- Ludzie się przyzwyczajali, że w ciągu dnia były konferencje prasowe, była wskazywana frekwencja na godzinę dwunastą, na godzinę siedemnastą. W przypadku referendum nie zbieramy danych o frekwencji i nie informujemy o tej frekwencji. Samo zachęcanie lub zniechęcanie do udziału w głosowaniu, prezentowanie wypowiedzi osób głosujących, w których zachęcają oni do wzięcia udziału w głosowaniu, prezentowanie wypowiedzi, także tych archiwalnych, osób opowiadających się za udziałem w referendum lub nawołujących do niebrania udziału w tym referendum, jest niedopuszczalne w okresie ciszy wyborczej - informuje Barbara Golanko z delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie.
W trakcie ciszy zabrania się prowadzenia kampanii wyborczej. Nie wolno też nawoływać do udziału w referendum. Nie można rozdawać ulotek, zabrania się również ogłaszania sondaży oraz prowadzenia różnych innych form agitacji, które mogłyby wpłynąć na wyniki referendum.
Złamanie tych zakazów jest wykroczeniem. W przypadkach złamania zakazów związanych z ciszą referendalną, sąd może orzec w podstawowych przypadkach grzywnę od 20 złotych do 5 tysięcy złotych.
Aby referendum ws. odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego (KO) było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców, czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w II turze. W przypadku rady miasta, w której większość ma KO i Nowa Lewica, minimalna wymagana liczba głosujących wynosi 179 792.
Każda z osób, która pójdzie do lokalu wyborczego w dzień referendum - otrzyma od członka komisji dwie karty do głosowania.
- Niedopuszczalne będzie zachowanie, gdyby takie miało miejsce, aby komisje zadawały pytania, czy wydać jedną kartę, czy wydać dwie karty. Komisja wydaje komplet kart, natomiast jeżeli ktoś nie będzie chciał skorzystać z tej karty, inicjatywa musi być po stronie wyborcy, który oczywiście może odmówić pobrania którejś z nich - mówi Barbara Golanko.
Aby głos był ważny, trzeba zaznaczyć odpowiedź TAK - jeśli jesteśmy za odwołaniem prezydenta lub radnych, lub NIE - jeśli chcemy, aby dalej pełnili swoje funkcje.
Referendum ws. odwołania Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa zostało zainicjowane przez grupę obywateli, oficjalnie odcinających się od polityki. Ich pomysł wsparli politycy opozycji, w tym PiS, Konfederacja, a także środowisko radnego i byłego posła PO Łukasza Gibały - głównego rywala Miszalskiego w wyborach na prezydenta w 2024 r. Twarzą komitetu referendalnego stał się przewodniczący rady dzielnicy Stare Miasto Jan Hoffman.
Przeciwnicy zarzucają Miszalskiemu m.in. zadłużenie miasta, kolesiostwo, niespełnienie wyborczych obietnic, sprawowanie urzędu w sposób niegodny. Nie podobają się im również sposób wprowadzenia i zasady strefy czystego transportu (SCT), podwyżki cen biletów, wydłużenie godzin płatnego parkowania.
Zdaniem Miszalskiego próba jego odwołania jest dla jego krytyków rodzajem „dogrywki” do ostatnich wyborów samorządowych. W ostatnich tygodniach w rozmowach z dziennikarzami przyznał, że niektóre decyzje były błędne i zapowiedział korekty, polegające m.in. na wycofaniu opłat dla mieszkańców za parkowanie w niedzielę w centrum miasta, zmianach kadrowych i zmniejszeniu liczby etatów w urzędzie.