date_range
Dzisiaj 14:11
(
Edytowany Dzisiaj 15:09 )
Nie byłoby zamków na Szlaku Orlich Gniazd, gdyby nie sól. Piastowska Polska nie mogłaby bronić swoich granic, gdyby nie sól. Nie powstałyby zamki, kościoły i klasztory. Królewski skarbiec świeciłby pustkami. I gdyby nie sól, nie byłoby też Bochni, więc "Małopolska na dwóch kółkach. Sezon 2" nigdy by tu nie przyjechała. Dziękujemy, Bochnio – za przeszłość i teraźniejszość.
Jeżeli miasto leży na soli (to oczywiście skrót myślowy, ala działa na wyobraźnię), od soli uciec się nie da. Nie udawaliśmy więc, że jej nie ma. Zanurzyliśmy się w sól, smakowaliśmy ją, pływaliśmy podziemną słoną rzeką, ale ścian w bocheńskiej kopalni nie lizaliśmy (podobno formalnego zakazu nie ma).
Najwięcej czasu spędziliśmy 200 metrów pod ziemią (kilkadziesiąt pięter w dół). Mieliśmy znakomitych przewodników, którzy potrafią opowiadać. A temperatura w bocheńskiej kopalni idealna jest podczas upałów (do 16 stopni Celsjusza), więc przybywajcie, kiedy na powierzchni jest piekło. Posłuchajcie Jana Witka, przewodnika po bocheńskiej kopalni (nas zachwycił):
- Udajemy się do szybu Sutoris. W tym miejscu rozpoczynamy naszą wycieczkę. To najstarszy szyb w bocheńskiej kopalni. Został wydrążony w 1253 roku, sama kopalnia powstała pięć lat wcześniej, w 1248 roku. W czasach króla Kazimierza kopalnie w Bochni i Wieliczce przynosiły ogromne dochody. Generowały około jednej trzeciej wszystkich wpływów do skarbu państwa – obok myt, ceł, podatków i innych danin płaconych przez poddanych. Kopalnia w Bochni była wówczas dzierżawiona przez Genueńczyków. Roczny czynsz, który płacili królowi Kazimierzowi, wynosił trzy i pół tony srebra. Gdyby spróbować przełożyć to na dzisiejsze realia, okazałoby się, że kilogram soli musiałby kosztować około 500 złotych.
Nie mieliśmy ropy naftowej, ale mieliśmy sól. Kazimierz Wielki dzięki dochodom z soli mógł inwestować - budował zamki, lokował miasta, wzmacniał granice. A co robił Władysław Jagiełło? Miał sól, więc utrzymywał armię zaciężną, która biła się z Krzyżakami. Tego wszystkiego dowiecie w Bochni, wystarczy tylko zjechać pod ziemię (spokojnie, wiedzą tu, jak radzić sobie z klaustrofobią w windzie). Jak będziecie mieć szczęście, waszym przewodnikiem będzie Jan Witek.
Dowiecie się, że konie pracujące pod ziemią były bardzo mądre i potrafiły liczyć do trzech (co za historia!). Jak to możliwe? Konie ciągnęły trzy wózki, ale czasem górnicy próbowali im dołożyć czwarty, tyle że konie nie dawały się oszukać, miały swoją metodę – cofały się i uderzały zadem w pierwszy wózek, ten wydawał dźwięk. Drugi wózek uderzał w trzeci i znowu dźwięk. Jak kombinował koń? Dwa dźwięki w porządku, trzy to już za dużo, nie jadę.
Posłuchaj opowieści Jana Witka.
Od motyli do czarownic
Kiedyś trzeba było jednak wrócić na powierzchnię, zostawić sól. I dobrze, że wyszliśmy – zajrzeliśmy do Muzeum Motyli Arthropoda, warto było. Małe muzea w małych miastach mają fascynującą historię. Bocheńskie muzeum powstało, bo pojawił się jeden człowiek z pasją, która potem stała się sensem wszystkiego. Tym człowiekiem był Jacek Kobiela (artysta plastyk, konserwator dzieł sztuki, z zamiłowania przyrodnik), a o zbiorach opowiadał nam jego syn, Filip („W domu motyle były wszędzie). Nie omijajcie tego muzeum, zajrzyjcie tu. To lekcja biologii, geografii, ale też botaniki.
Wprosiliśmy się też do Muzeum im. prof. Stanisława Fischera (był nauczycielem, społecznikiem i jednym ze „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata). Tu też mają cuda – 20 tysięcy eksponatów, w tym obrazy Malczewskiego, Fałata, Boznańskiej, Wyczółkowskiego. Będziecie zaskoczeni. I tu również spotkaliśmy kogoś, kto potrafi opowiadać lokalną historię, a jedna z nich jest... Jakby to ująć?
- Zachowały się źródła historyczne opisujące procesy o czary. W XVII wieku i w pierwszej ćwierci XVIII wieku w Bochni odbyło się ich około 30, a ponad 60 procent zakończyło się wyrokiem śmierci. Ówczesne prawo przewidywało dla domniemanych czarownic jedną karę – spalenie na stosie. Zdarzały się jednak wyjątki. W jednym z procesów oskarżone były matka i córka. Sędziowie uznali, że córka ponosi mniejszą winę, bo to matka miała ją nakłonić do czarów – opowiadała nam Anetta Martinez Ugalde, dyrektor i kustosz muzeum.
Posłuchaj opowieści o procesach czarownic.
Lody, po których chce się pić
I to nie koniec ten historii:
- Najczęściej kobiety oskarżano o „psucie krowom mleka”. Dziś brzmi to absurdalnie, ale wtedy krowa często utrzymywała całą rodzinę. Jej choroba mogła oznaczać głód. Co ciekawe, nie potrzebowano nawet świadków – wystarczył jeden oskarżyciel, żeby uruchomić machinę procesu. Zanim sprawa trafiła do sądu, podejrzane poddawano próbie wody. Wrzucano je do stawu i jeśli unosiły się na powierzchni, uznawano, że pomaga im diabeł, wtedy rozpoczynano proces. Jeśli tonęły, uznawano je za niewinne.
Jeżeli będziecie w Bochni, dopytajcie o szkielety, które znaleziono w podziemiach rynku. Więcej nie powiemy.
Między rozmowami spotykaliśmy też rowerzystów, którzy podpowiadali nam swoje ulubione trasy. Zajrzeliśmy do parku Uzbornia, żeby na chwilę odetchnąć – bo ile można mówić do mikrofonu? A potem były jeszcze lody. Jak smakowały? No zgadnijcie...
Bochnio, dziękujemy – za przeszłość i teraźniejszość.
Pod każdym materiałem na naszej stronie dostępny jest przycisk, dzięki któremu możecie Państwo wysyłać maile z
opiniami. Wszystkie będą skrupulatnie czytane i nie pozostaną bez reakcji.
Zapraszamy również do kontaktu z nami poprzez SMS - 4080, telefonicznie (12 200 33 33 – antena,12 630 60 00 –
recepcja), a także na nasz profil na
Facebooku oraz
Twitterze
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.