Dobra mina do złej gry
Wiele osób zostało wychowanych w przekonaniu, że emocje należy kontrolować, a własny dyskomfort schować głęboko pod uśmiechem. Zmęczenie trzeba przeczekać, smutek ukryć, a złość najlepiej przemilczeć. Katarzyna Mroczek zwraca uwagę, że właśnie w ten sposób uczymy się odcinać od siebie.
Bardzo często udawałam, robiłam dobrą minę do złej gry. Byłam totalnie zmęczona i ktoś pytał mnie, czy jestem zmęczona, a ja odpowiadałam: absolutnie nie, wszystko w porządku.
Radykalna szczerość, o której mówi trenerka, nie oznacza jednak rewolucji ani wypowiadania wszystkim trudnych prawd bez filtra. Nie chodzi o to, by przy rodzinnym stole nagle oznajmić cioci, że jej tort od lat nam nie smakuje. Chodzi raczej o wewnętrzny proces zauważania tego, co naprawdę czujemy i czego potrzebujemy.
Tort jako metafora
Powracający w rozmowie tort staje się symbolem sytuacji, w których działamy wbrew sobie tylko po to, by nie zawieść innych. Zjadamy kolejny kawałek, choć nie mamy ochoty, zgadzamy się na coś, co nas męczy, pracujemy ponad siły, bo tak „trzeba”.
Jak często robimy rzeczy wbrew sobie, w nadziei, że dadzą nam poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłości, przynależności.
To właśnie w takich drobnych sytuacjach kształtuje się mechanizm people pleasera, osoby, która własne potrzeby odkłada na bok, by zadowolić otoczenie. Problem polega na tym, że ignorowane emocje nie znikają. Wracają pod postacią przewlekłego zmęczenia, frustracji, wypalenia albo poczucia utknięcia. Ciało bardzo długo wysyła subtelne sygnały, zanim w końcu zaczyna krzyczeć.
Emocje są informacją
W porozumieniu bez przemocy emocje nie są traktowane jako coś złego albo niewłaściwego. Są wskazówką. Informują o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu i czego potrzebujemy. Dlatego tak ważne jest zatrzymanie się i zauważenie własnych reakcji. Czuję, bo potrzebuję to podstawowa zasada autoregulacji oraz Porozumienia Bez Przemocy. Rozmówczynie podkreślają, że emocje odczuwane są w ciele. Mogą pojawiać się jako napięcie w klatce piersiowej, ścisk w gardle, ciężar w brzuchu albo przeciwnie, lekkość i rozluźnienie. To właśnie kontakt z ciałem pomaga rozpoznać, czy jesteśmy blisko siebie, czy raczej od dawna działamy wbrew sobie. Problem w tym, że wiele osób zostało nauczonych ignorowania tych sygnałów. Nie po to, by zrobić im krzywdę, ale po to, by łatwiej odnaleźli się w społeczeństwie i zostali zaakceptowani.
„Nie” też może być czułe
Najtrudniejszym elementem radykalnej szczerości często okazuje się odmawianie. Zwłaszcza wtedy, gdy boimy się, że sprawimy komuś przykrość. Tymczasem, jak przekonuje Katarzyna Mroczek, można mówić „nie” z troską i szacunkiem zarówno wobec innych, jak i siebie.
Mówienie nie jest zawsze mówieniem tak czemuś.
W rozmowie pojawia się przykład odmowy zjedzenia tortu nie przeciwko cioci, ale dla siebie, dla zdrowia, komfortu czy dobrego samopoczucia. Podobnie można mówić o potrzebie odpoczynku, bezpieczeństwa czy spokoju. To nie musi być atak ani bunt. Czasem wystarczy proste i uczciwe nazwanie własnej potrzeby. Bo radykalna szczerość nie polega na burzeniu relacji, ale na tym, by przestać gubić siebie w imię świętego spokoju.