Urządzenie pracuje na jednej ze ścian wydobywczych i znacząco ogranicza liczbę osób potrzebnych do pracy pod ziemią. Dotychczas w strefie wydobycia musiało przebywać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Teraz do obsługi kombajnu wystarcza około pięciu–sześciu górników.
– Umożliwia pracę w trybie automatycznym, zdalnym, z bardzo ograniczoną ilością załogi – przekonuje prezes Południowego Koncernu Węglowego Wojciech Kamiński.
Maszyna pracuje w szybkim tempie, choć – jak podkreślają górnicy – nie należy do najcichszych. Kombajn porusza się po przenośniku z prędkością do 10 metrów na minutę.
– Przy takiej prędkości możemy uzyskać wydobycie na poziomie nawet 16 tysięcy ton na dobę – wyjaśnia jeden z górników.
Kombajn pracuje na głębokości ponad 800 metrów pod ziemią. Zgodnie z planami ma być wykorzystywany do końca funkcjonowania kopalni, czyli do około 2049 roku.