Premierowa „Tosca” w Operze Krakowskiej to spektakl, który opiera się głównie na sile wykonawców – przede wszystkim Iwony Sochy, znakomicie debiutującej w roli tytułowej i wznoszącej całe przedstawienie na wysoki poziom. Bardzo dobrze wypadają także Krzysztof Szumański jako Scarpia oraz Adam Sobierajski jako Cavaradossi, a całość muzycznie prowadzi Andriy Yurkevych, eksponując dramaturgię partytury Pucciniego, choć w nieco łagodniejszym ujęciu.
Reżyseria Julii Pevzner pozostaje jednak zachowawcza i odtwórcza – wierna librettu i dobrze znanym schematom inscenizacyjnym, bez prób nadania całości nowych znaczeń czy symboliki. Scenografia jest nierówna, z najlepiej wypadającymi aktami I i III, najsłabszym wizualnie II, natomiast kostiumy utrzymane są w klasycznej stylistyce. Na tym tle wyróżnia się dopracowane światło budujące klimat.
Premierze towarzyszą protesty związane z zarzutami o artwashing i współpracą z operą w Tel Awiwie, co wpisuje spektakl w szerszy kontekst polityczny i przypomina, że opera od zawsze była z polityką powiązana. Mimo inscenizacyjnych ograniczeń przedstawienie broni się dzięki wykonawcom i samej muzyce, która niesie główny ciężar emocji.