To czysty fejk. I to taki z kategorii - za piękne, żeby było prawdziwe. Cyberprzestępcy znów pojechali po bandzie. Uderzają w nasze najczulsze punkty - marzenie o własnym lokum i w nadzieje na darmową gotówkę.
Scenariusz numer jeden. Dostajesz smsa niby z portalu gov.pl. Wiadomość głosi: "Uwaga! Złóż pilnie uzupełnienie do wniosku mieszkaniowego, bo przepadnie". Klikasz w link. Wchodzisz na stronę, która wygląda identycznie jak rządowy portal. Widzisz kwotę wsparcia. Oczyma wyobraźni wybierasz już kafelki do nowej kuchni. Jednak żeby te pieniądze odebrać, strona prosi cię o podanie numeru karty płatniczej. W tym momencie powinna zapalić się nam czerwona lampka wielkości latarni morskiej. Od kiedy to rząd przelewa zapomogi na kartę?
Scenariusz numer dwa to e-mail od przychodni lekarskiej. "Dzień dobry, przysługuje panu/pani refundacja na leczenie". Bagatela kilka tysięcy złotych. Idziesz do lekarza ze skręconą kostką, a oni wracają do ciebie z walizką pieniędzy. Po prostu bajka. Tu znowu ten sam numer. Kliknij w link, wpisz dane karty i odbierz zwrot. Efekt? Zamiast zyskać parę tysięcy, czyścisz swoje konto do zera.
Jak nie dać się zrobić w balona? Zasada jest prosta jak drut. Presja czasu i obietnica darmowej kasy to jest ulubiony duet oszustów. Nigdy nie klikajcie w linki z SMS-ów. Masz wątpliwości? Wejdź na oficjalną stronę urzędu czy przychodni, wpisując adres ręcznie w przeglądarce. Czytajcie też dokładnie adresy strony. Wystarczy jedna literówka w nazwie domeny i już jesteście na fałszywce.
Co zrobić, gdy dostaniecie takiego podstępnego SMS-a? Nie kasujcie go od razu. Wyślijcie go na darmowy numer 8080 albo zgłoście w aplikacji mObywatel w zakładce "bezpieczne w sieci". W ten sposób pomożecie zablokować cwaniaków, zanim okradną kogoś innego.