Powinienem pana przedstawić jako posła Klubu Centrum i kandydata na prezydenta Krakowa? W mediach pojawiły się informacje, że pan wystartuje. To prawda?
Z tego, co wiem, chyba jeszcze nie zostały ogłoszone wybory, więc prawdopodobnie kandydatem nie jestem.
Ale kandydatów oficjalnie zgłoszonych jest już kilkunastu.
To jest właśnie wspaniałe w naszym kraju, że kandydatów już jest kilkunastu, wybory są nieogłoszone, więc według mnie są to kandydaci na kandydatów. Uważam, że prawa trzeba przestrzegać. Nie ma wyborów, nie ma kandydatów.
A co z tymi wyborami? W piątek poseł Meysztowicz mówił w Radiu Kraków, że nie wiadomo, czy referendum było ważne, kiedy będą wybory i czy w ogóle będą. Jak to pana zdaniem będzie?
Relatywizm istnieje wszędzie, nawet w polityce i w wyborach. Wydaje mi się, że gdyby w tym momencie komuś wpadło do głowy, żeby nie ogłaszać wyborów, bo referendum jest nieważne...
Sąd zdecyduje. Konkretnie Sąd Okręgowy w Krakowie.
To powiedzmy, że wszystko się może zdarzyć.
Myśli pan?
Tak.
Gdyby sąd unieważnił referendum ze względu na nieprawidłowości, zakłócanie ciszy referendalnej, które były faktem, to nie jest tak, że prezydent Miszalski zostaje, tylko byłoby kolejne referendum.
Myślę, że jeżeli okaże się, że będzie kolejne referendum, to ono niestety będzie mniej korzystne dla obecnej partii rządzącej, największego koalicjanta, czyli Koalicji Obywatelskiej. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że działamy dla ludzi. To nie jest tak, że ludzie są dla nas, tylko my dla wyborców.
Mam wrażenie, że politycy nieraz o tym zapominają. Sytuacja z referendum pokazała czerwoną kartkę politykom. Mówi: słuchajcie nas. To my was wybieramy, a nie wy wybieracie nas. Chciałbym, żeby tak było.
Wracając do kandydowania: podobno sondował pan, czy Prawo i Sprawiedliwość pana poprze. To byłaby szansa na dobry wynik, lepszy niż ostatnie dziewięć tysięcy głosów i trzy procent. PiS nie skorzystało – tak twierdził poseł Terlecki.
Prawo i Sprawiedliwość ma swojego kandydata. Różne osoby ze mną rozmawiają, z różnych środowisk, na różne tematy. Natomiast nie miałem konkretnej propozycji, jeśli chodzi o PiS.
Nie, PiS panu nie proponował. Podobno to pan proponował PiS-owi. Tak mówił poseł Terlecki.
Ja PiS-owi nic takiego nie proponowałem, więc nie wiem, co pan Terlecki miał na myśli. Wydaje mi się, że przede wszystkim chodziło mu o rozgłos medialny. Ja nie proponowałem PiS-owi nic takiego.
Dlaczego Klub Centrum miałby rozważać wystawienie kandydata w pana osobie? Bo to, że rozważa, pan sam mówił.
To nie chodzi o to, że Klub Centrum rozważa wystawienie kandydata, tylko o to, że Kraków stał się kolejnym łupem politycznym. Tak jest niestety w naszym państwie. Przychodzi jedna partia, zawłaszcza wszystko, przychodzi druga partia, zawłaszcza wszystko.
Rozumiem, że w państwie trochę inne są reguły i zasady, wyborcy mocno kierują się emocjami. Natomiast Kraków, czyli miasto, w którym mieszka się na co dzień, powinno kierować się trochę innymi zasadami: przede wszystkim sprawczością władzy, tym, czy słucha wyborców, i czy realizuje obietnice wyborcze.
