- Dlaczego decyzja Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu UPA wywołała oburzenie w Polsce?
- Czy spór historyczny może zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim i osłabić poparcie dla Ukrainy?
- Jak Polska powinna reagować, by bronić pamięci ofiar Wołynia, nie pomagając Rosji?
- Czy niepodległa Ukraina jest dla Polski zagrożeniem? Prof. Motyka odpowiada jednoznacznie.
- A
- A
- A
Prof. Motyka: Zełenski popełnił błąd. „Nie rozumiem, jak to ma pomóc Ukrainie wygrać wojnę”
Nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia bohaterów UPA wywołało burzę w Polsce. Prof. Grzegorz Motyka powiedział w Radiu Kraków, że decyzja Wołodymyra Zełenskiego nie była wymierzona w Polaków, ale stanowi przejaw lekceważenia polskiej wrażliwości historycznej. Historyk ostrzega też, że może ona osłabić poparcie Polaków dla walczącej Ukrainy.Ukraińskie MSZ przekonuje, że decyzja prezydenta Zełenskiego nie była wymierzona w Polaków. Dlaczego więc, pana zdaniem, zdecydowano się na taki krok?
Jestem skłonny wierzyć, że nie był to gest wymierzony w Polaków. Jednocześnie trudno nie uznać go za przejaw lekceważenia polskiej wrażliwości historycznej.
Na Ukrainie już w 2015 roku przyjęto ustawę uznającą członków OUN i UPA za uczestników walk niepodległościowych. Od tego czasu prowadzona jest konsekwentna polityka upamiętniania tych formacji. Kult UPA koncentruje się przede wszystkim na walce z Sowietami, która rzeczywiście była pełna poświęcenia i trwała do początku lat 50.
Nie da się jednak prowadzić takiej polityki bez przemilczania lub relatywizowania zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach. Częścią historii OUN i UPA była tzw. antypolska akcja, czyli plan depolonizacji Wołynia, Galicji Wschodniej i innych terenów uznawanych przez nacjonalistów ukraińskich za własne. W latach 1943–1945 zginęło w jej wyniku około 100 tysięcy Polaków. Trudno więc oczekiwać, że taka decyzja nie wywoła w Polsce oburzenia.
Czy z perspektywy Kijowa relacje międzynarodowe ulegają dziś redefinicji, a Polska traci na znaczeniu?
Nie sądzę. Raczej wynika to z przekonania, że w obecnej sytuacji geopolitycznej Polska jest skazana na bezwarunkowe wspieranie Ukrainy. Władze ukraińskie nie widzą więc potrzeby wykonywania gestów, które miałyby pozyskać polską opinię publiczną.
Ubolewam nad tym, bo reakcje w Polsce pokazują ogromną skalę oburzenia. Obawiam się, że przełoży się to również na poziom sympatii dla walczącej Ukrainy. Z tego punktu widzenia prezydent Zełenski popełnił błąd. Nie rozumiem, w jaki sposób ta decyzja miałaby pomóc Ukrainie wygrać wojnę z Rosją.
Prof. Żaryn stwierdził, że jeśli Ukraina wygra z Rosją, może stać się zagrożeniem dla Polski. Zgadza się pan z taką oceną?
Nie. Prof. Żaryn jest wielbicielem myśli Romana Dmowskiego, który negował wręcz istnienie narodu ukraińskiego i traktował go jako zagrożenie. Postulował podzielenie się przez Polskę z Rosją. Z całym szacunkiem dla pana profesora Żaryna,to pogląd ideologiczny, a nie realistyczna ocena sytuacji geopolitycznej.
Już przed II wojną światową Adolf Bocheński pisał, że wobec rosyjskiego zagrożenia nawet niechętna Polsce Ukraina jest korzystna dla polskich interesów, ponieważ osłabia Rosję. Rosja pozostanie zagrożeniem dla Ukrainy tak długo, jak długo będzie kierować się imperialnym myśleniem. Zdominowanie Ukrainy dawałoby jej większy potencjał do dalszej ekspansji.
Z tego punktu widzenia teza, że niepodległa Ukraina stanowi zagrożenie dla Polski, jest błędna.
Jak powinna wyglądać polska odpowiedź na decyzję Zełenskiego?
To trudna sytuacja dla wszystkich, którzy życzliwie patrzą na państwo ukraińskie. Trzeba jednocześnie nie szkodzić walce Ukrainy z rosyjską agresją i jasno powiedzieć, że taka decyzja jest dla Polaków obraźliwa.
Przede wszystkim powinniśmy sobie uświadomić, że tylko Polska i Polacy zadbają o pamięć ofiar zbrodni wołyńskiej. Nikt nie zrobi tego za nas. Powinniśmy konsekwentnie troszczyć się o miejsca pamięci, cmentarze, ekshumacje, a także o obecność tej tematyki w edukacji.
