Jednym ze stałych elementów obchodów 11 listopada był przemarsz pod biało-czerwonymi flagami od pomnika Adama Mickiewicza do katedry. Fot. EK/RK
Pomysł zorganizowania 11 listopada polskiego Marszu Niepodległości we Lwowie budzi zastrzeżenia wśród części mieszkających tam Polaków. Jak mówił w Radiu Kraków lwowski dziennikarz Artur Żak, lokalna społeczność od lat sama organizuje obchody polskich świąt narodowych. Jego zdaniem inicjatywa grupy polskich posłów może zostać odebrana przede wszystkim jako element wewnętrznej walki politycznej w Polsce.
Zgodnie z informacją podaną w rozmowie, pod inicjatywą podpisało się 21 posłów z PiS, Rozwoju Plus i obu Konfederacji. Chcą, by polski rząd podjął działania prowadzące do zorganizowania 11 listopada Marszu Niepodległości we Lwowie.
Artur Żak przyznaje, że początkowo odebrał ten pomysł jako polityczny happening. Zaznacza, że nie chce wypowiadać się w imieniu wszystkich Polaków mieszkających we Lwowie i na Ukrainie, ale podobne głosy słyszy w swoim otoczeniu.
– Polaków we Lwowie nikt nie musi wyręczać w organizacji świąt i obchodów świąt narodowych – podkreśla.
Polskie obchody we Lwowie odbywają się od lat
Żak przypomina, że współpraca polskich organizacji z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie przy organizacji uroczystości trwa od wielu lat. Przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę oraz pandemią jednym ze stałych elementów obchodów 11 listopada był przemarsz pod biało-czerwonymi flagami od pomnika Adama Mickiewicza do katedry, gdzie odprawiano mszę za ojczyznę.
Uroczystości odbywały się również na Cmentarzu Obrońców Lwowa i Cmentarzu Łyczakowskim, a także w teatrach, filharmonii i galeriach. Jak zaznacza dziennikarz, ubiegłoroczne obchody Święta Niepodległości trwały we Lwowie ponad tydzień i obejmowały m.in. koncerty, wystawy oraz wydarzenia sportowe.
– Ten polski Lwów nadal żyje. Oczywiście organizacje polskie potrzebują wsparcia. Tylko zastanawia mnie, czy interpelacja tego typu jest najlepszym wsparciem, szczególnie w warunkach wojny – mówi Artur Żak.
„Ta interpelacja wpisała się w rosyjską narrację”
Zdaniem rozmówcy Radia Kraków pomysł marszu jest już wykorzystywany w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Żak mówi, że w rosyjskim internecie, m.in. na kanałach w komunikatorze Telegram, inicjatywa pojawia się jako argument wspierający propagandową narrację, według której Polska miałaby dążyć do przejęcia zachodniej części Ukrainy.
– Ta interpelacja idealnie wpisała się w całą rosyjską narrację – ocenia.
Dziennikarz zastrzega przy tym, że nie przypisuje takich intencji autorom inicjatywy. Podkreśla jednak, że jego zdaniem przy tego rodzaju działaniach należy brać pod uwagę także sposób, w jaki mogą zostać wykorzystane przez rosyjską propagandę.
Jak mówi Żak, nie natrafił dotąd na oficjalną reakcję ukraińskich władz centralnych ani samorządowych na polską inicjatywę. Temat pojawił się jednak w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej. Według niego część radykalnych środowisk wykorzystuje go do podsycania historycznych sporów, ale stanowią one zdecydowaną mniejszość.
Polacy na Ukrainie potrzebują stałego wsparcia
Artur Żak zwraca uwagę, że znacznie większym problemem dla polskich organizacji działających na Ukrainie jest zapewnienie stałego finansowania. Ich możliwości pozyskiwania pieniędzy na miejscu są ograniczone, dlatego znaczna część działalności zależy od środków pochodzących z Polski.
Jego zdaniem wsparcie nie musi mieć jednak wyłącznie wymiaru finansowego. Zachęca również do bezpośredniego zaangażowania, na przykład pomocy w porządkowaniu polskich cmentarzy na Wołyniu, ziemi lwowskiej, stanisławowskiej czy Podolu.
– Można zadbać o pamięć przodków tutaj, na tej ziemi. Nie interpelacją, tylko bezpośrednią pracą u podstaw – podsumowuje Artur Żak.