Trudno zacząć taką rozmowę. Na pewno wielka radość pobrzmiewa dziś w mediach w Polsce. Dla mnie do Polski powrócił człowiek-symbol i chyba tak powinniśmy o nim mówić.
Powiedziałbym nawet więcej. Wrócił człowiek, którego śmiało można nazwać męczennikiem. Andrzej Poczobut spędził najpierw w więzieniu, a potem w białoruskim łagrze 1860 dni. To było 1860 dni gehenny. Był torturowany, był męczony. To cud, że wyszedł z łagru żywy.
A jaki jest świat w 2026 roku dla takiej osoby? Przecież był niemal całkowicie odizolowany od zewnętrznych bodźców. Według szacunków połowę tego czasu spędził w izolatce.
Z tego, co wiemy, w ostatnim czasie miał sporadyczne kontakty - czy to z Angeliką Borys, czy z prawnikami - ale rzeczywiście większość czasu spędził w reżimie incommunicado, czyli bez kontaktu nawet ze swoimi obrońcami. Był w całkowitym odosobnieniu. Jak wygląda świat człowieka, który przez ponad pięć lat nie wie, co dzieje się poza murami więzienia? To stan dobrze opisany - cierpienie jest niewyobrażalne.
Co jego uwolnienie mówi o reżimie Aleksandra Łukaszenki? Czy można powiedzieć, że słabnie?
Nie, nie możemy tak powiedzieć. Pojawia się wiele interpretacji, ale nie znamy szczegółów tej wymiany. Wiemy jedynie, że odbyła się w formule „pięć za pięć” - Polacy przekazali agentów białoruskich, a Białoruś oddała więźniów, w tym Polaków. Nie wiemy, co Łukaszenko chciał w ten sposób osiągnąć, ale z pewnością wystawił za to cenę. Poczobut był dla niego kartą przetargową. Warto też zauważyć, że w ciągu ostatniego roku wolność odzyskało kilkuset więźniów politycznych - m.in. dzięki naciskom dyplomatycznym Stanów Zjednoczonych. Łukaszenko jest sprawnym politycznym buchalterem i na pewno coś na tym zyskał.
Specjalny wysłannik USA do spraw Białorusi poinformował właśnie, że jeśli Łukaszenko uwolni kolejnych więźniów, możliwe będzie zniesienie części sankcji. Czy to nie jest zbyt pochopna deklaracja?
Moim zdaniem nie, choć należy być ostrożnym. Jeśli rzeczywiście dojdzie do takiego scenariusza, reżim Łukaszenki może zostać wzmocniony. Trzeba pamiętać, że sytuacja gospodarcza Białorusi jest trudna. To kraj dotknięty licznymi kryzysami - nawet w zakresie podstawowych produktów, jak warzywa czy ziemniaki. Jednocześnie władze próbują przedstawiać się jako bufor między Rosją a Zachodem. Nie powinniśmy się na tę narrację nabierać.
Łukaszenka chciałby być postrzegany jako pośrednik?
Tak, mimo że od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę jest jej częścią i wspiera Rosję. Taka rola jest dla niego wygodna wizerunkowo.
A jak wygląda sytuacja aparatu represji? Czy rzeczywiście władze ścigają ludzi za wpisy czy „polubienia” sprzed lat?
Najlepszą odpowiedzią jest ustawa, która czeka na podpis Łukaszenki. Zrównuje ona tzw. propagandę LGBT z propagandą pedofilii oraz bezdzietnością. To pokazuje kierunek - Białoruś idzie ścieżką rosyjską, zaostrzając represje. To prawo jest skrajnie opresyjne. Jednocześnie nie powinniśmy patrzeć na Łukaszenkę przez pryzmat jednego gestu, jakim było uwolnienie Poczobuta. To nie jest partner do negocjacji w dobrej wierze. To człowiek odpowiedzialny za liczne zbrodnie. Obecne działania mają raczej zapewnić mu stabilizację gospodarczą.
Gościem Radia Kraków był Michał Olszewski, szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej.