Krakowianie nie oceniają swojego miasta wyłącznie negatywnie
Badanie opinii mieszkańców przywołane w programie nie pokazuje obrazu miasta pogrążonego w powszechnym niezadowoleniu. Ogólne oceny są bardziej zróżnicowane, a w części obszarów widoczny jest umiarkowany optymizm.
Prof. Zakrzewski zwraca jednak uwagę, że wynik dla całego Krakowa jest tylko średnią bardzo różnych doświadczeń. Inaczej miejska polityka wygląda z perspektywy centrum, inaczej z osiedli położonych na obrzeżach. Poszczególne dzielnice mierzą się z innymi problemami: od intensywnej zabudowy i gentryfikacji po transport, trasy tranzytowe czy dostępność usług.
To właśnie miejsca, w których mieszkańcy oceniają sytuację najgorzej, powinny stać się szczególnie istotne dla nowych władz miasta.
Dwa lata na oszczędną prezydenturę
Oczekiwania mieszkańców zderzą się z możliwościami finansowymi i organizacyjnymi Krakowa. Dlatego prof. Zakrzewski nie spodziewa się, by pozostała część kadencji była czasem spektakularnych przedsięwzięć.
– „Te dwa lata prezydentury, niezależnie od tego, kto będzie prezydentem, z konieczności będą prezydenturą dość oszczędną” – ocenia politolog.
Taka sytuacja sama w sobie nie musi być problemem. Znacznie ważniejsze będzie to, w jaki sposób zostanie mieszkańcom wyjaśniona. Jeżeli miasto potrzebuje oszczędności, władze powinny jasno powiedzieć, z czego one wynikają, jakie są ich cele i kto ponosi ich koszty.
Zdaniem Zakrzewskiego mieszkańcy nie oczekują wyłącznie opowieści o kolejnych technologiach, inwestycjach czy ambitnych wizjach. Chcą przede wszystkim być traktowani jako partnerzy, którym można otwarcie przedstawić również trudną sytuację.
Oszczędzać, ale wiarygodnie
Jednym z problemów prezydentury Aleksandra Miszalskiego była – według prof. Zakrzewskiego – niespójność komunikacji. Z jednej strony mieszkańcy ponosili wyższe koszty niektórych miejskich usług, z drugiej słyszeli optymistyczny przekaz o sytuacji Krakowa, a równocześnie polityczni przeciwnicy prezydenta podnosili temat wydatków magistratu czy nagród.
To ocena politologa, a nie bezsporny opis przyczyn majowego referendum. Pokazuje jednak znaczenie wiarygodności: jeżeli władza prosi mieszkańców o poniesienie większych kosztów, sama musi przekonująco pokazać, że również szuka oszczędności.
Nowy prezydent nie musi więc rozpoczynać kadencji od pomysłów, które „wszystkich zadziwią”. Ważniejsze może się okazać przewidywalne zarządzanie i jasne tłumaczenie decyzji.
Strefa Czystego Transportu i droższa komunikacja
Przykładem problemu ze spójnością miejskiej polityki jest zestawienie Strefy Czystego Transportu ze zmianami cen i zasad korzystania z komunikacji miejskiej.
Jeśli miasto chce ograniczać korzystanie z samochodów i zachęcać do transportu zbiorowego, równoczesne zwiększanie kosztów podróżowania komunikacją może być przez mieszkańców odbierane jako sprzeczne z tym celem.
– „Jedno i drugie posunięcie zaczęło być identyfikowane jako zwiększanie budżetu Krakowa kosztem obywateli” – mówi prof. Zakrzewski.
Nie oznacza to, że wszystkie dzielnice jednakowo oceniają Strefę Czystego Transportu. Potrzeby mieszkańca Śródmieścia mogą być zupełnie inne niż osoby codziennie dojeżdżającej z peryferyjnej części Krakowa. Zadaniem władz będzie znalezienie rozwiązania, które uwzględnia te różnice, ale jednocześnie działa w skali całego miasta.
Bilet kończy się dwie minuty przed przystankiem
Do korekty mogą nadawać się także szczegółowe rozwiązania taryfowe. W rozmowie pojawił się przykład skrócenia czasu obowiązywania jednego z popularnych biletów. Dla pasażera kilka minut może zdecydować o tym, czy dotychczasowa podróż nadal mieści się w tej samej taryfie.
