Bez Sławki nie byłoby w ogóle Nagrody Bujwidowej. Nie byłoby feminizmu w Krakowie i nic by w Krakowie nie było, jeśli chodzi o kobiety
– powiedziała kiedyś Nina Gabryś.
Kobiety się zmieniają, mężczyźni czekają
Nie ma wątpliwości, że historia działalności Sławomiry Walczewskiej to historia zbiorowego wysiłku setek kobiet, które przez dekady współtworzyły przestrzeń dla zmiany. Kiedy w latach 80. rozpoczynała swoją działalność, feminizm w Polsce był pojęciem niemal nieznanym i często wrogim. Kobiety, które odważyły się mówić o nierównościach, spotykały się z ostrą krytyką. Słyszały, że "nienawidzą mężczyzn", że są "walczące", że działają "przeciwko".
W latach 80. feminizm był czymś kompletnie nowym, dziwnym i dla wielu osób absolutnie nie do przyjęcia, więc nie miałyśmy łatwo. Byłyśmy strofowane z różnych stron: w życiu domowym, prywatnym i w życiu publicznym – mówi dr Sławomira Walczewska.
Jednocześnie rzeczywistość społeczna była pełna sprzeczności. Na uczelniach dominowali mężczyźni, nawet jeśli studentek było więcej. – "Nawet jeśli widziałyśmy wokół siebie fajne, mądre, inteligentne, ciekawe osoby, to w roli wykładowców-profesorów byli raczej mężczyźni i to było dziwne. Były to tez takie czasy, kiedy o mężczyźnie mówiło się profesor Kowalski, a jeśli była pani profesorka, to mówiło się pani Ania. To od razu pokazuje, że to nie jest taka sama sytuacja, jest to nierówna relacja pomiędzy jednym a drugim, pomiędzy kobietami a mężczyznami" – dodaje.
W ostatnich trzech dekadach zaszła ogromna zmiana i to przede wszystkim po stronie kobiet. Kobiety się obudziły i zaczęły wymagać czegoś dla siebie. Chodziło o partnerstwo, sprawiedliwość, równy podział obowiązków. Tymczasem wielu mężczyzn czekało. Liczyli, że zmiana minie, że wszystko wróci do dawnych schematów, w których kobiety zajmują się domem i opieką.
Niektórzy starali się przeczekać. Liczyli na to, że będzie można przeczekać i byli coraz bardziej nieszczęśliwi, a nawet w końcu wkurzeni. Jesteśmy chyba na etapie, że ci mężczyźni, którzy mają otwarte głowy, oczy są feministami razem z nami, ale oprócz tego są ci zezłoszczeni, roszczeniowi, wyczekujący, że będą mieli darmową obsługę w domu, jak sobie wezmą żony – mówi dr Sławomira Walczewska.
Ważnym doświadczeniem dla Sławomiry Walczewskiej były wyjazdy zagraniczne pod koniec lat 80. Mężczyźni gotujący dla znajomych, zapraszający na kolacje, dzielący obowiązki, to było coś zupełnie naturalnego. W Polsce w tym samym czasie takie zachowania uchodziły za niewłaściwe dla mężczyzn. Nawet zrobienie herbaty dla wszystkich mogło być odbierane jako coś hańbiącego.
eFKa. Od kuchni do instytucji
Fundacja Kobieca eFKa powstała w 1991 roku, tuż po przełomie politycznym. Założyły ją trzy kobiety: Sławomira Walczewska, Basia Kaszkur i Beata Kozak. Początki były skromne, spotkania odbywały się w mieszkaniach, w kuchniach. Dwa lata później udało się zdobyć pierwszy lokal, dawny magiel. To miejsce szybko stało się centrum aktywności, bo przestrzenią spotkań, wymiany doświadczeń i budowania wspólnoty. Cele fundacji od początku były jasne i nie zmieniły się przez 35 lat: wspieranie niezależności kobiet, przeciwdziałanie dyskryminacji i rozwijanie kultury kobiecej.
Jednym z pierwszych działań eFKi było uruchomienie telefonu zaufania dla kobiet, jednego z pierwszych takich miejsc w Polsce. Początkowo jego twórczynie nie spodziewały się, z jakimi tematami będą się mierzyć. Aż 80% rozmów dotyczyło przemocy psychicznej i fizycznej. Kobiety opowiadały o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami "porządnych domów". Telefon dawał anonimowość i możliwość wypowiedzenia tego, co wcześniej było niewypowiedziane, ale jednocześnie ujawniał ogromną lukę systemową, brak instytucjonalnego wsparcia. Kolejnym krokiem było rozszerzenie działalności: porady prawne, psychologiczne, próby zainteresowania instytucji publicznych problemem przemocy. W połowie lat 90. eFKa organizowała konferencje, współpracowała z innymi organizacjami i naciskała na systemowe zmiany. Skala problemu była ogromna. Schroniska dla ofiar przemocy szybko zapełniały się kobietami z dziećmi. Jednocześnie temat ten był wypierany ze świadomości społecznej.
Po 35 latach działalności walka o równość nie jest zakończona, zmieniają się tylko jej obszary. Nagroda Bujwidowej to symbol pracy setek kobiet, które przez lata budowały eFKę i zmieniały rzeczywistość. Wiele rzeczy się zmieniło, ale nadal potrzebna jest uważność na nierówności i gotowość do ich nazwania.