Czy gmina może sama zdecydować, że nie będzie dokonywać transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą? Zdaniem dr. Pawła Czarneckiego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego odpowiedź jest jednoznaczna: organy władzy publicznej muszą działać na podstawie prawa i w jego granicach.
Sprawa wróciła po zapowiedzi burmistrza Jordanowa Andrzeja Malczewskiego, który zadeklarował, że podlegli mu urzędnicy nie będą dokonywać takich transkrypcji. Wcześniej podobną deklarację składał m.in. burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz.
Gmina nie może działać poza prawem
Dr Paweł Czarnecki podkreśla, że burmistrz, wójt czy prezydent miasta mogą podejmować decyzje tylko wtedy, gdy prawo im na to pozwala. Dotyczy to także kierowników urzędów stanu cywilnego albo osób wykonujących ich funkcje.
Organy władzy publicznej, w tym burmistrz, prezydent, wójt, mają obowiązek stosować obowiązujące prawo
– mówił prawnik w Radiu Kraków.
Ekspert przypomniał, że w Polsce małżeństwo może zawrzeć kobieta i mężczyzna. Zaznaczył jednak, że omawiana sprawa nie dotyczy zawierania małżeństw jednopłciowych w Polsce, lecz uznawania dokumentów dotyczących małżeństw zawartych legalnie za granicą.
Transkrypcja to nie ślub w Polsce
Dr Czarnecki wyjaśniał, że transkrypcja aktu małżeństwa nie jest tym samym, co zawarcie małżeństwa przed polskim urzędem stanu cywilnego. To procedura techniczna polegająca na wpisaniu do polskiego systemu danych z dokumentu wydanego za granicą.
W praktyce chodzi o to, by osoby, które zawarły małżeństwo w innym państwie, były w Polsce traktowane jako małżonkowie w zakresie wynikającym z obowiązujących przepisów. Nie oznacza to jednak automatycznego przyznania wszystkich uprawnień, jakie mają małżonkowie, którzy zawarli małżeństwo w Polsce.
Tu nie chodzi o uznawanie małżeństw w Polsce i zawieranie małżeństw w Polsce
– zaznaczał dr Czarnecki.
TSUE, NSA i obowiązek urzędów
Rozmówca Radia Kraków przypomniał, że w ostatnich miesiącach zapadły ważne rozstrzygnięcia dotyczące transkrypcji aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Wskazał na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Według dr. Czarneckiego z tych rozstrzygnięć wynika obowiązek umożliwienia transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw par jednopłciowych przez urzędy stanu cywilnego w Polsce. Jak mówił, nie powinny być przeszkodą także problemy techniczne związane z systemami informatycznymi.
Ekspert przypomniał, że po tych orzeczeniach rozpoczęto prace nad dostosowaniem przepisów i formularzy tak, by możliwe było wpisanie w odpowiednich rubrykach osób tej samej płci.
Czy to „małżeństwa tylnymi drzwiami”?
W debacie publicznej pojawia się argument, że transkrypcja aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą oznacza wprowadzenie w Polsce małżeństw jednopłciowych „tylnymi drzwiami”. Dr Czarnecki nie zgadza się z taką interpretacją.
Jak wyjaśnia, nadal obowiązuje przepis Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zgodnie z którym przed polskim urzędem stanu cywilnego małżeństwo mogą zawrzeć kobieta i mężczyzna. Transkrypcja nie zmienia tej zasady.
Prawnik wskazuje jednocześnie, że trwają spory o zakres skutków takiego uznania. Dotyczą one m.in. dziedziczenia, urlopów czy ulg podatkowych. W jego ocenie ani TSUE, ani NSA nie przesądziły, że transkrypcja automatycznie oznacza pełne zrównanie wszystkich uprawnień z małżeństwami zawartymi w Polsce.
Konstytucja i art. 18
Dr Czarnecki odniósł się również do argumentu z art. 18 Konstytucji, często przywoływanego przez przeciwników transkrypcji. Przepis ten mówi o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny oraz o ochronie i opiece państwa nad małżeństwem, rodziną, macierzyństwem i rodzicielstwem.
Zdaniem prawnika z tego przepisu nie wynika zakaz uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Jak tłumaczył, dominujący pogląd jest taki, że art. 18 zobowiązuje państwo do wspierania małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny, ale nie oznacza automatycznego zakazu każdej formy uznania zagranicznego aktu.
Konstytucja wcale nie stanowi, że jest zakazane małżeństwo osób tej samej płci
– mówił dr Czarnecki, odnosząc się do argumentacji części samorządowców.
Odmowa może naruszać prawo
Prawnik ocenił, że deklaracje burmistrzów i wójtów mogą mieć charakter polityczny lub wyborczy. Z perspektywy prawnej najważniejsze jest jednak to, czy urzędnik wykonuje obowiązki wynikające z przepisów.
Zdaniem dr. Czarneckiego odmowa transkrypcji może naruszać prawo Unii Europejskiej, polskie przepisy konstytucyjne oraz standardy wynikające z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Ekspert wskazał, że osoba, której odmówiono transkrypcji, może skorzystać z procedury odwoławczej. W pierwszej kolejności sprawa może trafić do wojewódzkiego sądu administracyjnego, a później do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Czy urzędnik może ponieść odpowiedzialność karną?
Dr Czarnecki poszedł jednak dalej i stwierdził, że w przypadku odmowy można rozważyć także zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariusza publicznego. Chodziłoby o niedopełnienie obowiązków przez osobę pełniącą funkcję publiczną.
Jeżeli pan burmistrz, wójt odmówi takiej transkrypcji, moim zdaniem popełnia przestępstwo
– mówił w Radiu Kraków.
Jak wyjaśniał, urzędnik musi liczyć się nie tylko z kontrolą sądów administracyjnych, ale także z ryzykiem odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków. Podkreślił przy tym, że takie sprawy mogą budzić duże emocje społeczne i polityczne, ale z punktu widzenia administracji najważniejsze pozostaje stosowanie obowiązującego prawa.
Transkrypcja ma porządkować sytuację prawną
W rozmowie pojawił się także praktyczny argument dotyczący porządkowania stanu cywilnego. Jeżeli małżeństwo zawarte za granicą nie byłoby w żaden sposób uwzględnione w polskim systemie, mogłoby to prowadzić do poważnych komplikacji, choćby przy ocenie, czy dana osoba może zawrzeć kolejny związek małżeński.
Dr Czarnecki podkreślał, że transkrypcja nie jest aktem światopoglądowym, lecz czynnością urzędową wynikającą z obowiązujących rozstrzygnięć i przepisów. Dlatego – jego zdaniem – samorządowcy nie mogą traktować jej jako kwestii uznaniowej.