Prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Nowej Konstytucji. W jej składzie znalazł się m.in. profesor Jacek Majchrowski, były wieloletni prezydent Krakowa. Czy to próba zmiany ustawy zasadniczej, czy raczej wzmocnienia roli głowy państwa? A może jedno i drugie? O tym rozmawiamy z profesorem Jackiem Majchrowskim.
„Zobaczymy, jak to będzie działało w praktyce”
Radio Kraków: Jak pan odebrał zaproszenie do Rady Nowej Konstytucji od prezydenta Karola Nawrockiego?
Prof. Jacek Majchrowski: Uznałem to przede wszystkim za pewne docenienie merytoryczne. Najgorszą sytuacją byłoby, gdyby tego typu ciało składało się wyłącznie z polityków – a niestety w dużej części tak właśnie jest. Uważam, że powinno być więcej osób przygotowanych merytorycznie do dyskusji o konstytucji. Dlatego odebrałem to zaproszenie jako wyraz uznania dla kompetencji.
W Radzie, mimo kilku wyjątków, dominują osoby kojarzone z prawą stroną sceny politycznej. Czy nie obawia się pan, że będzie pełnił rolę swoistego „listka figowego”?
To wszystko zależy od tego, jak to będzie funkcjonować w praktyce. Jeśli rzeczywiście miałbym być traktowany jako taki listek figowy, to – mówiąc obrazowo – po prostu z niego „opadnę”. Natomiast uważam, że warto spróbować. Tym bardziej że dyskusje o konstytucji toczą się dziś w różnych środowiskach – chociażby w ramach debat organizowanych przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, w których również biorę udział. Można powiedzieć, że toczy się to równolegle w różnych miejscach.
Minister Władysław Kosiniak-Kamysz określił pana i marszałka Zycha jako „autonomiczne bezpieczniki” w tej Radzie. To trafne określenie?
Być może tak właśnie będzie. Zobaczymy. Wszystko pokaże praktyka.
„Nie jestem zwolennikiem ustroju prezydenckiego”
Czy wierzy pan w szczere intencje prezydenta? Bo politycy prawej strony mówią o silniejszej pozycji prezydenta – na wzór Francji czy USA. Tymczasem zmiana konstytucji wymaga większości trzech piątych w Sejmie, co dziś wydaje się mało realne.
Dlatego uważam, że to jest raczej przestrzeń do rozmowy niż realnych zmian w najbliższym czasie. W tej kadencji na pewno nie będzie większości trzech piątych i nie sądzę, żeby w kolejnej kadencji – niezależnie od tego, kto będzie rządził – taka większość się pojawiła. To bardzo trudne.
Czy w ogóle jest pan zwolennikiem zmiany konstytucji? Jeśli tak, to w jakim zakresie?
Nie jestem zwolennikiem przechodzenia w kierunku ustroju prezydenckiego. Taki model prędzej czy później prowadzi do autorytaryzmu. Natomiast pewne korekty są naturalne i potrzebne.
W Radzie są też osoby budzące kontrowersje, jak była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Czy to nie będzie problem?
Zobaczymy. Tym bardziej że – z tego, co wiem – skład Rady nie jest jeszcze zamknięty i rozmowy z kolejnymi osobami trwają. Uważam, że powinno być jak najwięcej osób przygotowanych merytorycznie, a jak najmniej polityków. Ale ostateczny kształt dopiero się wyłoni.
„Konstytucja nie jest dana raz na zawsze”
Czy prace Rady powinny być jawne, np. transmitowane, żeby obywatele mogli śledzić dyskusję?
Ja sobie to wyobrażam, ale to już decyzja prezydenta. Gdyby była taka wola, to można by to wprowadzić.
Jak ocenia pan działania samego prezydenta Nawrockiego? Często korzysta z prawa weta – więcej niż jego poprzednik w ciągu całej kadencji.
Realizuje swój cel. Ma określone przekonania, które konsekwentnie realizuje – przykładem może być choćby zawetowanie ustawy o rozwodach. Z drugiej strony jasno mówi o dążeniu do obalenia rządu Donalda Tuska, więc jego działania wpisują się w ten kierunek. Natomiast konstytucja powinna być tak skonstruowana, by zawierała mechanizmy bezpieczeństwa dla wszystkich stron.
Czy rozważał pan rezygnację z udziału w Radzie w obliczu krytyki?
Nie. Jeśli podejmuje się decyzję, to należy być w niej konsekwentnym. Nie można jej zmieniać w zależności od tego, co mówią media czy inni ludzie. Uważam, że moja rola może polegać właśnie na byciu takim „bezpiecznikiem”.
Premier Donald Tusk zaapelował, by najpierw nauczyć się przestrzegać obecnej konstytucji, zanim zacznie się mówić o jej zmianie. Jak pan to komentuje?
Zmiany są czymś naturalnym. Żaden akt prawny – nawet konstytucja – nie jest dany raz na zawsze. Już przy wcześniejszych konstytucjach zakładano, że po pewnym czasie trzeba do nich wrócić i ocenić, czy wymagają korekty. Świat się zmienia – politycznie, społecznie, gospodarczo – i prawo musi na to reagować. Uważam jednak, że Rada powinna skupić się raczej na korektach niż na całkowitej zmianie ustroju.
Czy wiadomo już, jak będą wyglądały prace Rady?
Na razie nie. Nie odbyło się jeszcze nawet pierwsze spotkanie, więc o szczegółach trudno mówić.