Gościem Marzeny Florkowskiej jest Michał Chlipała, prawnik i historyk z Katedry Historii Medycyny UJ CM.
- A
- A
- A
Szpital Narutowicza. Jedna z najnowocześniejszych placówek międzywojennej Polski
Dwóch chłopców i dziewczynka, trojaczki urodzone przez Włodzimierę Wens w 1938 roku w Szpitalu Narutowicza w Krakowie, zostały utrwalone na fotografii. Pacjenci słuchali też radia przez specjalne słuchawki zainstalowane przy łóżkach. To był jeden z najnowocześniejszych szpitali w międzywojennej Polsce, choć przeciw jego powstaniu protestowali lekarze. Chodziło m.in. o finanseOpór przeciwko szpitalowi Narutowicza brał się z kilku źródeł. Po pierwsze, głównym ośrodkiem szpitalnym Krakowa był szpital uniwersytecki, były kliniki uniwersyteckie i leżący obok Szpital Świętego Łazarza, w których część zresztą też klinik się mieściła, więc bano się, tak przynajmniej argumentowali lekarze, że ten ciekawy materiał dydaktyczny, ciekawe przypadki będą odpływały do, jak to nazywano, szpitala kasowego podlegającego Kasie Chorych.
Kasom Chorych ówcześnie zarzucano, że zaniżają wartość którzy mieli możliwość otwarcia prywatnych lecznic. Taki szpital opłacany ze składek uczestników Kasy Chorych byłby istotnym uderzeniem w finanse lekarzy. I rzeczywiście, znajdował się on wówczas poza Krakowem, jak to mawiano, za Rogatką Prądnicką.
Krakowska Kasa Chorych przygotowywała się do budowy szpitala przez kilka ładnych lat. Pierwotnie zakupiła grunt na terenie dzisiejszych Grzegórzek, czyli w ówcześnie pojmowanym zagłębiu szpitalnym, bliżej ulicy Kopernika. I dopiero tuż przed samą budową w 1927 roku udało jej się wymienić ten grunt z miastem Kraków - na grunt na Prądniku. Dodatkowo opodatkowano członków Kasy Chorych i rozpoczęto budowę szpitala.
Był rok 1927. Projektantem był inżynier Eugeniusz Ronka, krakowski architekt. W 1930 roku z kilku powodów wymieniono projektanta, ponieważ m.in. uznano, że inżynier Ronka popełnił szereg błędów projektowych. Nowym projektantem został profesor Wacław Krzyżanowski, który aby móc dalej projektować, musiał wykonać potężną pracę, dlatego że inżynier Ronka odmówił mu wydania jakichkolwiek rysunków projektowych.
Niejako drogą inżynierii wstecznej, projektując z już istniejącego budynku, profesor Krzyżanowski musiał wykonać wszystkie rysunki projektowe od nowa i przygotować też projekt wyposażenia wnętrz, który zresztą był niełatwy.
Profesor Wacław Krzyżanowski konsultował z przyszłymi użytkownikami, z przyszłymi lekarzami urządzenie i wyposażenie poszczególnych oddziałów. Podjął także studia projektowe, jeździł po znanych szpitalach, nie tylko w Polsce, ale za granicą, przyglądał się różnym rozwiązaniom. Notabene też można zauważyć ile zachowało się z oryginalnego wyposażenia szpitala do czasów nam współczesnych i to jest bardzo ciekawe.
Zresztą Krzyżanowskiemu zarzucano pewną rozrzutność w projektowaniu. szpitala, a on tłumaczył się, że na przykład kolorowe flizy miały na celu lepsze oddziaływanie na psychikę pacjentów. Żeby oni nie tkwili w tej takiej sterylnej, klinicznej bieli, tylko żeby widzieli właśnie kolor, żeby jednak czuli się tam lepiej.
Także wyposażenie wnętrz było z wysokiej bardzo jakości materiałów, a co za tym idzie droższe, często sprowadzane z zagranicy. W kuchni szpitalnej były na przykład zmywarki do naczyń sprowadzane z Wiednia. Także nowoczesne sterylizatory do sali operacyjnej, notabene istniejące do dzisiaj. Meble szpitalne wykonywała firma Jarnuszkiewicza, ta sama, która robiła między innymi meble też do Zamku Prezydenckiego w Wiśle.
Sztućce szpitalne zamawiano w firmie Gerlach.
Przy łóżkach chorych znajdowały się gniazdka i można sobie było podpiąć słuchawki i słuchać radia.
W 1938 roku w Szpitalu Narutowicza przyszły na świat trojaczki: dwóch chłopców i dziewczynka. Ich mama była Włodzimiera Wens.
Komentarze (1)
Najnowsze
-
19:47
Strażacy walczą z pożarem przy ulicy Miodowej w Krakowie
-
18:41
Tarnów na rosyjskiej liście. Prezydent miasta apeluje o spokój
-
18:11
Polska na rosyjskiej liście. Czy Mielec i Tarnów mogą być zagrożone?
-
17:41
Morawiecki szykuje się do większej gry? Politolog nie ma wątpliwości
-
17:27
Dylematy maratończyków...
-
17:18
Wawel uczy nauczycieli. Zbliża się VI Akademia Wawelskiego Dziedzictwa
-
16:50
Rośliny potrafią manipulować środowiskiem
-
16:31
Klimat tworzy się lokalnie. Spotkajmy się na V Małopolskim Dniu dla Klimatu w Przegini Duchownej
-
16:26
Velo Huta wraca na ulice Nowej Huty. Rowerowa parada w stylu lat 60. i 70.
-
16:18
„Widzieli własne kości”. Świadkowie testów atomowych o skutkach wybuchów
-
16:10
„Niedopuszczalny atak”. Kard. Dziwisz reaguje na wypowiedzi Trumpa
-
15:41
Trzeci przetarg bez rozstrzygnięcia. Lokale przy dworcu w Trzebini wciąż puste
-
15:33
"Rabbi z Nazaretu". Léonide Grilikhès.
-
15:22
Kard. Ryś i wicepremier Kosiniak-Kamysz z tytułami Człowieka Roku 2025
-
14:59
Kościól i Synagoga - wspólna droga?
-
14:45
Karetki utknęły w korkach, teraz ma być zmiana. Nowa lokalizacja podstacji
-
14:38
To może być hit uzdrowiska. Będzie plaża, ogród deszczowy i inne atrakcje
-
13:58
Mniej dzieci, więcej możliwości? "Z roku na rok liczba dzieci w przedszkolach drastycznie spada"
-
13:54
Koszulka Lewandowskiego z autografem do wylicytowania. Pomóż sądeckiemu hospicjum
-
13:50
Kryptowaluty i podatki. Ekspert: rynek potrzebuje nadzoru i przejrzystości