Chodzi o nową sieć wodno-kanalizacyjną sfinansowaną przez gminę, której przedsiębiorstwo nie chce przejąć – nawet w dzierżawę za symboliczną kwotę. Władze Starego Sącza apelują do spółki o zmianę stanowiska, ale nie wykluczają skierowania sprawy do sądu.
– Tu jest jedno słowo i za miesiąc te 183 domy są po prostu podpięte. Jedno słowo i za parę godzin w tych mieszkaniach płynie woda. Oczywiście bierzemy pod uwagę wszystkie kroki, również ewentualne batalie sądowe – mówi burmistrz Starego Sącza Jacek Lelek.
Samorząd przypomina, że przed laty zrezygnował z własnych ujęć wody i zintegrował się z Sądeckimi Wodociągami właśnie po to, by nie tworzyć dodatkowych struktur i nie pełnić roli pośrednika między spółką a mieszkańcami.
Prezes Sądeckich Wodociągów Jerzy Szczecina odpiera jednak zarzuty o praktyki monopolistyczne. Jak tłumaczy, przejmowanie kolejnych sieci w dzierżawę generuje dla spółki dodatkowe koszty, między innymi związane z podatkiem od nieruchomości.
– Każda taka dzierżawa powoduje, że spółka ponosi dodatkowe koszty, które w obecnej sytuacji finansowej są nieuzasadnione. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podpisać umowę na hurtową dostawę wody czy odbiór ścieków. Projekt takiej umowy został przesłany do gminy w 2025 roku, ale pozostał bez odpowiedzi – podkreśla prezes wodociągów.
Spółka zaproponowała gminie model hurtowej sprzedaży wody, w którym to samorząd odpowiadałby za utrzymanie sieci oraz rozliczenia z mieszkańcami. Władze Starego Sącza nie zgodziły się na takie rozwiązanie.
Pat w negocjacjach najbardziej odczuwają mieszkańcy nowych domów i bloków, którzy mimo gotowej infrastruktury nadal nie mogą korzystać z sieci wodno-kanalizacyjnej.