Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Środowisko akademickie protestuje nie tylko przeciwko niskim nakładom na naukę, ale także przeciwko brakowi długofalowej strategii rozwoju państwa opartego na wiedzy.
- Polska — zdaniem profesora Bigi — nadal korzysta z modelu gospodarki taniej pracy, który przestaje wystarczać do dalszego rozwoju.
- Niedofinansowanie nauki prowadzi do odpływu dobrze wykształconych specjalistów do zagranicznych korporacji, które korzystają z kompetencji wypracowanych w Polsce.
- Raport „Republika marzeń” proponuje debatę o nowym modelu społeczno-gospodarczym państwa, większej roli edukacji i dostrzeżeniu pracy opiekuńczej niewidocznej w PKB.
- Profesor Biga uważa, że konstytucja z 1997 roku nie odpowiada już w pełni na wyzwania związane z cyfryzacją, globalizacją i dominacją wielkich platform technologicznych.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z prof. Bartłomiejem Bigą.
Protest naukowców i granice „gospodarki taniej pracy”
Środowisko akademickie przygotowuje protest przeciwko chronicznemu niedofinansowaniu nauki. Profesor Bartłomiej Biga podkreśla jednak, że nie chodzi wyłącznie o wysokość wydatków, ale także o pytanie, jak państwo myśli o swoim rozwoju. Jego zdaniem politycy od lat deklarują przywiązanie do innowacyjności i nowoczesnej gospodarki, ale za tymi hasłami nie idą odpowiednie decyzje finansowe ani strategiczne.
Rozmówca zaznacza, że polska gospodarka przez dekady rozwijała się dzięki taniej sile roboczej i atrakcyjności dla zagranicznych inwestorów, jednak ten model się wyczerpuje. Dalszy rozwój wymaga własnych technologii, badań i rozwiązań tworzonych w kraju.
Przez kilkadziesiąt ostatnich lat udawało nam się bardzo szybko rozwijać dzięki temu, że mieliśmy tanią siłę roboczą, byliśmy atrakcyjną montownią dla zagranicznych korporacji i nie potrzebowaliśmy mieć własnej technologii. Tylko że teraz już doszliśmy do momentu, kiedy bardziej się od tego nie wzbogacimy. Żeby pójść dalej, musimy mieć swoje rozwiązania. Musi to być gospodarka oparta na wiedzy
- tłumaczy prof. Biga.
Gość Radia Kraków zwraca uwagę na zjawisko odpływu dobrze wykształconych absolwentów do zagranicznych korporacji - państwo inwestuje ogromne środki w edukację specjalistów, ale nie tworzy im później warunków do rozwoju zawodowego i naukowego w Polsce. Przekonuje, że wielu absolwentów byłoby gotowych zostać w kraju nawet za niższe wynagrodzenia niż na Zachodzie, gdyby mogli uczestniczyć w ambitnych projektach badawczych i mieć poczucie stabilności. Problemem stają się jednak niskie płace w nauce i brak perspektyw:
Mamy efekt taki, że kształcimy znakomitych informatyków, którzy później za darmo są podbierani przez najlepsze firmy w Dolinie Krzemowej i tam ich talenty są wykorzystywane. Talenty, które rozwinęły się na studiach u nas. I to jest marnotrawstwo, na które sobie nie możemy pozwolić.
Edukacja w centrum uwagi - koniecznie
Prof. Biga uważa, że wydatki na naukę nie powinny być traktowane jako koszt konkurujący z innymi obszarami państwa, ale jako inwestycja wpływająca również na bezpieczeństwo i gospodarkę. Wskazuje, że współczesne konflikty i rozwój technologii pokazują coraz silniejsze powiązania między badaniami naukowymi a obronnością. Zauważa również, że wiele państw europejskich świadomie wybiera dziedziny, w których chce budować przewagę konkurencyjną. W przypadku Polski potencjał widzi między innymi w informatyce i fizyce:
To, co wypracuje nauka, bardzo łatwo przełożyć na technologie, także wojskowe. Sztuczna inteligencja wchodzi dziś bardzo szeroko na pole bitwy. Jeżeli będziemy mieć swoje rozwiązania, to to, co sfinansowaliśmy w świecie nauki, będzie także służyło budowaniu naszego bezpieczeństwa.