Prof. Zakrzewski wskazuje, że Kraków może przyglądać się rozwiązaniom stosowanym w innych europejskich metropoliach. Jako przykład podał możliwość dokończenia rozpoczętej podróży po upływie nominalnego czasu ważności biletu.
Nie chodzi o mechaniczne kopiowanie innych miast, ale o szukanie rozwiązań, które ograniczają sytuacje, w których system jest formalnie prawidłowy, lecz dla pasażera staje się nieintuicyjny albo dotkliwy.
Referendum było ostrzeżeniem także dla doradców
Odwołanie Aleksandra Miszalskiego prof. Zakrzewski traktuje jako ważną lekcję dla polityków samorządowych. Prezydent miasta nie działa sam: opiera się na urzędnikach, współpracownikach i doradcach, którzy mają pomóc mu oceniać konsekwencje podejmowanych decyzji.
– „Prezydent jest jednym człowiekiem, który nie wszystko wie i nie wszystko widzi, bo jest to fizycznie niemożliwe” – zaznacza politolog.
W jego ocenie odpowiedzialność za błędy poprzedniej prezydentury spoczywała więc nie tylko na samym Miszalskim, ale także na jego zapleczu. Ostatecznie to prezydent dobiera jednak swoich współpracowników i odpowiada politycznie za ich działania.
Dla kolejnego gospodarza miasta dobór otoczenia może być zatem równie ważny jak program wyborczy.
Krakowa nie da się urządzić od nowa
Nowy prezydent obejmie miasto ukształtowane przez wieloletnie procesy, których nie sposób odwrócić w ciągu dwóch lat. Dotyczy to zabudowy, układu komunikacyjnego, infrastruktury i przestrzeni publicznej.
Znaczna część dzisiejszego Krakowa jest efektem ponad dwóch dekad prezydentury Jacka Majchrowskiego. Aleksander Miszalski sam miał stosunkowo niewiele czasu, by istotnie zmienić odziedziczony model miasta.
Dlatego zakres możliwych działań będzie ograniczony. Zamiast przebudowy całego Krakowa bardziej realne są „mikroruchy”: poprawianie konkretnych rozwiązań, reagowanie na problemy dzielnic i stopniowa korekta miejskiej polityki.
Intensywna zabudowa łączy dzielnice
Choć poszczególne części Krakowa mają różne problemy, jednym z tematów powracających w wielu miejscach jest intensywna zabudowa.
W centrum jej skutkiem mogą być zmiany funkcji dzielnic i wypieranie mieszkańców. Na obrzeżach problemami stają się m.in. niedostosowana infrastruktura, rosnący ruch czy kłopoty z transportem.
Nowe władze nie będą w stanie odwrócić wszystkich procesów, które narastały przez lata. Mogą jednak lepiej reagować na ich lokalne konsekwencje. W tym miejscu szczególnego znaczenia nabierają rady dzielnic i bezpośredni kontakt z mieszkańcami.
Konsultacje muszą mieć konsekwencje
Na początku prezydentury Aleksandra Miszalskiego urzędnicy i przedstawiciele władz miasta spotykali się z mieszkańcami dzielnic. Sam pomysł prof. Zakrzewski ocenia pozytywnie. Problemem było – według niego – to, że za słuchaniem nie zawsze szły wystarczająco widoczne działania.
Konsultacje społeczne mają sens wtedy, gdy mieszkańcy potrafią później wskazać ich konkretny rezultat. W przeciwnym razie mogą tylko pogłębić przekonanie, że ich głos został wysłuchany formalnie, ale nie wpłynął na decyzje.
Dlatego jednym z zadań nowego prezydenta może być odbudowanie komunikacji z radami dzielnic i stworzenie czytelnego mechanizmu przepływu informacji między magistratem a mieszkańcami.
Mniej wielkiej polityki, więcej lokalnych problemów
Najważniejsza zmiana nie musi więc polegać na zaproponowaniu nowej wielkiej wizji Krakowa.
– „Prezydent jest po to, żeby rozwiązywać te drobne problemy, a nie robić wielką politykę” – mówi prof. Zakrzewski.
W tej perspektywie wynik referendum nie musi prowadzić do całkowitego zerwania z dotychczasowym kierunkiem rozwoju miasta. Może być przede wszystkim sygnałem, że mieszkańcy oczekują większej przewidywalności, spójności decyzji i realnego wpływu na swoje najbliższe otoczenie.
Nowa prezydentura może więc zacząć się nie od rewolucji, lecz od pracy u podstaw.