Tak się złożyło, że nie widzieliśmy się w tym studiu, od kiedy pana klub w Sejmie liczył jeszcze dwa razy więcej posłów. Nie mogę sobie odmówić, żeby nie zapytać pana, czy pan się cieszy, że doszło do tego rozłamu? Przecież niedługo przed tym rozłamem nad tym słynnym wewnętrznym czacie, deklarował pan, że jest pan gotowy „wyrzucić” wszystkich złych ludzi. No to sami sobie poszli.
- Ja byłem osobą, która starała się wszystkich pojednać. Mimo nacisków z różnych stron, że dana osoba zachowuje się źle, zawsze tłumaczyłem wszystkim – porozmawiajmy, poczekajmy. Miałem dobre serce. W polityce trzeba jednak być twardym. Z pewnymi złymi ludźmi trzeba się pożegnać. Czasem padają niecenzuralne słowa. W tej grupie były osoby, które to wyniosły. To oburzające.
Jeszcze bardziej oburzające jest to, że ministra kultury, pani Marta Cienkowska, mówiła otwarcie na tym czacie, że planowany przez was przewrót następuje.
- To była grupa ludzi, która widziała inną wizję Polski 2050, z innym przewodniczącym. Mieliśmy do tego prawo. Oburzające jest to, że wyniosła to jedna z naszych koleżanek, która odeszła do klubu Centrum. Ona sama chciała przekonywać do tej wizji, potem udawała świętą. Wynoszenie rozmów? Takie osoby nie mają miejsca w naszej organizacji. Cieszę się, że ich nie ma.
Ta historia to zamierzchła historia, bo prawie trzy miesiące w polityce…
- Ja słyszałem ostatnio taki tekst, gdzie uciekło te czterdzieści parę lat mojego życia. Odpowiedź była – mrugnąłem. Nie tak daleka historia.
Teraz dzieją się też bardzo ciekawe rzeczy. Jedna z tych rozłamowczyń, pani Paulina Hennig-Kloska jest zagrożona odwołaniem. No i państwo, oficjalnie przynajmniej niektórzy z państwa, z Polski 2050, deklarują, że nie wiedzą państwo, czy ją poprą, czy też zagłosują państwo razem z opozycją. Na to premier Donald Tusk publicznie mówi, że jak się okaże, że nie jesteście z nami, to się pożegnamy. Na to Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, szefowa Polski 2050, twierdzi, że język ultimatum to łamanie umowy, a koalicja budowana na przemocy to droga do katastrofy. Można powiedzieć, że prawdziwa atmosfera przyjaźni i wzajemnego zrozumienia panuje w koalicji.
- Jesteśmy odpowiedzianym koalicjantem. Zaprosiliśmy Paulinę Hennig-Kloskę na spotkanie klubu. Także PSL zaprosił. Chcemy rozmawiać o Czystym Powietrzu, systemie kaucyjnym, BOŚ Banku. To nie jest osobista animozja. Merytorycznie chcemy rozmawiać. Lojalny koalicjant, jakim mianuje się pani minister, powinien przyjść na kluby i rozmawiać. Nie chodzi o atakowanie, grillowanie.
Absolutnie...
- Absolutnie nie. Pan z szyderą na mnie spojrzał, ale ja się nie zgadzam. Jak mam pytanie do ministra rządu, mam prawo je zadać. Chciałbym się spotkać z panią minister.
Wczoraj CBA weszło do różnych ministerstw, do Kancelarii Premiera w sprawie tego programu Czyste Powietrze. Tylko że zarzuty, które padają co do tego programu, to są albo z czasów, kiedy jeszcze w ogóle koalicja rządowa obecna nie rządziła, czyli 2022-2023 rok, albo ewentualnie z czasów początku rządów tej koalicji, kiedy ministra Paulina Hennig-Kloska to była w 100% ministra nie tylko, że wyznaczona, ale też popierana przez Polskę 2050. Wtedy nie można było jej zadawać pytań? Teraz od roku to mniej więcej działa chyba okej.
