Sytuacja jest gęsta. Gdyby wolność prasy była pacjentem, lekarz właśnie wezwałby rodzinę na tę najtrudniejszą rozmowę. Według najnowszego raportu Reporterów Bez Granic tylko 1 na 100 osób na świecie ma dziś dostęp do rzetelnych informacji. 1%. Reszta żyje w informacyjnym smogu albo pod kloszem cenzury.
Mamy rekord, którego nikt nie chciał pobić. Wolność mediów na świecie jest najniższa od ćwierć wieku. Ponad połowa krajów na mapie to strefy trudne albo wręcz beznadziejne. To już nie tylko czasy, gdzie za prawdę trafia się do lochu, choć i tak w aresztach na całym globie siedzi teraz ponad 470 dziennikarzy.
Jak się nas ucisza? Nowocześnie. Zamiast łamać pióra, wyłącza się prąd w sieci. Takie shutdowny, czyli nagłe blokady internetu to jest hit choćby w Indiach. Nie podoba nam się to, co piszą online? No to cyk, odcinamy serwery i po problemie.
Drugi trik? Bezpieczeństwo narodowe. Rządy od Rosji po Egipt mówią - "my was nie cenzurujemy, my tylko walczymy z terroryzmem" i pod tym pretekstem kneblują reporterów śledczych tajnymi paragrafami.
Jak na tym tle wypada Polska? Tu mam dla nas plaster na ranę. Awansowaliśmy na 27 miejsce. Jesteśmy w grupie zadowalającej, obok Francji czy Wielkiej Brytanii.
To miłe, ale spójrzmy na północ. Tam jest Norwegia, która od lat okupuje fotel lidera i ani myśli go oddać. Z drugiej strony mamy Erytreę - absolutnie czarne serce dla wolnych mediów. Ciekawostka to Syria. Po obaleniu reżimu Assada zaliczyła gigantyczny skok o 36 miejscy w górę.
To pokazuje, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Można ją stracić w rok. Jak w Nigrze, który poleciał na łeb na szyję, ale można też ją odbudować na zgliszczach.
Dlaczego to nas powinno obchodzić? Bez niezależnego dziennikarza, który odsieje fejki, korupcja rośnie szybciej niż smog w bezwietrzny dzień. Bez wolnej prasy dezinformacja staje się jedyną dostępną prawdą.
Więc zamiast szampana, życzmy sobie dziś po prostu dostępu do faktów. Jak widać, to towar coraz bardziej luksusowy.