Aleksander Miszalski: Nie zamierzam wycofywać się z życia publicznego
Radio Kraków: Czy doszedł pan już do siebie po tej katastrofie referendalnej?
Aleksander Miszalski: W poniedziałek już doszedłem do siebie.
Tak szybko?
Przecież już wtedy nagrywałem filmik, a we wtorek była konferencja. Oczywiście, że sypiam dobrze. Jestem trochę przeziębiony, co jest konsekwencją bardzo dużego wysiłku w ostatnich miesiącach. Psychicznie jestem jednak twardym człowiekiem. Można mnie pokonać, ale nie da się mnie zabić.
Co dalej z Koalicją Obywatelską?
Po ogłoszeniu wyników referendum trudno było porozmawiać z radnymi klubu prezydenckiego czy przedstawicielami Koalicji Obywatelskiej. Czy KO w Krakowie i Małopolsce czeka teraz trzęsienie ziemi?
Trzęsienie ziemi czeka przede wszystkim Kraków, bo będziemy wybierać nowego prezydenta. To oznacza zmianę struktur zarządzania miastem. Mamy komisarza, nie ma już dotychczasowych wiceprezydentów, pojawią się nowe osoby. To jest rzeczywista zmiana dla miasta.
Pojawiają się informacje, że może pana zastąpić na stanowisku szefa małopolskiej KO poseł Marek Sowa.
Takie decyzje podejmuje premier. Widziałem różne publikacje – jedne zapowiadają zmiany, inne twierdzą, że ich nie będzie. Najważniejsze są wybory. Nie zamierzam komentować plotek.
A jest już wniosek o odwołanie szefa krakowskich struktur KO, Szczęsnego Filipiaka?
Nie ma takiego wniosku. Oczywiście w strukturach jest poruszenie, bo przegraliśmy coś ważnego i musimy wyciągnąć z tego wnioski. Teraz jednak najważniejsze są wybory, które odbędą się za trzy miesiące. To nie jest moment na wewnętrzne rozliczenia czy wybory w partii.
Czy Aleksander Miszalski będzie pomagał w kampanii?
Zadeklarował pan wsparcie dla przyszłego kandydata Koalicji Obywatelskiej. Czy nie słyszy pan głosów, że jako odwołany prezydent może być obciążeniem dla kampanii?
Zostałem odwołany przez około trzydzieści procent Krakowian i Krakowianek. Kiedy porównamy mapę referendum z mapą poparcia dla Karola Nawrockiego w drugiej turze wyborów prezydenckich, podobieństwa są bardzo duże. Nie twierdzę, że nikt z moich wyborców nie był zawiedziony, ale zmobilizował się przede wszystkim elektorat prawicowy – Konfederacji, PiS-u, częściowo może i partii Razem. Dla tego środowiska nigdy nie będę wiarygodny.
Nie sądzę więc, żebym był obciążeniem. Nie mam nic na sumieniu. Popełniłem błędy, za które przepraszałem i które starałem się korygować, ale nie mam powodów do wstydu. Nie zamierzam też odgrywać pierwszoplanowej roli. Nie pcham się na afisze, nie będę grał pierwszych skrzypiec, nie będę szefem sztabu. Mówię jedynie, że pomogę w takiej formule, jaka będzie potrzebna – choćby doradczej.
Nie słyszał pan próśb, żeby nie afiszował się pan w tej kampanii?
Nie mamy jeszcze nawet kandydata, więc trudno mówić o takich rozmowach.
Kto kandydatem na prezydenta Krakowa?
Kto byłby najlepszym kandydatem Koalicji Obywatelskiej?
Jest wiele osób, które mogłyby wystartować i byłyby bardzo dobrymi kandydatami.
Pojawiają się nazwiska Bartłomieja Sienkiewicza, Bogdana Klicha – którzy podobno odmówili – czy Pawła Kowala.
Ja mam znacznie dłuższą listę. Nie wszystkie nazwiska są związane z polityką partyjną.
Lepszy byłby kandydat partyjny czy spoza partii?
Aleksander Miszalski: Każde rozwiązanie ma swoje zalety i wady. Dużo zależy od konkretnej osoby i jej profilu. Trudno wskazać jedno uniwersalne rozwiązanie. Na pewno premier Donald Tusk podejmie decyzję i jak podejmie, to będziecie państwo wiedzieć.
A Jerzy Hausner?
Tego nazwiska akurat nie słyszałem w naszych rozmowach. Być może pojawia się w debacie publicznej, ale nie w naszych rozważaniach.
A nazwiska profesorów lub rektorów?
Pojawiają się różne osoby, ale nie będę ich wymieniał. To decyzja premiera i nie ma sensu prowadzić spekulacji.
„Ta porażka uczy pokory”
Czy chce pan pozostać w życiu politycznym?