Uważam też, że tegoroczne obchody 11 lipca powinny mieć wyjątkowo uroczysty charakter i odbyć się na najwyższym szczeblu państwowym. Co ważne, powinny być ponadpolityczne. Przedstawiciele różnych obozów politycznych powinni stanąć razem i mówić jednym głosem.
Czy obecny spór może zagrozić prowadzonym ekshumacjom ofiar rzezi wołyńskiej?
Mam nadzieję, że nie. Eskalacja konfliktu wokół ekshumacji mogłaby zacząć wpływać na inne decyzje polityczne. Cieszyłaby się z tego wyłącznie Rosja.
Warto pamiętać, że Kreml od lat próbuje wykorzystywać temat Wołynia do podsycania napięć między Polską a Ukrainą. W 2023 roku sam Władimir Putin podczas wystąpienia w Petersburgu mówił o zbrodni wołyńskiej, jednocześnie ostrzegając Ukrainę przed rzekomym zagrożeniem ze strony Polski.
Mam nadzieję, że mimo różnic w ocenie historii Polacy i Ukraińcy nie dadzą się sprowokować do konfliktu, na którym skorzystałaby wyłącznie trzecia strona.
Czy na Ukrainie dostrzega pan narastanie nastrojów ksenofobicznych wobec Polski?
Nie widzę zasadniczej zmiany. Politycy PiS sugerują dziś, że sytuacja się zmieniła, ale trudno się z tym zgodzić. Przypomnę, że zakaz ekshumacji obowiązywał właśnie w czasie rządów PiS, a został zniesiony dopiero później. Co więcej, prezydent Andrzej Duda jest jedynym prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, który podpisał się z prezydentem Zełeńskim pod wypowiedzią, z której wynikało ni mniej, ni więcej, że Polacy i Ukraińcy na Wołyniu cierpieli tak samo. Ten tweet co prawda bardzo szybko prezydent Duda uzupełnił, dodając, że mu chodziło o Polaków, no ale był to po prostu fatalny błąd, z którego prezydent Duda się nigdy nie wytłumaczył, pokazując, do jakiego stopnia nie rozumie spraw historycznych.
Moim zdaniem nie mamy do czynienia z radykalną zmianą postaw na Ukrainie. Ukraińcy mogą być natomiast zaskoczeni skalą polskiej reakcji i nie rozumieć, że w Polsce wyczerpuje się społeczna cierpliwość wobec decyzji, które są odbierane jako godzące w pamięć ofiar zbrodni wołyńskiej i działań OUN-UPA.
Gościem Radia Kraków był prof.Grzegorz Motyka, historyk i politolog z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk
Komentarze (0)
Najnowsze
-
14:07
Mała Boska Komedia 2026. Teatr, który rozwija wyobraźnię i łączy pokolenia
-
13:58
"Przecież i tak wypadną". Mleczaki mają ogromne znaczenie
-
13:44
Koniec głośnego procesu. Członkowie Psycho Fans usłyszeli wyroki
-
13:36
Prof. Motyka: Zełenski popełnił błąd. „Nie rozumiem, jak to ma pomóc Ukrainie wygrać wojnę”
-
13:14
Żupa, żupan, żupani
-
13:05
Miały być zapleczem turystycznym dla basenu i obserwatorium. Przyniosły... kosmiczne straty
-
12:29
Paul McCartney „The Boys of Dungeon Lane”
-
11:30
Wakacyjny bilet za 20 zł dla uczniów. Oferta obejmie trzy gminy
-
11:09
Ukryte piękno świata owadów na corocznym wydarzeniu Uniwersytetu Rolniczego
-
10:44
Jeżozwierz spacerował po Krzywaczce. Zwierzę uciekło właścicielowi
-
10:43
Tatry znów zachwycają kolorami. Tym razem króluje czerwień
-
10:37
Wianki w Krakowie: między ogniem a wodą
-
10:04
Ciężki dzień na małopolskich drogach. Potrącenie dziecka w powiecie tarnowskim
-
09:40
Od środy obowiązek używania kasków przez młodych rowerzystów i kierujących e-hulajnogami
-
09:16
Trzebinia sama zasili swoje autobusy. Powstała „energetyczna wyspa”
-
09:02
"Lądowanie na Marsie" - interaktywna wystawa w Alvernia Planet.
-
08:52
Jak nie dać się oszukać? Debata Radia Kraków o fake newsach, botach i deepfake'ach
-
08:06
Kolejna kolizja dzika z samochodem na autostradzie A4. Kierowcy nic się nie stało, dzik zginął
-
07:59
Tarnów uszczelnia strefę płatnego parkowania i rozszerza ją o kolejne ulice