Jedyne piekło, jakie nam grozi w maju, to co najwyżej wysoka temperatura na spacerze wokół Wawelu. Ten cały "Satanic Convent" to klasyczny internetowy zombie, który nie wstał z grobu wczoraj.
Profil tego wydarzenia powstał już latem 2025 roku. Przez 10 miesięcy nikt go nie zauważył, bo pod adresem Konopnickiej 17 nie było nic poza pustą pinezką na mapie. Równocześnie materiały promocyjne "Satanic Convent 2026" okazały się pochodzić z nieszczególnie wiarygodnych źródeł internetowych. Sam kościół organizatorów, na podstawie śladów w sieci, był praktycznie nieaktywny od miesięcy.
Dlaczego więc temat wybuchł z taką siłą akurat teraz? To proste. Mamy kwiecień, za pasem polityczne rozliczenia, a ten odgrzewany kotlet okazał się idealnym paliwem.
Portal Evently automatycznie zaciągnął zdjęcie budynku bez żadnej weryfikacji. Wystarczyło kilka postów znanych osób, by lawina ruszyła i pół Polski uwierzyło w okultystyczny spisek w samym sercu Krakowa.
Prawda jest brutalnie nudna. Nie ma rezerwacji, nie ma biletów, a organizator to cyfrowa wydmuszka.
Ta afera pokazuje jedno. W dzisiejszej polityce wcale nie trzeba już budować prawdziwego piekła. Wystarczy rzucić jedną zapałkę w mediach społecznościowych i patrzeć jak przerażeni ludzie sami dorysowują sobie rogi.