Mam wrażenie, że w Krakowie przez ostatnie dwa lata było dokładnie to samo, co w państwie: masa obietnic, a potem realizacja bardzo słaba. Wydawało się, że tak samo będzie w Krakowie. Prezydent Miszalski naobiecywał dużo rzeczy. Osoby, które startują, powinny być przede wszystkim wiarygodne. Niestety mam wrażenie, że partie polityczne albo ich kandydaci nie do końca są wiarygodni, bo kierują się zasadą: obiecać, obiecać, a potem coś się zrealizuje, coś się lekko przemaluje i niby będzie.
Czyli to nieprawda?
Nie. Ja nie należę do partii politycznej i powiem tak: wywodzę się z samorządu i uważam, że lepiej mniej obiecać, ale to zrealizować. Walczę na przykład o opłatę turystyczną, zresztą z panią Justyną Popiołek również.
Jest pan w klubie, który współrządzi. Wywalczcie to.
Tak. I powiem panu, że gdyby nie koledzy z Koalicji Obywatelskiej, ta opłata turystyczna już dawno by była. Dwa i pół roku albo dwa lata czekaliśmy na opłatę turystyczną. Ona nie została wprowadzona. Po dwóch latach dowiedziałem się, że nie są prowadzone prace, chociaż na początku kadencji powiedziano, że tak, prace prowadzimy.
Zgłosiłem swój projekt ustawy i teraz jest blokowany przez przewodniczącego komisji z Platformy Obywatelskiej, który mówi: nie, ponieważ to nie jest rządowy projekt ustawy, a rząd nad tą ustawą nie pracuje. To jest kwadratura koła. Mam odwagę to mówić. Nie mówię tego, żeby komuś dopiec, żeby ktoś przegrał wybory. Mówię: słuchajcie, wygraliśmy wybory 13 października. To był wielki sukces. Nie możemy tego zaprzepaścić. Nie możemy obiecać i nie zrobić. Tylko o to chodzi.
Nie krytykuję tylko po to, żeby krytykować. Jestem przewodniczącym Komisji Gospodarki. Jest dużo spraw dotyczących przemysłu hutniczego, który zresztą zamyka się w Krakowie, dotyczących przemysłu energochłonnego. My w tym temacie niestety nic nie robimy i to jest problem.
À propos energii: kończy się program CPK. Od jutra zaczyna się jego wygaszanie. Czy premier Tusk jest jasnowidzem, czy ma niewiarygodnego fuksa? Wygląda na to, że konflikt na Bliskim Wschodzie też się kończy i może się okazać, że trafił z terminem.
To bardzo dobrze. Był okres, kiedy Polakom trzeba było pomagać, jeśli chodzi o ceny paliw, i rząd stanął na wysokości zadania. Minister finansów Andrzej Domański znalazł na to pieniądze i dziękujemy mu za to. Natomiast jeśli ceny faktycznie spadają – chyba dzisiaj jest najniższa cena baryłki ropy od trzech miesięcy – to bardzo dobrze, że ten program wygaszamy i wracamy do normalności. Rozumiem, że jeśli zaoszczędzimy pieniądze, znajdą się one na przykład na przemysł energochłonny.
Pamiętajmy, że ceny energii w Polsce są najwyższe w Europie. To zmniejsza zasobność portfela nie tylko przeciętnego Polaka, ale również firm, które są niekonkurencyjne nawet na rynku europejskim. Dobrze, że tak się stało. Jeszcze raz podziękowania dla ministra Domańskiego za to, że przygotował ten program i znalazł pieniądze. To jest działanie prorozwojowe i zabezpieczające Polaków przed dużymi skokami opłat za energię czy benzynę.
Wczoraj odbyły się obchody rocznicy pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz. Władze Muzeum Auschwitz-Birkenau nie wpuściły delegacji Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Rzecznik muzeum argumentował, że „obecność osób negujących istnienie komór gazowych i Holokaustu na uroczystościach byłaby hańbą dla pamięci”. Pana zdaniem muzeum postąpiło słusznie?
Są ludzie, którzy negują Holokaust, negują to, że miliony ludzi zostały zamordowane w komorach gazowych. Pewien dylemat dyrektor miał, ale wpuszczanie delegacji, która może wszystko zrobić i może przyszła tylko po to, żeby zrobić skandal na takich obchodach, to byłoby ryzyko. Według mnie decyzja była podyktowana przesłankami bardzo prawdopodobnymi, że coś może się wydarzyć. To nie było tak, że po prostu nie chciał ich wpuścić, bo mają taki pogląd, ale nic nie robią. Widzimy, co robi pan Braun. To jest to samo środowisko.
Jeżeli miałby być kolejny skandal międzynarodowy, bo to nie jest tylko sprawa wewnątrz Polski, którą my się emocjonujemy, tylko także kwestia naszych kontaktów dyplomatycznych, między innymi ze Stanami Zjednoczonymi, to jeśli możemy temu zapobiec, uważam, że jest to rozsądna decyzja.
Chciałbym zapytać o plan Czarnka. W ujawnionych założeniach jest między innymi podniesienie drugiego progu podatkowego do 180 tysięcy złotych zamiast obecnych 120 tysięcy. Panu powinno się to podobać, bo pan postulował 200 tysięcy.
W końcu ktoś zaczyna myśleć tak, żeby pomóc Polakom, tym prawie trzem milionom osób. Uważam, że powinno być to 200 tysięcy złotych. Natomiast cieszę się, że ktoś w końcu mówi: zadbajmy o klasę średnią. Od wielu lat mamy drugi próg podatkowy na tym samym poziomie, a przez ostatnie trzy, cztery lata inflacja spowodowała, że wynagrodzenia są wyższe i ktoś wpada w drugi próg przy 120 tysiącach złotych. Cieszę się, że ktoś powiedział: działamy w interesie klasy średniej.
Próbuję się umówić z ministrem Domańskim, żeby porozmawiać w tym temacie, od trzech miesięcy i nie ma żadnej odpowiedzi. Chciałem mu przekazać, w jaki sposób można zaoszczędzić pieniądze właśnie na podwyższenie drugiego progu podatkowego. W tym punkcie cieszę się, że któraś partia polityczna uważa, że to jest dobry kierunek.
Reasumując: bardzo ostro krytykuje pan swojego największego koalicjanta, czyli Koalicję Obywatelską, a propozycje Prawa i Sprawiedliwości panu się podobają. Chociaż zaprzecza pan, że szukał pan poparcia PiS w wyborach prezydenckich.
Co to ma za znaczenie dla kogoś, kto przy 120 tysiącach złotych wpada w drugi próg podatkowy, czy to wprowadzi Platforma, czy PiS? Jaka to różnica? Żadna. Właśnie w ten sposób podchodzę do polityki. Gdy zapytał mnie pan o ceny paliw i ministra Domańskiego, pochwaliłem go. Powiedziałem, że to dobry ruch i mu dziękuję.
Natomiast jeśli chodzi o drugi próg podatkowy i realizację obietnic wyborczych, na przykład podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych, to była obietnica Platformy Obywatelskiej. Chcę o tym rozmawiać, ale nie ma możliwości rozmowy.
Gdyby zaproponowała to Konfederacja, również powiedziałbym, że to dobry kierunek, bo trzeba to zmienić.
Na koniec krótko o przyszłość polityczną Rafała Komarewicza i Klubu Centrum. To jest bardziej po prawej, po lewej czy w centrum?
Centrum. Jestem osobą, która umie jednocześnie powiedzieć, że ktoś z lewej czy prawej strony robi dobre rzeczy, ale równocześnie powiedzieć, że ktoś z lewej czy prawej robi złe rzeczy.
Tylko że niewiele ponad rok i trzeba znaleźć jakiegoś patrona.
Można, ale jestem takim politykiem, który może znaleźć sobie inne zajęcia, również poza polityką. Dla mnie to nie jest najważniejsze. Jeżeli okaże się, że nie będzie ugrupowania, z którym mogę współpracować, to po prostu nie wystartuję w wyborach.