To moja pasja. Kocham Kraków. Zawsze zajmowałem się tym z przekonania, a nie dla pieniędzy. Uważam, że nie zrobiłem niczego karygodnego. Popełniłem błędy polityczne, nie wyczułem pewnych nastrojów społecznych.
Mam też poczucie, że przegrałem z machiną narracji, a nie racji – z gazetkami, które przez wiele miesięcy trafiały do skrzynek mieszkańców, z aktywnością w mediach społecznościowych i z mobilizacją elektoratu prawicowego. Oczywiście moje błędy również miały znaczenie.
Ta porażka uczy pokory i szacunku. Przyjmuję werdykt mieszkańców z pełnym szacunkiem. Jednocześnie takie doświadczenie wzmacnia charakter. Dziś jestem mocniejszy psychicznie niż kiedykolwiek wcześniej. Potrafię przyznać się do błędów, ale jestem też przekonany do wielu decyzji, które podejmowaliśmy.
Nie planuję wycofywać się z życia publicznego. Czuję odpowiedzialność za Kraków i chcę pomóc w zwycięstwie kandydata lub kandydatki Koalicji Obywatelskiej. Chciałbym, aby przy zachowaniu koniecznych korekt kontynuowano to, co udało się zrobić dobrze.
Jeżeli jednak wygra ktoś, kto uzna, że wszystko było złe i należy wszystko odrzucić, a mamy przynajmniej jednego takiego kandydata, to przy obecnym układzie sił w Radzie Miasta może to oznaczać wieloletni zastój.
Jacek Majchrowski mówił o nawet pięcioletnim zastoju.
Ja uważam, że przez ostatnie dwa i pół roku nie było żadnego zastoju. Wystarczy spojrzeć na fakty, liczby, procedury, realizowane inwestycje, budżet czy zmniejszający się deficyt operacyjny miasta. Wszystko to zostało podsumowane na stronie „W dobrym kierunku Kraków”.
Referendum przerwało procesy, które zdążyły się już rozpędzić. W magistracie powstały nowe struktury, nowe zespoły i nowe sposoby działania. Codziennie prowadziliśmy „Ławkę Dialogu”, codziennie trafiały do nas dziesiątki spraw zgłaszanych przez mieszkańców, a wiele z nich już następnego dnia było kierowanych do realizacji. Dlatego nie zgadzam się z oceną, że ostatnie lata były okresem zastoju.
To może Stanisław Kracik powinien zostać prezydentem Krakowa?
Nie wiem, czy prezydent Stanisław Kracik byłby zainteresowany kandydowaniem. Uważam jednak, że nowy prezydent powinien poprawić to, co nam nie wyszło, skorygować błędne decyzje, ale jednocześnie kontynuować działania, które rozpoczęliśmy. Tym bardziej że w Radzie Miasta utrzymała się większość i bardzo się cieszę, że udało się ją zachować.
Spór o tor motocyklowy
Stanisław Kracik rozczarował pana decyzją dotyczącą toru motocyklowego?
Nie. Podejmuje decyzje zgodnie ze swoją oceną sytuacji. Ja uważałem, że skoro mieszkańcy wybrali ten projekt w budżecie obywatelskim, powinien zostać zrealizowany. Zmieniły się jednak okoliczności. Pojawiły się wysokie koszty inwestycji, rozbudowała się okoliczna zabudowa mieszkaniowa.
Prezydent Kracik uprzedzał mnie, że zapyta o zdanie radnych. Jeśli radni powiedzą „nie”, odstąpi od realizacji projektu. Być może trzeba będzie znaleźć nową formułę dla tego przedsięwzięcia lub inną lokalizację. Nie mam do niego pretensji.
Obawy przed brutalną kampanią
Jakiej kampanii wyborczej spodziewa się pan teraz?
Przygotowuję się na najgorsze. Nasi przeciwnicy pokazali już, do czego są zdolni. Mam na myśli gazetki, manipulacje, granie emocjami czy wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia fałszywych materiałów.
Powstawały filmy, które były całkowicie zmyślone, dotyczące radnych, różnych osób publicznych, na przykład to jak potraktowano Alicję Szczepańską – to było ohydne. Dotyczyło to także mnie. Wielu ludzi nie potrafi odróżnić takich materiałów od rzeczywistości.
Obawiam się, że tego typu działania będą się nasilać. Dlatego potrzebny będzie odważny kandydat, który wytrzyma presję i będzie gotowy na bardzo trudną kampanię przez najbliższe trzy miesiące. Jestem jednak przekonany, że taka osoba się znajdzie.
Wie pan już, kiedy poznamy nazwisko kandydata?
Gdy tylko zostanie wybrane, na pewno zostanie ogłoszone.