Środowisko akademickie przygotowało raport „Republika marzeń". Profesor podkreśla, że autorzy nie chcieli tworzyć dokumentu będącego apelem o większe finansowanie. Ich celem było raczej otwarcie dyskusji o tym, czy obecna konstytucja odpowiada na wyzwania współczesnego świata.
W raporcie ważne miejsce zajmuje edukacja — szczególnie szkoła, która według autorów powinna znaleźć się w centrum uwagi państwa. Rozmówca tłumaczy, że poprawa jakości edukacji na wcześniejszych etapach automatycznie wpłynie później również na poziom uniwersytetów:
Nie chcieliśmy tego potraktować jako dokument lobbingowy, gdzie naukowcy kolejny raz proszą o pieniądze. Chcieliśmy pokazać, że skoro coraz częściej mówi się o potrzebie nowej konstytucji, to trzeba się zastanowić także nad tym, jak powinny wyglądać kwestie społeczne i gospodarcze. I jest tam sporo o szkole — nawet więcej niż o uniwersytecie — bo szkoła powinna być w centrum uwagi.
„Solidarna gospodarka rynkowa” zamiast „społecznej”
Autorzy raportu proponują także zmianę pojęcia „społeczna gospodarka rynkowa” na „solidarną gospodarkę rynkową”. Jak wyjaśnia profesor Biga, chodzi zarówno o odwołanie do dziedzictwa Solidarności, jak i o próbę ponownego zdefiniowania wartości stojących za polskim modelem gospodarczym.
Jego zdaniem obecne pojęcie stało się na tyle pojemne i niejednoznaczne, że właściwie każdy interpretuje je inaczej - sama zmiana nazwy może sprowokować debatę o tym, jaki model gospodarczy Polska właściwie chce dziś budować.
Ważnym elementem raportu jest także postulat dostrzeżenia pracy nieodpłatnej — przede wszystkim opiekuńczej. Profesor Biga mówi o osobach, które rezygnują z aktywności zawodowej lub ograniczają ją z powodu opieki nad bliskimi. A ta praca nie jest uwzględniana w statystykach gospodarczych, choć ma ogromne znaczenie społeczne i ekonomiczne. Jego zdaniem państwo powinno mocniej ją dostrzegać nie tylko finansowo, ale również symbolicznie.
To jest potężna część naszej gospodarki. Ona nie jest widoczna w PKB, natomiast ma fundamentalne znaczenie. Jeżeli my w konstytucji jasno dostrzeżemy, że to jest poważna praca, to dużo łatwiej będzie także godnie wspierać te osoby — i finansowo, i poprzez sam sposób mówienia o ich roli.
-uważa gość Radia Kraków.
Konstytucja jako „30-letni system operacyjny”
Współczesne wyzwania technologiczne, geopolityczne i społeczne wymagają nowego spojrzenia na konstytucję - mówi prof. Biga. Posługuje się przy tym metaforą „systemu operacyjnego państwa”, który po trzech dekadach przestaje być kompatybilny z rzeczywistością. To, między innymi, kwestie własności danych osobowych, wpływu wielkich korporacji technologicznych czy zmian wynikających z cyfryzacji. Jego zdaniem obecna konstytucja powstawała w zupełnie innym świecie politycznym i gospodarczym:
Jeżeli mamy trzydziestoletni system operacyjny, bo konstytucja jest systemem operacyjnym państwa, to najnowsze aplikacje już na nim nie zadziałają. Wiele problemów, przed którymi stoimy dzisiaj, nie dało się przewidzieć w 1997 roku. Musimy odpowiedzieć sobie choćby na pytanie, kto jest właścicielem naszych danych osobowych i jak państwo ma reagować na potęgę wielkich firm technologicznych.