Trucizną polewa brzegi żywopłotów, zostawiając po sobie pożółkły, księżycowy krajobraz. Polewa też zielony parking. Bujnie rosnąca pomiędzy betonowymi krążkami trawa, zamienia się w to, co widać na zdjęciu. Zielony parking szlag trafił.
Wychodzę z domu. Pan w słuchawkach na uszach przycina trawę i żywopłot. Spod kosiarki wylatują kamyczki, bombardując karoserie stojących na parkingu samochodów. W tym mój. Jeden z kamyków rani mnie w nogę.
- halo, proszę pana - usiłuję przekrzyczeć ryk kosiarki. Bez skutku. Słuchawki bronią przed hałasem. Boję się podejść bliżej, bo widząc efekt jego pracy, mogę się spodziewać, że obróci się nie wyłączając kosiarki.