Podczas składania zeznań kardynał Dziwisz przyznał, że znał ks. Jana Wodniaka, jednak stanowczo zaprzeczył, by posiadał jakąkolwiek wiedzę na temat dopuszczania się przez niego aktów pedofilii. Hierarcha argumentował to swoją wieloletnią pracą przy boku Jana Pawła II.
- Przez 27 lat byłem sekretarzem papieża w Watykanie i nie interesowałem się tym, co działo się w archidiecezji, bo miałem inne sprawy i obowiązki - tłumaczył przed sądem Dziwisz.
Hierarcha zapewniał, że podczas pobytu w Stolicy Apostolskiej nigdy nie doszły do niego słuchy o niegodnych zachowaniach duchownego z Międzybrodzia Bialskiego, a samego ks. Wodniaka nigdy w Watykanie nie widział. Jak dodał, podczas ówczesnych spotkań z metropolitą krakowskim kard. Franciszkiem Macharskim rozmawiał o Kościele, ale niekoniecznie krakowskim czy nawet polskim. Kardynał podkreślił, że z samą sprawą Janusza Szymika zetknął się dopiero niedawno, za pośrednictwem mediów.
Archidiecezja wniosła również o uwzględnienie odpowiedzialności państwa w całej sprawie. Argumentuje ten wniosek związkiem księdza Jana Wodnickiego z ówczesnym Państwem Ludowym i Służbą Bezpieczeństwa. Były już duchowny miał inwigilować środowisko kościelne, a SB miało potencjalnie taką samą wiedzę o jego skłonnościach, jak kuria.
Kluczowym wątkiem przesłuchania była kwestia korespondencji, jaką hierarcha miał otrzymać od zmarłego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Kardynał Dziwisz potwierdził, że otrzymał list, który był dla niego „przykry”, bo odnosił się do różnych duchownych, a o ks. Janie Wodniaku było w nim jedynie kilka zdań. Hierarcha zeznał, że nie przypomina sobie, aby w dokumentach pojawiało się nazwisko Janusza Szymika. Pismo miało dotyczyć głównie oskarżeń o współpracę księży ze Służbą Bezpieczeństwa.
Na pytanie, czy kardynał może udostępnić ten list, duchowny odmówił. Poinformował, że list został przekazany urzędom, między innymi Stolicy Apostolskiej i to do nich należy się zgłosić z prośbą o udostępnienie dokumentu.
W zeznaniach hierarchy pojawił się także wątek bezpośredniego kontaktu z pokrzywdzonym. Kardynał stwierdził, że rozmawiał z Januszem Szymikiem telefonicznie, gdy ten zwrócił się do niego z prośbą o kontakt. Hierarcha miał zgodzić się na spotkanie w ramach rozmowy duszpasterskiej. Do wizyty jednak nie doszło, ponieważ – jak twierdzi kardynał – Szymik zadzwonił ponownie, informując, że chce przyjść w towarzystwie swojego adwokata. Duchowny stanowczo odmówił, podkreślając wyłącznie duchowy charakter ewentualnego spotkania.
Obecny na sali sądowej Janusz Szymik stanowczo zaprzeczył słowom hierarchy, oświadczając, że nigdy nie rozmawiał z kardynałem Dziwiszem przez telefon.
Na zakończenie przesłuchania ksiądz kardynał stwierdził, że poniedziałkowe spotkanie było całkiem przyjemne.
Kardynał pojawił się w sądzie dopiero za trzecim razem
Pierwsze przesłuchanie miało się odbyć pod koniec czerwca, ale Dziwisz nie stawił się, tłumacząc to chorobą. Kolejny termin sąd wyznaczył na 15 lipca, ale kardynał też zapowiedział nieobecność, bo jak twierdził, miał zaplanowaną podróż do Watykanu. Poprosił też o niewzywanie go na rozprawę, powołując się na wiek, stan zdrowia oraz brak wiedzy w sprawie. Sąd zażądał więc przedstawienia opinii lekarza sądowego na temat stanu zdrowia.
Kard. Dziwisz ma zostać przesłuchany jako świadek w procesie wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej i parafii w Międzybrodziu Bialskim przez Janusza Szymika. Mężczyzna domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy, których – jak twierdzi – doznał jako dziecko w latach 1984-1989 w wyniku wykorzystywania seksualnego przez ówczesnego proboszcza ks. Jana W.
Zdaniem pełnomocników powoda kard. Dziwisz może mieć wiedzę na temat działań ks. Jana W., ponieważ – jak argumentują – otrzymywał od ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego sygnały i prośby o interwencję w tej sprawie.
Sąd planował przesłuchanie hierarchy już w czerwcu, jednak kardynał był chory. Wezwany na kolejną rozprawę (15 lipca) również się nie stawił. Sędzia Monika Szczepaniec-Czech poinformowała, że powodem był wcześniej zaplanowany urlop, obejmujący także wyjazd do Watykanu. Nowy termin przesłuchania wyznaczono na 3 sierpnia.
Sąd poinformował również, że nie udało się skutecznie doręczyć wezwania byłemu księdzu Janowi W., którego pełnomocnicy Janusza Szymika także chcą przesłuchać w charakterze świadka. Wezwanie wysłane do jednego z klasztorów nie zostało odebrane.
Podczas gdy pokrzywdzony walczy o uznanie winy kościelnych struktur, kuria przekonuje, że odpowiedzialność za brak reakcji w latach 80. ponosi ówczesny aparat państwowy. Z dokumentów wynika, że ks. Jan W. był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a formą jego zwerbowania były czyny obyczajowe - prawdopodobnie homoseksualizm.
Niewykluczone, że władze wiedziały o tym, że to nie był tylko homoseksualizm, bo on nie jest karany, ale wiedziały o jego skłonnościach pedofilskich. (...) I jeżeli to się potwierdzi, a zawnioskowaliśmy takie dowody, to jest współprzyczynienie Skarbu Państwa do powstania tych szkód i ewentualnie odpowiedzialność regresowa.
- tłumaczy adwokat Krzysztof Mazur pełnomocnik Kurii. Wyjaśnia, że jeżeli archidiecezja będzie musiała zapłacić zadośćuczynienie, będzie miała prawo regresu o zwrot nie tylko do Jana W., ale również do Skarbu Państwa.
Pokrzywdzony Janusz Szymik odpowiada, że walka kurii ze Skarbem Państwa to ewentualnie sprawa na osobny proces, a przenoszenie odpowiedzialności nie zmywa winy z hierarchów, którzy przez lata zbywali milczeniem doniesienia o krzywdzie dzieci.
Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za wyrządzone mu krzywdy.