Prawicowi politycy i publicyści zaatakowali prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, a także kardynała Grzegorza Rysia, twierdząc, że w maju w Krakowie ma się odbyć zjazd satanistów. Prezydentowi zarzucano, że wydarzenie miałoby mieć miejsce w Centrum Kongresowym ICE, nadzorowanym przez miasto, a metropolicie - brak reakcji. Problem w tym, że cała historia okazała się nieprawdą: wydarzenie nie było planowane w ICE, a zarzuty opierały się na niesprawdzonych informacjach. Mimo to były szeroko powielane m.in. przez Barbarę Nowak, Dorotę Kanię, Telewizję Republika czy portal wPolityce.pl. Padały nawet sugestie o „czarnej mszy” i argumenty za odwołaniem prezydenta w referendum. Nikt nie zweryfikował informacji, która okazała się fake newsem. Tu chyba nie chodziło o prawdę, tylko o emocje?
Zdecydowanie tak. To wręcz modelowy przykład dezinformacji. Widzimy, jaką siłę rażenia ma fake news i jak bardzo opiera się on na emocjach. To także dowód na to, że wciąż nie wypracowaliśmy nawyku weryfikowania informacji przed ich komentowaniem i udostępnianiem. Informacja opublikowana przez Barbarę Nowak bardzo szybko została podchwycona przez innych - zarówno polityków, jak i dziennikarzy - a dyskusje w mediach społecznościowych tylko spotęgowały jej zasięg.
Gdy okazało się, że to nieprawda, jedna z radnych PiS usunęła swój wpis. Natomiast sama Barbara Nowak tłumaczyła, że „opisywała i reagowała na to, co było publicznie dostępne”. No właśnie - co to znaczy „publicznie dostępne”? Informacje z internetu, których nikt nie sprawdził?
To bardzo istotny problem. Najpierw jednak warto podkreślić, że Centrum Kongresowe ICE zareagowało wzorowo - szybko zdementowało nieprawdziwe informacje. Z punktu widzenia komunikacji kryzysowej to była właściwa reakcja. Natomiast tłumaczenie, że powielało się „publicznie dostępne informacje”, jest przykładem spirali dezinformacji. Ktoś podaje niesprawdzoną informację, a później inni ją powielają, tłumacząc się, że sami zostali wprowadzeni w błąd. W efekcie trudno ustalić, gdzie był początek.
Fake news działa, bo niesie obietnicę prawdy. I to właśnie sprawia, że rozprzestrzenia się tak skutecznie.
ICE Kraków wskazało też, że jego adres był bezpodstawnie wykorzystywany w tych doniesieniach, choć wydarzenia nie było w kalendarzu. Mimo to informacja poszła w świat.
Dokładnie. Centrum jasno pokazało kulisy sprawy i próbowało wcześniej prostować nieprawdziwe informacje. To pokazuje, że nawet szybka reakcja instytucji nie zawsze zatrzymuje rozpędzoną dezinformację.
W sprawę włączyli się też samorządowcy. Wiceprezydent Krakowa Łukasz Sęk ironicznie napisał w mediach społecznościowych: „Ziemia nie jest płaska, Peter Magyar nie ugotował psa w mikrofali, a Kraków nie współpracuje z satanistami”. To pokazuje, jak podobne mechanizmy działają przy różnych fake newsach - od absurdalnych po polityczne.
Tak, to bardzo dobry przykład. Informacje o silnym ładunku emocjonalnym - sensacyjne, szokujące – rozchodzą się najszybciej. W tym przypadku dodatkowo zbiegło się to z kontekstem politycznym, w tym dyskusją o referendum. Taki fake news idealnie nadaje się do zdyskredytowania przeciwnika i przyciągnięcia uwagi odbiorców.
Co ciekawe, w tej historii było pewne „ziarno prawdy”. Faktycznie ktoś planował wydarzenie w Krakowie - organizowane przez niszowy ruch związany z tzw. True Church of Satan. Jednak nie miało ono związku z ICE ani władzami miasta, a skala była marginalna - kilka osób zainteresowanych i symboliczne wpłaty.
I to jest właśnie sedno skutecznej dezinformacji. Ona bardzo często bazuje na drobnym fakcie, który zostaje wyolbrzymiony i osadzony w sensacyjnej narracji. Do tego dochodzi element straszenia - w tym przypadku odwołanie do symboliki „zła”, co dodatkowo wzmacnia emocje i zainteresowanie.
Ten mechanizm wydaje się powtarzalny: pojawia się nieprawdziwa informacja w „bańce informacyjnej”, jest bezrefleksyjnie powielana, a algorytmy tylko ją wzmacniają. Rzadko pojawiają się sprostowania czy przeprosiny. Co w takiej sytuacji może zrobić odbiorca?
Nie ma tu prostej recepty, ale są podstawowe zasady: krytyczne myślenie, zdrowy rozsądek i weryfikowanie informacji w kilku źródłach. To absolutne minimum. Trzeba pamiętać, że dezinformacja działa szybko i skutecznie właśnie dlatego, że odwołuje się do emocji i zawiera element prawdopodobieństwa.
Czyli najprostsza rada: nie wierzyć bezkrytycznie w to, co pojawia się w sieci.
Dokładnie tak.
Gościnią Radia Kraków była dr hab. Agnieszka Wolecka-Rynduch, prof. UJ, z Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej