Dwa światy, które warto rozdzielić
Często tworzymy w głowie scenariusze, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Problem w tym, że próbujemy potem te wyobrażenia naprawić, wpływać na cudze emocje, zmieniać czyjeś myśli, cofać sytuacje, które już się wydarzyły. I właśnie tu zaczyna się frustracja. Proste ćwiczenie może zmienić bardzo dużo. Wystarczy kartka papieru i podział na dwie części: świat, na który mam wpływ i świat, na który nie mam wpływu. Może brzmi banalnie, to jedno z najważniejszych rozróżnień w codziennym życiu, niezależnie od wieku.
Świat pierwszy to przestrzeń, w której masz realną sprawczość. Znajdują się tu między innymi nasze granice, zachowanie, sposób, w jaki mówimy do siebie, ale także nawyki takie jak sen, codzienne wybory i dbanie o siebie. To właśnie tutaj zaczyna się zmiana, nie w innych ludziach, tylko w nas samych. W świecie drugim nie mamy kontroli. Ten obszar bywa trudniejszy do zaakceptowania, ale przynosi ogromną ulgę. Obejmuje m.in. przeszłość, której nie da się cofnąć, opinie innych ludzi, cudze emocje i reakcje, interpretacje sytuacji przez innych.
Wielu dorosłych, często nieświadomie, żyje w przekonaniu: "zmienię go", "sprawię, że ona zacznie myśleć inaczej". To samo robią dzieci i nastolatki, tylko mniej to ukrywają. Efektem jest ciągłe napięcie, rozczarowanie i poczucie braku wpływu. Ważne jest, by nauczyć się odpuszczać to, na co nie mamy wpływu.