Sąd drugiej instancji uznał, że Krzysztof K. działał z zamiarem zabójstwa kierowcy biskupa. W uzasadnieniu sędziowie zwrócili także uwagę, że oskarżony był już wcześniej wielokrotnie karany za przestępstwa popełnione w Polsce i za granicą.
Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie zaskarżyły obie strony. Obrońca domagał się obniżenia kary do dwóch lat więzienia oraz zmniejszenia zadośćuczynienia do 10 tysięcy złotych. Alternatywnie wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego domagał się natomiast 13 lat więzienia i podwyższenia zadośćuczynienia do 200 tysięcy złotych.
Obrońca skazanego, mec. Grzegorz Szafraniec, zapowiada, że decyzję w sprawie ewentualnej kasacji podejmie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.
Zasadniczo nie wchodzę w polemikę z uzasadnieniem, dopóki go nie przeczytam. Na pewno złożymy wniosek o pisemne uzasadnienie i wtedy przedstawię je klientowi. Jestem jego obrońcą z urzędu, więc będę zobowiązany sporządzić kasację, jeżeli klient będzie sobie tego życzył. Będziemy rozważać jej wniesienie
– komentuje mec. Grzegorz Szafraniec.
Wniesienie kasacji rozważa również pokrzywdzony.
Prawdopodobnie będziemy składać kasację od tego wyroku. Domagaliśmy się 200 tysięcy złotych zadośćuczynienia oraz 13 lat pozbawienia wolności. Będziemy jeszcze kontaktować się z pełnomocnikiem, który musi ocenić sprawę od strony prawnej
– mówił kierowca bp. Roberta Chrząszcza.
Do ataku doszło w listopadzie 2022 roku podczas wizyty kanonicznej bp. Roberta Chrząszcza w Myślenicach. Według ustaleń śledztwa kierowca duchownego został zaatakowany podczas robienia zdjęć przy zaparkowanym samochodzie. Napastnik zadał mu dwa ciosy nożem – w głowę i klatkę piersiową. Poszkodowany zdołał odebrać napastnikowi nóż, zmuszając go do ucieczki. W ciężkim stanie trafił do szpitala.
Śledztwo prowadziła Prokuratura Okręgowa w Krakowie, która oskarżyła Krzysztofa K. o usiłowanie zabójstwa i spowodowanie obrażeń ciała skutkujących rozstrojem zdrowia trwającym ponad siedem dni. Według śledczych mężczyźni wcześniej się nie znali, a atak nie miał podłoża religijnego. Na etapie śledztwa Krzysztof K. przyznał się do winy, jednak nie potrafił wyjaśnić motywów swojego działania.