- Wiemy coraz więcej o Czystym Powietrzu. Do naszych biur przychodzą ludzie i mówią, że nie mają pieniędzy, ani zamontowanych rzeczy z Czystego Powietrza. To dotyczyło czasów PiS. Wtedy na pewno ten program był wątpliwej jakości. Obecny rząd wiele rzeczy tu posprzątał, ale to element, który wymaga wyjaśnienia. Z informacji medialnych wynika, że okres zainteresowania CBA i Prokuratury Europejskiej jest za lata 2022-2026. Chcielibyśmy o tym rozmawiać. Myślę, że to nie będą trudne pytania, a rozmowa będzie bardzo miła.
Mówi pan, że pana partia jest odpowiedzialnym koalicjantem. Czy odpowiedzialni są też Bartosz Romowicz i Adam Luboński? Oni podobno oficjalnie mówią, że zagłosują przeciwko Paulinie Hennig-Klosce.
- Bartosz Romowicz… Adam Luboński rozważa, ale Bartosz od początku nie zgadzał się z polityką Pauliny Hennig-Kloski. Tę informację przewodnicząca przekazała panu premierowi. Rozumiem pana Romowicza.
Poza tą dwójką nie będzie nikogo więcej?
- Czekamy na spotkanie z Pauliną Hennig-Kloską w poniedziałek.
A jak nie będzie spotkania?
- Nie wyobrażam sobie, że lojalny koalicjant nie pojawi się na spotkaniu klubu parlamentarnego.
Czyli jeśli się nie pojawi, to zagłosują państwo za odwołaniem?
- Nie wyobrażam sobie, że Paulina nie przyjdzie.
Czy prawdą jest, że przygotowują państwo retorsję na rząd, na koalicję? Jeśli dojdzie rzeczywiście do spełnienia ultimatum premiera, po tym jak państwo zagłosują, nie tak jak premier chce, to odwołają państwa razem z PiS-em i Konfederacją Włodzimierza Czarzastego?
- Słyszałem tę informację, ale głosować będą posłowie klubu Polski 2050. Szefem klubu parlamentarnego jestem ja. Nie mam wiedzy, żeby jakikolwiek poseł czyhał na stanowisko marszałka Czarzastego.
Aleksander Gorczakow - wie pan, kto to był? Taki dyplomata rosyjski z XIX wieku. To on powiedział, że nie wierzy w niezdementowane informacje.
- To w takim razie jednoznacznie dementuję tę informację. Nie ma takich planów.
Czy pan pójdzie 24 maja do lokalu wyborczego zagłosować w referendum?
- Trudne czasy przed panem prezydentem. Wiem, że popełnił wiele błędów, było wiele niewłaściwych decyzji, które teraz próbuje naprawiać. Mieszkańcy nie są zadowoleni. Będziemy o tym rozmawiać w klubie, w partii. Z KO też będziemy rozmawiać.
Tam jest sugestia oczywista, prosta, wydana pierwszego dnia głosem samego prezydenta Miszalskiego po ogłoszeniu terminu tego referendum - nie idźcie do referendum. Pana kolega niedawny partyjny, swoją drogą z partii Centrum, Rafał Komarewicz, tutaj w tym studiu...
- Z klubu parlamentarnego. Tam nie ma partii.
Z klubu Centrum. Jak zwał, tak zwał. Nieważne. On deklarował tutaj w Radiu Kraków niedawno, że on pójdzie, bo to święto demokracji i w ogóle obywatelski obowiązek. Pan się wymiguje.
- Wymiguję się z pójścia?
Wymiguję się z odpowiedzi, czy pan pójdzie, czy nie.
- Decyzję podejmiemy wspólnie. Będziemy o tym rozmawiać w koalicji.
Czyli będzie to jakiś lewarek kolejny?
- Nie lewarek. Zawsze chodziłem na wybory i referenda. To kwestia odpowiedzialności. Nawet jakbym miał głosować przeciw.
Tylko że głosowanie przeciw jest również głosowaniem za odwołaniem.
