Sprawę opisuje tygodnik Polityka. Kobieta trafiła do szpitala po wypadku, w którym jej auto zostało praktycznie zmiażdżone przez ciężarówkę. Lekarze walczyli o jej życie, ale nastąpiła śmierć mózgu.
Już po stwierdzeniu śmierci pacjentki Marek Bogusławski z PiS, wicemarszałek sąsiedniego województwa świętokrzyskiego, załatwił jej przeniesienie do podlegającemu urzędowi marszałkowskiemu Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Lekarz, który miał zająć się jej transportem z Miechowa, dopiero od tamtejszych medyków dowiedział się, że pacjentka nie żyje.
Wicemarszałek Bogusławski, który rozmawiał z tygodnikiem Polityka nie widzi nic niestosownego ani w tym, że jako polityk ingerował w procedury medyczne, ani w tym, że załatwił miejsce w wojewódzkim szpitalu po znajomości. A sam jest czynnym lekarzem rodzinnym i pediatrą.
Jego zdaniem „nic się nie stało”, bo sprawę wyjaśniono i nie doszło do transportu martwej osoby. Ale gdy lekarze ze szpitala w Miechowie wyznaczyli godzinę odłączenia aparatury podtrzymującej życie, mąż zmarłej uznał, że to usiłowanie zabójstwa. Natychmiast powiadomił prokuraturę, a ta bez żadnej weryfikacji zażądała od szpitala „wstrzymania się z realizacją procedury”.
Skutek był taki, że ciało pacjentki przez sześć dni po orzeczeniu śmierci było podłączone do respiratora na oddziale intensywnej terapii. Aparaturę, która powinna służyć do podtrzymywania życia odłączono dopiero, gdy przestało bić serce kobiety.