Po spektakularnej katastrofie referendalnej Koalicja Obywatelska chce w Krakowie postawić na kandydata pozapartyjnego, bo z tym partyjnym niestety nie wyszło. Co zdecydowało o tym, że Prawo i Sprawiedliwość trwa jednak przy kandydacie z legitymacją partyjną? A wiemy, jak z tymi kandydatami w wyborach prezydenckich Prawa i Sprawiedliwości bywało od 2010 roku.
No tak, tutaj trwała dłuższa dyskusja, muszę to przyznać. Czy szukać kogoś wśród, powiedzmy, naszych zwolenników, w gronie osób znanych w swoich środowiskach naukowych czy artystycznych, czy postawić na twardą walkę polityczną i kandydata bardzo jasno zdeklarowanego politycznie. Ten drugi pogląd przeważył. Komitet Polityczny podjął taką decyzję i nasz wybitny, co tu dużo mówić, radny od trzech kadencji, Michał Drewnicki, Krakowianin, absolwent AGH, spełniający przynajmniej takie podstawowe warunki, a równocześnie bardzo sprawny w politycznych grach, bo przecież przez lata był rzecznikiem prasowym Prawa i Sprawiedliwości.
Oczywiście nikt nie kwestionuje pracowitości Michała Drewnickiego, obecnie wiceprzewodniczącego krakowskiej Rady Miasta. Ale w ostatnich 16 latach wybieraliśmy prezydenta Krakowa cztery razy. Dwa razy kandydat Prawa i Sprawiedliwości w ogóle nie wchodził do drugiej tury, natomiast gdy wchodził, jego elektorat wykraczał poza partię. Tak było w 2014 roku. To był Marek Lasota, ówczesny radny wojewódzki Platformy Obywatelskiej. Tę kandydaturę pan wymyślił. Tak było w 2018 roku. Małgorzata Wassermann nie miała legitymacji partyjnej, a jej wypowiedzi nie zawsze były zbieżne z linią partii. Wystarczy przypomnieć, jak chwaliła Miszalskiego i ganiła Gibałę. To dlaczego teraz miałoby się udać?
Ale była bardzo mocno kojarzona z Prawem i Sprawiedliwością. To trochę inna sytuacja niż z Markiem Lasotą. Była bardzo jasno zdefiniowana jako osoba związana z Prawem i Sprawiedliwością, choć nie była i nie jest członkiem partii. Natomiast wydaje się, że energia i pracowitość Michała Drewnickiego będą ważne na tej szali kampanii wyborczej i że to przyniesie efekt. Choć mamy świadomość, że w Krakowie zwycięstwo będzie bardzo trudne, tym bardziej że nie udało się zbudować jednolitego frontu prawicy, bo Konfederacja, jak zwykle, nie jest zainteresowana zwycięstwem, tylko grą.
Ale Bartosz Bocheński, kandydat Konfederacji, mówił tutaj w zeszłym tygodniu w Radiu Kraków, że w ogóle nikt z Prawa i Sprawiedliwości z Konfederacją nie rozmawiał. Natomiast podobno – będę czekał na potwierdzenie bądź zaprzeczenie – kandydatem Prawa i Sprawiedliwości o mało co nie został Rafał Komarewicz, który podobno sam się o to ubiegał. Rzeczywiście, panie pośle?
Była z jego strony taka sonda, można powiedzieć, ostrożna, ale nie braliśmy tego zbyt poważnie pod uwagę, bo jednak jest to ktoś związany z inną, już nawet nie tylko opcją, ale i formacją formalnie, bo przecież należał czy należy nadal do Trzeciej Drogi. Więc nie braliśmy tego zbyt poważnie pod uwagę.
Wracając do kandydata Prawa i Sprawiedliwości – Michał Drewnicki w swoim programie buduje taki trochę manichejski obraz Krakowa: elity u koryta, a z drugiej strony zwykli obywatele, których też kandydat Prawa i Sprawiedliwości zdążył już nazwać mieszkańcami drugiej kategorii. Pan się czuje, panie pośle, mieszkańcem drugiej kategorii?
Ja się nie czuję mieszkańcem drugiej kategorii, choć mieszkam w Podgórzu i nie tej części wokół Rynku Podgórskiego, tylko znacznie dalej. Więc można powiedzieć, że to są już trochę takie peryferie Krakowa. Ale rzeczywiście jest taka sytuacja w mieście i Miszalski ją, można powiedzieć, konserwował, że centrum miasta to jest co innego – to są turyści i miasto, które służy turystom, a wokół są mieszkańcy, którzy mogą czuć się jednak trochę na drugim planie polityki miasta. Myślę więc, że to bardzo dobry pomysł i dobry element kampanii. Tym bardziej że Michał Drewnicki sam pochodzi z Nowej Huty, jest związany z Nową Hutą. Nowa Huta zawsze była jakoś niedowartościowana wobec centrum miasta i to, myślę, też będzie działać na jego korzyść.
