Z Pascalem Smetem, ministrem ds. transportu stołecznego regionu Brukseli rozmawiał reporter Radia Kraków, Karol Surówka.
Jak udało się wam stworzyć w 10 lat miasto rowerowe?
Jeszcze nie jesteśmy do końca miastem rowerowym, ale przeszliśmy długą drogę. Dziś około 5% wszystkich mieszkańców codziennie jedzie do pracy na rowerze i ta liczba wciąż rośnie.
Jak to zrobiliśmy? W 2003 roku nie było w mieście widać rowerzystów. Wtedy stwierdziliśmy, że musimy stworzyć w przestrzeni publicznej miejsce dla jednośladów. Zaczęliśmy po prostu wszędzie malować ścieżki rowerowe - żeby kierowcy zobaczyli, że rowerzyści mogą nadjeżdżać i że jest dla nich miejsce.
Po drugie, na wszystkich skrzyżowania namalowaliśmy przed światłami przestrzenie tylko dla rowerów - dzięki temu rowerzyści mogą opuścić skrzyżowanie jako pierwsi [w Krakowie podobnie działają śluzy rowerowe np. przy ul. Łobzowskiej - przyp. aut.].
Po trzecie wszędzie w mieście zaczęliśmy budować zadaszone parkingi rowerowe. W końcu zainstalowaliśmy też spory system rowerów miejskich, które dla mieszkańców są praktycznie darmowe.
W ten sposób powiedzieliśmy: "rowerzyści, jesteśmy w mieście mile widziani". W ostatnich latach zaczęliśmy budować oddzielone, bezpieczne ścieżki wyłącznie dla rowerzystów. Np. w tej chwili przygotowujemy budowę kolejnych 80 km takich ścieżek. By było bezpiecznie.
A są osoby, które boją się jeździć rowerem po Brukseli?
Dziś spora część najbardziej aktywnych rowerzystów to naładowani testosteronem faceci, którzy nie boją się wjechać między auta. I teraz chodzi o to, żeby do rowerów zachęcić całe rodziny, żeby czuły się bezpiecznie.
Dla przykładu - jedna z głównych obwodnic Brukseli jest w tej chwili dostępna tylko dla aut. W najbliższym czasie zabierzemy trochę miejsca samochodom i oddamu pieszym i rowerzystom. Bo im więcej miejsca dla rowerów, tym więcej rowerzystów.
Jak promowaliście jazdę rowerem? Przez kampanie społeczne?
Nie wierzę w kampanie typu "rowery są dobre dla zdrowia", bo po prostu nikogo to nie przekona. Ci, którzy jeżdżą na rowerach się zgodzą, a kierowcy stwierdzą "co oni, do diabła, gadają". Jeśli zbudujesz dobrą infrastrukturę dla rowerów, a ścieżki będą widoczne na ulicach, to wtedy ludzie zaczną wsiadać na rowery. Chodzi po prostu o to, by pokazać, że to możliwe.
Natomiast warto sprawdzać, jakie grupy społeczne nie chcą jeździć na rowerze, żeby bezpośrednio do nich móc uderzać i ich nakłaniać. Dla przykładu - w Brukseli jest dużo imigrantów, dużo osób pochodzenia arabskiego. Dla nich samochód jest symbolem sukcesu, wolności, sposobem na poderwanie dziewczyny. Dokładnie takie nastawienie promowało przez lata lobby samochodowe i wiele osób wciąż w to wierzy.
Musimy im wytłumaczyć, że rowery to nie jest coś dla biednych ludzi. U nas na rowerze jeżdżą ci, którym się udało. Menadżerowie, ministrowie, profesorowie, bohema artystyczna.
Czy w Brukseli zauważyliście spadek ilości zanieczyszczeń powietrza wraz z budową ścieżek rowerowych?
Tak, szczególnie w centrum. Podam Panu taki przykład - raz na jakiś czas robimy w Brukseli niedzielę bez samochodu. Nie tylko całe miasto, ale cały region stołeczny Brukseli, 161 kilometrów kwadratowych, jest całkowicie zamykanych dla ruchu samochodowego. Jeśli ktoś się chce poruszać po Brukseli, musi jechać komunikacją miejską, rowerem albo pieszo. Inaczej się nie da. Za każdym razem w ten dzień mamy gigantyczny spadek wskaźników zanieczyszczenia powietrza. To niesamowite uczucie - jakby zakończyła się wojna. Ludzi nagle wychodzą i są wolni. Jestem przekonany, że za 10-15 lat ludzie będą się zastanawiali "co, do diabła, ludzie sobie myśleli, że jeździli samochodem po mieście". W podręcznikach będą pisali o "błędzie ludzkości, czyli erze samochodów".
Krakowskie środowiska rowerowe często atakują władze miasta za to, że dojeżdżają do pracy samochodem, nawet w "Dzień bez samochodów". Jak to wygląda w brukselskim magistracie?
Ja zawsze mówię: praktykuj to, o co postulujesz. Słyszałem kilkakrotnie, że jestem niepoważny, że jako minister jeżdżę na rowerze. "Jak to wygląda, w garniturze na rowerze!". Odpowiadam: no i co z tego? Nie jadę na Tour de France. Można swobodnie jeździć w garniturze na rowerze. Czasami pada, to ubieram kurtkę. Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, tylko jest złe ubranie.
Mam tu przy sobie mapę krakowskich tras rowerowych. Jakby Pana zapytano o rady, co powinno się zmienić, żeby więcej osób zdecydowało się na jazdę rowerem?
Po prostu: budujcie dużo więcej ścieżek rowerowych, które prowadzą do centrum. Jest ich raczej mało. Ale koncepcja jest dobra: tworzycie coś w rodzaju "velostrade", ale tych tras musi być więcej, w szczególności tych prowadzących do centrum.
(Karol Surówka/ew)
Obserwuj autora na Twitterze: