Czy po wyborze Moniki Piątkowskiej na kandydatkę Koalicji Obywatelskiej w wyborach prezydenckich w Krakowie dostrzega pan w strukturach Koalicji Obywatelskiej mobilizację? Te znane są z tego, że w wypadku kandydatów z teczki, umiarkowanie albo oszczędnie angażowały się w kampanię.
- Kampania uzupełniająca do Senatu pokazała, że Monika Piątkowska ma zaufanie struktur. Nie widzę problemu, żeby teraz ta energia została ponownie uruchomiona, żeby Monika Piątkowska została prezydentem Krakowa.
"Mamy bardzo dobrą kandydatkę"
Te struktury pan widzi? One są rozwiązane w Małopolsce.
- Struktury są rozwiązane na poziomie zarządu regionu. Zarząd powiatu krakowskiego działa, on będzie za to odpowiadał. Koła też działają. Nie widzę problemu, żeby się zmobilizować.
Wierzy pan w tę mobilizację? Głównie przy okazji parlamentarnych wyborów była ona umiarkowana.
- Wierzę w mobilizację. Bardzo nam zależy, żeby nadal miastem rządził reprezentant KO.
Myśli pan, że kandydatce pomoże to, że została przedstawiona w ogrodach KPRM-u? Była reklamowana profilem KPRM.
- Decyzję trzeba było podjąć. Była giełda nazwisk, trzeba to było uciąć. Pani senator miała posiedzenie Senatu. Premier Tusk i premier Kosiniak byli w Warszawie. Ważne, że została ogłoszona. Ma poparcie KO i PSL. Oby w II turze pozostali koalicjanci wsparli naszą kandydatkę. Jestem przekonany, że Monika Piątkowska będzie w II turze.
Mimo tego, że została zaprezentowana przy okazji innej ważniejszej konferencji?
- To nie powinno mieć znaczenia. Mamy bardzo dobrą kandydatkę. Walczymy o wygraną w Krakowie.
Kiedy te wybory miałyby się odbyć? Miał być sierpień, premier mówił o wrześniu. Słyszymy, że wszystko z uwagi na protesty może się przesunąć nawet o dwa miesiące. Nie mówiąc już o tym, co się stanie, jeśli protesty zostaną uznane za zasadne.
- Zakładamy, że wybory się odbędą, ale protest mocno udokumentowany, może zaburzyć terminarz. Musi być rozeznanie, jaki wpływ miały wielkie zasięgi i reklamy kontrkandydatów, którzy to sfinansowali, i organizatorów referendum. To było działanie w ramach ciszy wyborczej. Sąd może uznać, że te działania miały wpływ na wynik. Różnica to około 3%. Jeżeli sąd uzna, że te działania – o tak dużym zasięgu – miały duży wpływ na wynik głosowania, referendum może zostać uznane za nieważne. Wtedy Aleksander Miszalski wróci do urzędu.
"Referendum uważam za nieporozumienie"
Nie jest to robienie jednak z wyborców idiotów? Miał być sierpień, potem wrzesień, potem nie wiadomo kiedy, być może w ogóle?
- Wszystko zależy od postępowania z protestem. Jak sąd będzie chciał się głęboko nad tym pochylić, powinna być analiza fachowców. Kwestia działania w mediach społecznościowych to wąska specjalizacja. Może sąd poprosi fachowców, żeby to zanalizowali. Może będą dodatkowe analizy? Nie wiemy, ale należy się przygotowywać do wyborów. Ta decyzja jest niewiadomą. Musimy robić swoje.
To być może też robienie idiotów z kandydatów? Oni już robią konferencje przed wyborami, które nie wiadomo kiedy się odbędą.
- Referendum uważam za nieporozumienie. Działania prezydenta Miszalskiego nie wywoływały tak silnego sprzeciwu społecznego, by uzasadniać referendum. Z wielu swoich propozycji się wycofał i trzeba było to zauważyć. Faktem jest jednak, że nastąpiła kumulacja kilku niezbyt popularnych decyzji. Wykorzystano ten moment do ataku na prezydenta. Wydaje się, że obecna sytuacja jest efektem przekonania, że w tym zamieszaniu można było osiągnąć określony cel polityczny.
Być może to, co dzieje się teraz w Krakowie, ma być w zamyśle przestrogą dla innych gorących głów, które myślą o inicjatywie referendalnej? Patrzcie, referendum było w Krakowie, kosztowało sporo pieniędzy i nie wiadomo co dalej, kiedy te wybory tak naprawdę.
- Trzeba się pochylić nad kodeksem wyborczym. Komitet referendalny powinien przedstawić sprawozdanie finansowe, trzeba przeanalizować zaangażowane w to środki. Kampania kosztowała 7-9 milionów. Komitet przedstawił fakturę na jaką kwotę? Może się okazać, że finansowanie kampanii było nielegalne. Jakie trzeba wprowadzić rozwiązania ustawowe, żeby nie dochodziło do patologii w kwestii finansowania referendum? Ktoś kupuje władzę w Krakowie. Do tego nie można dopuścić.
"Prezydent nie może działać na szkodę obywateli"
Prezydent Karol Nawrocki po raz trzeci zawetował ustawę o kryptowalutach. W odpowiedzi minister Domański zapowiedział czwarty projekt. Czy to będzie ten sam projekt ewentualnie z kosmetycznymi zmianami? Tak się będziemy bawić?
- To śmieszne. Prezydent mówi, że przedstawił rozwiązania oparte o projekt rządowy. Została uwzględniona jedna poprawka, to za mało.
Pamięta pan ile poprawek zaproponował?
- 16. Jedna została uwzględniona. Komu pan prezydent chce robić na złość? Chyba premierowi Tuskowi, a to przecież robienie na złość społeczeństwu. Przy trzecim wecie prezydent wiedział wszystko o patologii tego rynku. Wiele osób straciło pieniądze. Rynki kapitałowe nagminnie wycofują kapitał z rynku kryptowalut. To ostrzeżenie. Ta ustawa zabezpiecza interes Polaków. Prezydent nie może działać na szkodę obywateli.
Sam pan powiedział, że propozycje prezydenta były oparte o propozycje rządowe. Było 16 poprawek. Tak trudno się porozumieć? Wypracować jakąś wersję koncyliacyjną?
- Pan prezydent od dłuższego czasu próbuje zmienić ustrój w Polsce na prezydencki. To pokazuje, że chce mieć wpływ na wszystkie decyzje. Mam nadzieję, że prezydent nie zostanie zapamiętany jako ten, który najwięcej wetował. Jego aktywność to gala sportów walki w Białym Domu. Czemu Polska ma finansować wyjazd prezydenta na prywatną imprezę Donalda Trumpa?
Większość jednak tych ustaw podpisał wczoraj...
- Siedem ustaw podpisał. Ważne, że jest ustawa o językach regionalnych. Ona poprzednio nie została podpisana. Faktycznie w tych ustawach jest sporo dobrych ustaw. To, że bije rekordy… Za chwilę zawetuje więcej niż wszyscy poprzedni prezydenci razem.
"Lekarze powinni dobrze zarabiać, ale..."
Wśród tych wet jest weto w sprawie lekarzy spoza Unii Europejskiej, którzy nie będą mieli już wydłużonego czasu na udokumentowanie certyfikatem znajomości języka polskiego. W konsekwencji wpłynie to na możliwość wykonywania zawodu. Polska może stracić ponad trzy tysiące lekarzy, ale na przykład Naczelna Izba Lekarska na czele z Łukaszem Jankowskim chwali decyzję prezydenta.
- Chwali. To zabezpieczenie interesów tej grupy lekarzy, którzy się boją konkurencji. Przy większej dostępności do specjalistów, pensje mogą być niższe. Teraz słyszymy, że jeden lekarz żąda 1200 zł za jeden dyżur na SOR. Jaki jest powód? Brak lekarzy.
Państwo krytykowali pomysł Przemysława Czarnka tworzenia kierunków lekarskich w byłych szkołach zawodowych.
- One nie były do tego przygotowane.
Teraz jest pozwolenie. Nowy Sącz, Nowy Targ...
- Wynika to z ogromnych braków kadrowych w ochronie zdrowia. Wcześniejsze wstrzymanie wydawania zgód było jednak zasadne, bo mogło zmobilizować te uczelnie do odpowiedniego przygotowania się do kształcenia lekarzy. Taki sygnał, że bez spełnienia określonych wymogów nie otrzymają zgody na prowadzenie kierunku, był potrzebny. Lekarze powinni dobrze zarabiać, ale równie ważne jest zapewnienie dostępu do ochrony zdrowia wszystkim potrzebującym.