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości przywołuje też prezydentów Dietla i Lea, mówi o wielkiej wizji Krakowa, o takim krakowskim CPK. Jakiego CPK Kraków potrzebuje? Metro to za mało?
Z tym metrem to wie pan, jak to jest. Wszyscy powtarzają od wielu lat, że jest potrzebne i że są jakieś plany jego powstania. Tymczasem to wciąż jest bajka w Krakowie. Ale zawsze jest kwestia, jak pchnąć miasto do przodu. Co zrobić, żeby się rozwijało.
W Krakowie pojawił się od pewnego czasu istotny problem pewnego bezrobocia wśród młodych ludzi. Zwinęło się trochę firm, trochę firm zwolniło młodych ludzi - myślę o różnych informatycznych przedsięwzięciach. Absolwenci intensywnie szukają pracy, niekoniecznie mogą ją od razu znaleźć albo w ogóle nie mogą jej znaleźć. To jest problem miasta i myślę, że Michał Drewnicki należy do takich ludzi, którzy będą o tym myśleć i będą o tym pamiętać. To nie będzie człowiek, który ulegałby wiecznemu w Krakowie lobby deweloperów, którzy chcą zabudować każdy trawniczek i każdy kawałek miasta wolny jeszcze od bloków czy apartamentowców. Będzie walczył o zwykłych mieszkańców.
Na koniec tych rozważań przedwyborczych: jeśli potwierdzi się kandydatura Rafała Sonika, to jak taka kandydatura zmieni dynamikę tych wyborów?
Myślę, że niewiele zmieni. Naprzeciw Michała Drewnickiego stanie przedsiębiorca, biznesmen, który będzie dbał na pewno o biznes w Krakowie. Ten biznes, taki turystyczno-hotelarsko-deweloperski, jest często uciążliwy dla mieszkańców, więc to też jest pewna szansa dla nas, jeżeli rzeczywiście będzie kandydował ktoś związany z tym frontem twardego biznesu w Krakowie.
Pytanie do pana jako byłego szefa krakowskiego IPN-u. Sprawa Wołynia, UPA i oczywiście prezydenta Zełenskiego. Polska klasa polityczna jednogłośnie skrytykowała prezydenta Ukrainy za nadanie elitarnej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. Ale czy długofalowo Polska zyska, gdy rzeczywiście odbierze prezydentowi Ukrainy najwyższe odznaczenie – Order Orła Białego? Przecież Ukraińcy i tak nie zmienią swojego zdania o UPA.
Powiedziałbym tak: nikt nie zyska, ani Ukraina, ani Polska. Pogłębianie między nami sporu historycznego nikomu nie służy. Ukraińcy muszą to zrozumieć. Na Ukrainie panuje pewnego rodzaju panika wobec zgody na ekshumacje, dlatego że te ekshumacje ujawniają, co się tam naprawdę stało. To znaczy, że w tych grobach są głównie dzieci i kobiety, i to w dodatku często zamordowane w niezwykle okrutny sposób. Ukraińcy mają już świadomość, że odkrywanie tych grobów będzie ich niesłychanie obciążać, bo to ich historia. Ale z drugiej strony my nie ustąpimy, nie możemy ustąpić. To jest coś takiego, z czego Polska nigdy nie zrezygnuje – musimy się upomnieć o naszych współbraci, którzy zostali tam zamordowani. Jesteśmy więc w takim klinczu i trudno powiedzieć, jak on się ostatecznie rozwiąże.
Profesor Motyka mówi: „Na empatię innych nie możemy liczyć. Musimy zrobić to sami”. A gdyby na drodze dyplomatycznej doszło do takiego porozumienia: dobrze, bohaterowie UPA, ale w latach 1945–1955, kiedy walczyli z Sowietami. Przyjąłby pan takie rozwiązanie czy nie?
Trudno jest to przyjąć. Z jednej strony pamiętamy przecież, że były lokalne porozumienia zawierane między polską partyzantką a UPA, nawet wspólne akcje bojowe przeciwko Sowietom. Ale my nie możemy tego oddzielić. Tym bardziej że często byli to ci sami ludzie, którzy odpowiadają za zbrodnie na Wołyniu, a potem trwali w tej partyzantce czy konspiracji antysowieckiej już po zakończeniu wojny. Obciąża ich jednak ich przeszłość, więc to bardzo trudny problem. Ukraina musi w końcu przyjąć opinię, którą kiedyś wyraził prezydent Lech Kaczyński, że z Banderą Ukraina do Unii nie wejdzie. Muszą się z tym liczyć.
I tak już na koniec: Kapituła Orderu Orła Białego przedstawiła swoje rekomendacje prezydentowi. Pan wie, jakiego rodzaju są to rekomendacje?
Nie, nie znamy tego. Zostało to zachowane w tajemnicy. To będzie decyzja pana prezydenta, a to jest tylko opinia Kapituły Orderu Orła Białego.