Pogotowie strajkowe, które rozpoczęło się w trzech zakładach górniczych - w Libiążu, Brzeszczach i Jaworznie, oznacza oflagowanie zakładów oraz rozpoczęcie akcji informacyjnej wśród pracowników. Odbywają są także spotkania z załogą, tzw. masówki, podczas których przedstawiana jest aktualna sytuacja branży oraz - zdaniem związkowców - brak dialogu ze stroną rządową.
Krzysztof Kozik, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa, Energetyki i Przemysłu Ciężkiego Związku Zawodowego KONTRA, zaznacza, że obecna akcja protestacyjna nie jest wymierzona w pracodawcę, a we właścicieli kopalń.
- My nie formujemy oczekiwań płacowych w stosunku do pracodawcy, ale do właściciela, jakim jest rząd. Chodzi nam o to, żeby się zastanowił nad sytuacją ekonomiczną spółek, żeby nie dopuścić do niekontrolowanego upadku tego sektora. To wpływa nie tylko na górnictwo. Możemy doprowadzić do zapaści w jednostkach samorządu terytorialnego. To też rodziny żyjące z górnictwa i szerokie zaplecze. Dotknęłoby to kilkuset tysięcy osób pracujących na zapleczu górnictwa. Do tego też oczywiście energetyka - mówi Kozik.
W zależności od rozmów, pogotowie strajkowe, które zostało ogłoszone w trzech kopalniach: w Libiążu, Brzeszczach i Jaworznie nabierze tempa lub zostanie zakończone.
Górnicy liczą na konstruktywne rozmowy ze stroną rządową. Umowa społeczna zakłada, że państwo będzie wspierać spółki górnicze z uwagi na ograniczenia możliwości funkcjonowania i sprzedaży węgla na rynku. Związki zawodowe mają nadzieję, że obecny rząd wywiąże się z umowy i zapewni sektorowi górniczemu finansowanie. To okaże się po poniedziałkowym spotkaniu.
Krzysztof Kozik podkreśla, że kopalnie powinny móc funkcjonować zgodnie z założeniami umowy społecznej oraz ustawy, która weszła w życie z dniem 1 stycznia 2026 roku. Nowe przepisy przewidują redukcje mocy wydobywczych i zatrudnienia "ale to jest proces ewolucyjny, a nie rewolucyjny" - zauważa przewodniczący, stąd potrzebne jest wsparcie ze strony państwa.