Ciało staje się płótnem
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Art Color Baletu jest bodypainting. Nie jest to wyłącznie dekoracja. Zainteresowanie malowaniem ciała ma swoje źródła w fascynacji tradycyjnymi kulturami i rytuałami. Agnieszkę Glińską interesowało to, dlaczego ludzie zmieniają wygląd swoich twarzy i ciał za pomocą błota, gliny czy pigmentów.
Bardzo fascynowały mnie tradycyjne plemiona etniczne. W jakiś sposób przemieniają swoją twarz i charakteryzują. Zawsze mnie też zastanawiało, dlaczego oni to robią – mówi Agnieszka Glińska.
Przełomowe okazały się wyjazdy na World Bodypainting Festival. Gdzie można było poznać techniki, materiały i artystów z całego świata. Do Polski przywoziła całe kufry farb i narzędzi, a następnie eksperymentowała z nimi po swojemu. Artystkę interesowało coś innego – ciało jako element większej struktury.
Dopiero pięciu, dziesięciu, dwudziestu tancerzy tworzy jednorodny organizm, jednorodną formę, która coś przedstawia. Czasami bodypainting zupełnie przy jednej osobie nie do końca jest wymowny. Dopiero w choreografii, w świetle i dynamice tych elementów nabiera wyrazu i sensu – dodaje.
Za spektakularnym efektem scenicznym stoi żmudna praca. Przy 15 czy 18 tancerzach potrzebnych jest od ok. 8 do 10 plastyków. Nie wystarczą jednak osoby zajmujące się wyłącznie charakteryzacją. Współpracownicy muszą być wszechstronnymi artystami – malować, rysować, a czasem także rzeźbić. Ma to znaczenie między innymi przy skomplikowanych fryzurach wykonywanych z gliny. Sama charakteryzacja całego zespołu zajmuje ok. 3 do 4 godzin. Paradoks polega na tym, że efekt tak długiej pracy może zniknąć w ciągu kilkunastu minut.
Przepięknie wykonany bodypainting wytrzymuje na scenie, w zależności od tego, jaką kto ma dynamikę i na ile się spoci, maksymalnie piętnaście, dwadzieścia minut – wyjaśnia.
Pot, ruch i światło sprawiają, że farba zaczyna się rozmazywać. Dlatego w trakcie spektaklu bodypainting bywa uzupełniany elementami kostiumu lub scenografii imitującymi malowanie ciała. Tancerz przechodzi więc na scenie kolejną transformację. Kiedy tancerze są już pomalowani i widzą się w lustrze, zmienia się ich sposób patrzenia na siebie. – "Jest to rodzaj włożenia innej skóry, oni czują dodatkowy zastrzyk energii. Transformacja fizyczna i psychiczna postrzegania siebie" – dodaje.