiem takiego czegoś. Nie znam Iwony i nie wiem jak wygląda. 13 sierpnia 1998 roku wracałem do domu około godziny 22:00, byłem pijany. Nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem - mówił.
Śmierć Draba nie była jednak jedyna. W 2014 roku przypadkowy przechodzień natknął się na widok ciała Marka Kapela przygniecionego przez betonowe elementy ogrodzenia. Straszna i nietypowa śmierć, ale zdaniem Prokuratury w Dąbrowie Tarnowskiej był to po prostu nieszczęśliwy wypadek i śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Sprawie chciał się jeszcze przyjrzeć szef krakowskiego Archiwum X - jednostki zajmującej się wyjaśnianiem dawnych nierozwiązanych spraw.
Do mediów przeciekały natomiast informacje operacyjne, które miały wskazywać na istnienie niewyjaśnionych zdarzeń w Szczucinie i regionie, które miały uwiarygadniać istnienie zmowy milczenia związanego ze śmiercią Iwony Cygan i jej złamanie przez Prokuraturę Krajową oraz policyjne Archiwum X z Krakowa.
fot: Bartłomiej Maziarz
Kontrowersyjne metody
O naczelniku pierwszej takiej jednostki policji w Polsce, specjalizującej się w wyjaśnianiu nierozwiązanych spraw, zrobiło się głośno, gdy powiedział, że opiera się m.in. na swojej intuicji, ale także śladach na duszy, którymi miałyby być m.in. kłamstwo, próby samobójcze czy fałszywe ślady.
Obrońca Pawła K. podczas swojej mowy końcowej wspomniał, że ówczesny szef krakowskiego Archiwum X wtargnął do szpitala psychiatrycznego, gdzie na odwyku był jeden ze świadków, który w noc zabójstwa Iwony Cygan miał widzieć, jak wciągano ją do auta. Naczelnik chciał przesłuchać mężczyznę z pominięciem procedur.
Na tym polu doszło do sporu pomiędzy śledczymi z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie oraz tymi z Krakowa. Ostatecznie prokurator z Tarnowa zlecił przeprowadzenie opinii biegłego na temat stanu świadka, która nie pozostawiła wątpliwości, że nie można brać jego słów na poważnie.
Oskarżeni policjanci chcą sprawiedliwości
Kiedy w 2016 roku ogłoszono przełom w śledztwie, na przestrzeni kilku miesięcy zatrzymano 14 byłych i pracujących jeszcze policjantów ze Szczucina oraz Dąbrowy Tarnowskiej, którzy mieli utrudniać śledztwo, przekraczać swoje uprawnienia i nie dopełniać swoich obowiązków. Usłyszeli zarzuty, siedzieli miesiącami w aresztach i od lat czekają na sprawiedliwe wyroki. Według prokuratury policjanci posiadali ważne dla sprawy informacje i nie nadali im służbowego charakteru. Mieli też manipulować materiałem dowodowym, chociażby podmieniający ślady DNA.
Obrońcy oskarżonych w tej sprawie byłych policjantów ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej będą dopiero wygłaszali swoje mowy końcowe.
Reprezentujący część oskarżonych adwokat Przemysław Podlasiewicz podkreśla jednak w rozmowie z Radiem Kraków, że w tej sprawie kluczowe jest odniesienie się do realiów służby policji z 1998 roku.
- Nie wolno ich oceniać przez pryzmat dzisiejszych standardów czy procedur. Jako funkcjonariusze patrolu, moi mocodawcy nie mieli formalnego obowiązku dokumentowania nieoficjalnych pogłosek, zwłaszcza że nie wchodzili w skład grupy śledczej dedykowanej temu śledztwu. Nie mam co do tego wątpliwości, że oskarżenie oparte na kruchych relacjach świadków anonimowych po blisko 30 latach nie daje żadnych podstaw do skazania moich klientów. Liczę, że sąd weźmie również pod uwagę faktyczny zakres ich ówczesnych kompetencji oraz wstrząsający sposób prowadzenia postępowania przygotowawczemu przez organ prokuratorski wyższego szczebla - dodał.
Jeśli nie oni to kto ?
To dopiero początek mów końcowych. Nie odpowiedziano jeszcze na wszystkie zarzuty i ustalenia prokuratury. Choćby na to, dlaczego Józef K. interesował się np. tym czy zostanie przeprowadzona ekshumacja ciała Iwony Cygan i chodził na cmentarz to sprawdzić. Jego obrońca będzie dopiero zabierał głos w ramach mów końcowych.
Prokuratura wnioskuje o karę dożywotniego więzienia dla Pawła K., 25-lat dla Józefa K., 4,5 roku dla Renaty G.D. oraz od 2 do 6 lat więzienia dla byłych policjantów. Wszyscy nie przyznają się do winy.
W 2022 roku dziennikarz Onetu Mateusz Baczyński zakwestionował dowody, którymi dysponowała prokuratura i ujawnił, że w aktach sprawach jest mowa o wygniecionym miejscu w okolicy odnalezionego ciała Iwony Cygan. Mówił też o tym podczas swojej mowy końcowej obrońca Pawła K. Na miejscu zbrodni odnaleziono także gumę do żucia, na której były ślady DNA Iwony oraz należące do jeszcze innej osoby.
Jak mówiła podczas mowy końcowej siostra Iwony - Aneta Kupiec, podobne insynuacje sprawiają ogromny ból rodzinnie. Gdyby nie upór nieżyjącej już mamy Czesławy Cygan, ojca Mieczysława, który przez ostatnie 8 lat przyjeżdżał na niemal każdą rozprawę, słuchając także o okropieństwach, jakich doznała jego córka, sprawa zabójstwa 17-latki zostałaby już dawno umorzona.
- Zostaną wypowiedziane słowa starannie dobrane, wyważone. Być może nawet piękne i pełne aktorskich emocji. Będą próbowali wzruszyć, będą szukali luk. Nawet będą próbowali uczłowieczyć oskarżonych. Dlatego proszę, aby w tej fali słów ani przez sekundę nie zapominać o najważniejszym, że to Iwona jest tutaj jedyną ofiarą. Ich prawo do obrony nie może być ważniejsze, niż jej prawo do życia, które jej odebrali. Chcę sprawiedliwości, która pozwoli nam wierzyć, że takie zło nie pozostanie bez konsekwencji - podkreślała w poniedziałek przed sądem w Rzeszowie siostra zamordowanej Iwony Cygan.
Jak też mówiła Aneta Kupiec, jej siostra lubiła słuchać Nirvany.
- Chciała pracować z dziećmi. Należała do ludzi, dla których dobro innych było dla niej ważniejsze od jej samej. Robiła śniadanie dla dzieci z okolicy, o których wiedziała, że są głodne. Kiedy koleżanka nie napisała nic na sprawdzianie, bez wahania oddawała jej swoją pracę. Nie kłamała, nie plotkowała na temat innych. Była zabawna, mądra, pełna życia - dodawała.
fot: Bartłomiej Maziarz
Źródło:
Opracowanie własne