W obronie mieszkańców stanął burmistrz Zatora. A sami korzystający z przejazdu wysłali do Ministra Infrastruktury i dyrekcji PKP w Warszawie petycję w tej sprawie. Czy jest szansa na zachowanie przejazdu?
Na ten moment decyzja została podjęta i wraz z końcem maja przejazd będzie likwidowany
- mówi Piotr Hamarnik, rzecznik prasowy z Polskich Linii Kolejowych.
Rzecznik podkreśla, że mieszkańcy i samorząd wiedzieli o planach likwidacji przejazdu od kilku lat, kiedy trwała budowa obwodnicy wraz z wiaduktem, na który naturalnie miał zostać przekierowany ruch. Jednak znajduje się tam wyłącznie chodnik techniczny.
Przy projektowaniu obwodnicy, której częścią jest wiadukt, celem było przerzucenie ruchu tranzytowego przez zwiększenie przepustowości i w tym momencie nie było nacisku na budowę ścieżek rowerowych czy budowę chodników wzdłuż drogi o klasie przyspieszonej
- zaznacza Szymon Matyja, burmistrz Zatora.
Spór o kwestie bezpieczeństwa
Mieszkańcy podkreślają, że przejazd funkcjonował w Podolszu od lat. Korzystają z niego nie tylko kierowcy, ale także rodzice z dziećmi w wózkach, osoby niepełnosprawne czy rowerzyści.
Hamarnik wskazuje, że kilkaset metrów dalej znajduje się kolejny przejazd, z którego ludzie mogą wciąż korzystać. Natomiast przejazd przy ulicy Sosnowej ze względów bezpieczeństwa zostanie zlikwidowany:
Sama konstrukcja wiaduktu znacznie wpłynęła na widoczność, jaką po pierwsze mają maszyniści zbliżający się do tego przejazdu kolejowo-drogowego. Po drugie, widoczność, jaką mają użytkownicy tego przejazdu, czyli kierowcy, piesi i rowerzyści
- zaznacza rzecznik PLK.
Mieszkańcy się z tym nie zgadzają. Mówią, że widoczność w każdą ze stron sięga kilkuset metrów.
Argumenty kierowców
Jednocześnie mieszkańcy wskazują, że przejazd jest jedyną trasą (poza obwodnicą), która prowadzi w kierunku Oświęcimia. Zwłaszcza w okresie letnim, kiedy Zator jest zakorkowany przez turystów zmierzających do tutejszego parku rozrywki i włączenie się do ruchu na drodze krajowej graniczy z cudem.
My tam nie wjedziemy w okresie wakacyjnym. Grzeczność tylko kierowcy, który nas puści, pozwala włączyć się do ruchu. A jak nas nie puści - stoimy. Więc co nam z tej obwodnicy, jak my mamy swoją drogę, którą teraz nam praktycznie chce kolej zamknąć
- pyta sołtys wsi Józefa Polanek.
Prawo po stronie mieszkańców?
Burmistrz Zatora wziął sprawy w swoje ręce i jednoznacznie stanął w obronie mieszkańców. Swoje stanowisko uzasadnia kwestiami prawnymi:
W związku z tym, że przejazd jest w ciągu drogi publicznej, zgodnie z prawem (ustawą o drogach publicznych) nie ma możliwości przerwania ciągłości takiej drogi, nawet jeżeli jest to przejazd i nie ma takiej możliwości, że jednostronnie ktoś tę drogę zamyka. Dostał pan dyrektor (PKP) ode mnie informację, jakie będą ewentualne konsekwencje zamknięcia takiej drogi, jeżeli do tego dojdzie i poprosiłem po raz kolejny, żeby zrewidować ten pomysł albo zastosować bezpieczniejszy przejazd, bo jest rozwiązanie - wystarczy zamontować rogatki.
Protestujący nie składają broni
W tym tygodniu odbyło się spotkanie mieszkańców, burmistrza i przedstawiciela PKP. Niestety nie skończyło się porozumieniem. Dlatego mieszkańcy rozważają blokadę ronda przy parku rozrywki. Protest ma się odbyć pod koniec maja.