- Postępujący konflikt polityczny prowadzi do paraliżu państwa i niemożności załatwienia wielu istotnych spraw - mówił politolog.
Państwo w klinczu
Zdaniem prof. Zakrzewskiego nie chodzi o pojedyncze spory, ale o trwały mechanizm blokady. Jako przykład wskazał chaos wokół nominacji ambasadorskich.
- To pokazuje, że konflikt polityczny paraliżuje nas w przestrzeniach, w których nigdy nie powinno być paraliżu, czyli w polityce zagranicznej - podkreślił.
Jeszcze mocniej wybrzmiała jego ocena sytuacji Trybunału Konstytucyjnego.
- Mamy kwestię Trybunału Konstytucyjnego, który de facto nie istnieje już od dłuższego czasu - stwierdził. W tym sensie - jak zaznaczył - dyskusja o konstytucji nie jest dziś akademicka, tylko praktyczna.
Naturalny moment na rewizję
Obowiązująca konstytucja z 1997 roku była - jak przypomniał gość Radia Kraków - efektem długiego procesu i kompromisu wielu środowisk politycznych.
- To była wieloletnia droga, która dała nam instrumenty stabilizacji po okresie komunizmu - mówił.Dziś jednak, po ponad dwóch dekadach, wraca pytanie o jej aktualność.
- Dochodzi moment, który pokazuje, że ta dyskusja jest istotna - zaznaczył, przywołując nawet historyczne przykłady zapisów o konieczności okresowej weryfikacji ustawy zasadniczej.
Między Francją a Niemcami
Jednym z kluczowych problemów - zdaniem politologa - jest niejednoznaczny model ustrojowy Polski.
- Lokujemy się trochę pomiędzy Francją a Niemcami. To nie jest ani system kanclerski, ani prezydencki - tłumaczył.
I dodawał: - Coraz częściej słychać głosy, że musimy się zdecydować na któryś z modeli, bo dotychczasowego nie da się utrzymać.
Rada konstytucyjna - projekt polityczny?
Duże emocje budzi skład rady. Prof. Zakrzewski nie ma wątpliwości, że nie jest to przypadkowy zestaw nazwisk.
- Widać bardzo przemyślny zamysł, ale nie tyle prawny, co polityczny - ocenił.
W jego opinii mamy do czynienia raczej z próbą stworzenia wrażenia szerokiej reprezentacji niż realnym pluralizmem.
- To jest pozór, że mamy tu lewicę, tu prawicę. W rzeczywistości to nie jest reprezentacja polityczna - mówił.
Wskazywał przy tym m.in. na obecność polityków o różnym zapleczu oraz próbę wciągnięcia do projektu postaci kojarzonych z różnymi elektoratami.
Gra o przywództwo
Dlaczego temat konstytucji wraca właśnie teraz? Zdaniem prof. Zakrzewskiego odpowiedź jest przede wszystkim polityczna.
- Prezydent Nawrocki ma problem - jest najważniejszą osobą w państwie, ale nie ma zaplecza partyjnego - zauważył.
W jego ocenie inicjatywa konstytucyjna może być próbą zmiany układu sił. - Skoro nie może zostać premierem, to niech władza będzie przy nim - mówił.
I dodał: - To próba rozpoczęcia rozgrywki o przywództwo nie tylko w państwie, ale również na prawicy.
Konstytucja jako paliwo wyborcze
Projekt może też odegrać rolę w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
- Szykuje się potężny kryzys polityczny związany z niemożliwością wyłonienia stabilnego rządu. Wtedy prezydent może powiedzieć: mam rozwiązanie - wskazał politolog.
Jego zdaniem taka narracja może być politycznie skuteczna, choć trudno przewidzieć jej długofalowe skutki.
PiS: dwa płuca czy kontrolowany konflikt?
W rozmowie pojawił się również wątek napięć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, związanych z aktywnością środowisk Mateusza Morawieckiego i Przemysława Czarnka.
- To może być stabilizacja konfliktu albo jego świadome rozgrywanie. Efekt polityczny może być podobny - ocenił prof. Zakrzewski.
Nie wykluczył przy tym powtórki znanego scenariusza: - To próba odtworzenia układu Ziobro-Gowin, tylko wewnątrz jednej partii. Zastrzegł jednak, że taka konstrukcja jest trudniejsza do utrzymania wizerunkowo.
Koalicja pod presją
Na koniec rozmowy padły pytania o koalicję 15 października, sprawę Collegium Humanum i sytuację Szymona Hołowni.
- To dopiero początek. Ta lista nazwisk może być znacznie dłuższa - mówił o aferze związanej z uczelnią.
Jego zdaniem skutki polityczne mogą być ograniczone, ale długofalowo zmiany są nieuniknione. - Prawdopodobny kierunek jest taki, że Polska 2050 i centrum zostaną wchłonięte przez szeroko rozumianą Koalicję Obywatelską - ocenił.
A PSL? Tradycyjnie balansuje na granicy, ale - jak pokazuje historia - potrafi przetrwać nawet najtrudniejsze momenty.