Sprawa zwolnienia Marty Jamrozik toczy się przed sądem pracy, który kazał starostwu przywrócić dyrektorkę na swoje stanowisko, do czasu rozstrzygnięcia procesu. Jednak kobieta uważa, że jest to jej utrudniane.
Marta Jamrozik przekonuje, że w każdej chwili może wrócić do pracy.
- Zgłaszam gotowość wysyłając maile raz w miesiącu - mówi.
Tymczasem starostwo nie odpowiada na jej wiadomości. Dodatkowo była dyrektorka przez pewien czas nie otrzymywała wynagrodzenia.
- W dniu wypłaty otrzymałam jedynie ekwiwalent za zaległy urlop. Skontaktowałam się z ZUS-em, który mnie poinformował, że zostałam wyrejestrowana z ubezpieczeń społecznych - dodaje.
Starosta tarnowski Jacek Hudyma przyznaje, był chwilowy przestój i zaległość, ale to kwestia incydentalna. Nie wynikała ze złej woli.
- Czekaliśmy na postanowienie sądu odnośnie naszego zażalenia. Tej odpowiedzi nie było i po kilku dniach wszystko wróciło do pełnej normy - tłumaczy.
Tę sprawę jednak będzie wyjaśniać dąbrowska prokuratura. Śledczy z Dąbrowy Tarnowskiej mają przyjrzeć się ewentualnemu złośliwemu i uporczywemu naruszeniu praw pracowniczych Marty Jamrozik przez starostwo powiatowe w Tarnowie.
Niezależnie od niego, prokuratura w Brzesku prowadzi śledztwo w sprawie zwolnienia Marty byłej dyrektorki DPS-u Nowodworze i możliwego przekroczenia uprawnień przez starostę tarnowskiego - Jacka Hudymę.