W ostatnich dniach pojawiły się nagłówki informujące, że w 2027 roku wojsko będzie potrzebowało od obywateli większej liczby samochodów, może czasowo zajmować prywatne pojazdy, a nawet korzystać z należących do Polaków nieruchomości. Brzmiało to tak, jakby wojskowi mieli ruszyć na parkingi i wybierać potrzebne im auta.
- Czy zamierza pan zająć mój samochód w najbliższym czasie? - pytał w Radiu Kraków swojego gościa Paweł Sołtysik. "Oczywiście, że nie. Ja na pewno nie" - odpowiedział z uśmiechem podpułkownik Konrad Radzik. Po chwili dodał jednak, że przepisy przewidują możliwość czasowego wykorzystania prywatnego sprzętu. Nie dzieje się to jednak nagle ani bez wiedzy właściciela.
293 samochody to limit, a nie plan przejęć
Zamieszanie wywołało opublikowane w lipcu rozporządzenie dotyczące świadczeń rzeczowych na 2027 rok. Ustalono w nim, że na potrzeby ćwiczeń i sprawdzania gotowości mobilizacyjnej wojsko będzie mogło skorzystać maksymalnie z 293 pojazdów, 34 przyczep i naczep oraz 27 maszyn. Dla porównania, limit na 2026 rok wynosi 192 pojazdy.
Jak podkreślał przedstawiciel Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, są to jedynie maksymalne wartości. Nie oznaczają, że wszystkie wymienione pojazdy zostaną rzeczywiście wykorzystane.
- Wojsko ma swoje pojazdy, maszyny, sprzęt oraz tereny, na których się szkoli. Mówimy o sytuacjach nadzwyczajnych - tłumaczył podpułkownik Radzik.
Rozporządzenie MON na 2027 rok określa górny limit, z którego Siły Zbrojne mogą skorzystać, ale nie nakazuje wykorzystania całej puli.
Nikt nie zabierze samochodu bez decyzji
Wojsko samo nie wydaje decyzji o przeznaczeniu konkretnego pojazdu. Na wniosek uprawnionej jednostki robi to wójt, burmistrz albo prezydent miasta. Właściciel otrzymuje pisemną decyzję wraz z uzasadnieniem i może w ciągu 14 dni odwołać się od niej do wojewody.
Dopiero gdy decyzja stanie się ostateczna, właściciel może zostać wezwany do dostarczenia pojazdu lub maszyny w określonym miejscu i terminie. Zwykle wezwanie powinno zostać doręczone co najmniej 14 dni wcześniej. Wyjątkiem jest sprawdzanie gotowości mobilizacyjnej.
- Całość odbywa się w ramach postępowania administracyjnego - podkreślał gość Radia Kraków.
Taką procedurę opisują artykuły 630 i 631 ustawy o obronie Ojczyzny.
Jakiego sprzętu może potrzebować wojsko?
Podpułkownik Radzik zaznaczył, że chodzi przede wszystkim o sprzęt należący do przedsiębiorstw, a nie o zwykłe samochody osobowe stojące przed domami. Na liście potrzeb mogą znaleźć się pojazdy o ładowności przekraczającej osiem ton, cysterny, przyczepy oraz maszyny inżynieryjne: koparki, ładowarki czy spycharki.
W przypadku sprawdzania gotowości mobilizacyjnej sprzęt może zostać wykorzystany maksymalnie przez 48 godzin. Jeżeli jest potrzebny do ćwiczeń wojskowych - najwyżej przez siedem dni. Ustawa przewiduje także ryczałt za jego używanie. Jednostka korzystająca ze sprzętu odpowiada za jego utratę lub uszkodzenie i ma obowiązek zwrócić go w stanie niepogorszonym, z uwzględnieniem normalnego zużycia.
Wojsko nie rozbije obozu na prywatnej działce
W internetowych publikacjach pojawiły się również sugestie, że żołnierze mogą zająć prywatny dom, pole albo działkę i urządzić tam ćwiczenia.
- To jest nieprawda. Wojsko w czasie pokoju nie zabiera czyichś domów i działek i nie rozbija na nich namiotów. Takie informacje sieją niepotrzebny niepokój - dementował podpułkownik Radzik.
Rozporządzenie na 2027 rok rzeczywiście wymienia maksymalnie 400 nieruchomości, ale chodzi o budynki lub ich części wykorzystywane przez administrację rządową i samorządową do przeprowadzania kwalifikacji wojskowej. Nie jest to limit prywatnych działek przeznaczonych na poligony lub wojskowe obozowiska.