- To też wyrażenie opinii. Pokazuje to poparcie dla prezydenta.
Niepójście też jest wyrażeniem opinii i też jest wyrażeniem poparcia. Tym razem skutecznie być może. Pójście i zagłosowanie przeciwko odwołaniu to jest de facto oddanie głosu tym, którzy głosują za odwołaniem prezydenta Miszlskiego. Rozumiem, że decyzji jeszcze nie ma?
- Nie.
Polityka międzynarodowa teraz, jeśli pan pozwoli, ale ta polityka międzynarodowa wpływająca na nasze życie bezpośrednio. Zapytam o inflację, o paliwo i o wojnie w Iranie. Od dwóch dni miały już trwać kolejne negocjacje pokojowe między Stanami a Iranem. Tych negocjacji nie ma, bo odwołał je Donald Trump po tym, jak Iran wystawił wstępne warunki, które Amerykanom się nie spodobały. Swoją drogą jest bardzo ciekawy ciąg wydarzeń. Na zmianę mamy deklarowanie, że wojna już od dawna została wygrana. Jest groźba zniszczenia całej irańskiej cywilizacji. W międzyczasie jeszcze mamy obustronną blokadę cieśniny Ormuz. Ciężko jest w tym się połapać, ale generalnie wygląda na to, że szybko się to nie skończy. Wszyscy na całym świecie, także w Polsce, będziemy za to bardzo dużo płacić. W tej sytuacji ja mam takie pytanie. Czy odpowiedzialnym jest podnoszenie takiego postulatu, żeby podnieść drugi próg podatkowy do 140 tysięcy złotych, co zrobiła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz niedawno? Budżet półtora miliarda ponad dokłada do budżetu na obniżenie cen paliw, szpitale są niedofinansowane i generalnie balansujemy na granicy progu 60% konstytucyjnego. Czy taka bardzo obciążająca dla budżetu propozycja w tej chwili to jest dobry pomysł?
- Zacznijmy od tego, że nie możemy przemilczeć słów Donalda Trumpa odnośnie zniszczenia cywilizacji. Cywilizacją jestem ja, pan, wszyscy...
Nikt mi nie zarzuci, że bronię Donalda Trumpa, ale jemu chodziło o cywilizację irańską. Samo grożenie tym jest zbrodnią wojenną.
- Nie szkodzi. Nigdy bym nie wsadził w pana usta tych słów. Jak chodzi o złożenie ustawy, to jedne z postulatów także PO. Oni to mieli na sztandarach. Do tej pory minister nie chciał z nami rozmawiać. Może teraz będzie chciał? To bardzo dobra ustawa dla klasy średniej.
Bardzo zła dla budżetu.
- Nie zgadzam się. Ta ustawa wskazuje źródła finansowania. Bodaj to 6 miliardów kosztów. Jest wskazane, skąd pozyskać środki - z podatku od Big Tech i podwyższenia akcyzy na alkohol.
Koalicja rządowa, w której pan jest, bardzo mocno - ja nie mówię, że bez powodu - ale bardzo mocno zadłuża Polskę. Balansujemy na granicy 60%, która jest konstytucyjną granicą. Brakuje na bardzo wiele rzeczy. Te wszystkie źródła finansowania można przekierować na zbrojenia, na służbę zdrowia, czy chociażby na te dopłaty do paliwa.
- Na zbrojenia wiele przeznaczamy. Na służbę zdrowia w ciągu trwania obecnego rządu ponad 50 miliardów złotych więcej rocznie…
Nie liczy się tego w złotówkach. Powinno się liczyć w procentach. Ten procent dalej jest bardzo niski w porównaniu do średniej Unii Europejskiej.
- Zgadzam się. I tak jest jednak olbrzymi. Dostaliśmy państwo, w którym pieniądze zostały roztrwonione przez PiS. Próbujemy łatać budżet. Nie może być tak, że klasa średnia płaci więcej podatków niż ktoś, kto jest na ryczałcie. To odpowiedzialna ustawa. Są źródła finansowania. Otwiera się pole do dyskusji.