Premier Tusk zapowiada trzecie podejście do ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. Czy to będzie dokładnie ten sam projekt, który dwukrotnie zawetował prezydent Nawrocki? Czy jednak coś zmienicie?
- Zobaczymy. Na pewno te zmiany będą niewielkie, ponieważ sama ustawa, z punktu widzenia regulacji rynku kryptoaktywów, nie była szczególnie krytykowana. Zarzuty, które pojawiły się nawet w wecie pana prezydenta, odnosiły się do blokady kont, do roli KNF-u, czyli Komisji Nadzoru Finansowego, do potencjalnie nadmiernej ingerencji nadzoru i procesów informowania inwestorów o problemach firm.
Nikt nie może mieć jednak wątpliwości, że ta zbieżność nie była przypadkowa. ZondaCrypto była głównym graczem na polskim rynku i właśnie tam inwestowało najwięcej polskich klientów zainteresowanych kryptowalutami. Można więc powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z działaniem na rzecz jednego podmiotu. O tym ostrzegaliśmy. Jeśli jeszcze przy pierwszej ustawie nie wybrzmiało to bardzo mocno, to przy drugiej te argumenty były już bardzo jednoznaczne. Dlatego ten upór pana prezydenta jest absolutnie niezrozumiały.
"Racja jest po stronie rządu"
Zadaję sobie pytanie, co jest tu priorytetem: uregulowanie rynku kryptoaktywów czy – przepraszam za sformułowanie – grillowanie i zastawianie pułapki na prezydenta Nawrockiego? Bo podpisze – źle, nie podpisze – jeszcze gorzej.
- Przy pierwszej ustawie posłowie PiS kwestionowali w ogóle rolę KNF-u jako instytucji, która miałaby nadzorować rynek kryptoaktywów. Postulowali powołanie zupełnie nowego podmiotu do pełnienia tej funkcji. Na to się nie zgadzaliśmy. Tymczasem w samym wecie pojawił się argument, że KNF jest instytucją w pełni przygotowaną do sprawowania takiego nadzoru.
Przypomnę, że prezes KNF został powołany na sześcioletnią kadencję jeszcze w listopadzie 2023 roku, w czasie krótkich rządów Mateusza Morawieckiego po przegranych wyborach. Nikt nie może nam więc zarzucić, że przekazujemy nadzór instytucji związanej z koalicją 15 października. To urząd publiczny, którego kierownictwo zostało obsadzone przez naszych poprzedników i nikt go nie zmieniał.
Rozwój wydarzeń antycypuje wicemarszałek Hołownia. Mówi: „Ten sam cyrk już był. Prezydent broni oszustów”.
- Nie sądzę, żeby marszałek Hołownia był specjalistą od rynku kryptoaktywów. Tą ustawą zajmowali się raczej inni politycy Polski 2050. Podczas debaty parlamentarnej nie widziałem zasadniczych różnic między politykami Polski 2050 a resztą koalicji 15 października. Te poprawki były naprawdę kosmetyczne. Patrząc na wydarzenia ostatnich miesięcy, trzeba uczciwie powiedzieć, że racja jest po stronie rządu: nadzór powinien być rygorystyczny, a opłaty konieczne.
Czy naprawdę uważa pan, że opłata 500 euro za możliwość zarządzania pieniędzmi inwestorów jest wygórowana? To około dwóch tysięcy złotych. Jeśli kogoś nie stać na taką opłatę, a chce zarządzać tysiącami czy dziesiątkami tysięcy złotych klientów, to trudno uznać taki podmiot za wiarygodny.
Zbigniew Ziobro pisze do premiera Tuska
Czytał pan ostatni wpis Zbigniewa Ziobry? Pisał do premiera: „Masz pod sobą służby specjalne, aparat skarbowy, instytucje kontroli finansowej, KNF, prokuraturę, władzę, narzędzia, ludzi. Sam przyznajesz, że miałeś wiedzę o przestępczej działalności firmy od kryptowalut i nie zrobiłeś nic”.
- Czytając ten wpis Zbigniewa Ziobry – a właściwie Zbigniewa „Zero” – zastanawiam się, czy to już kolejna transza pieniędzy wpłynęła na konto jego fundacji. Jesienią ubiegłego roku otrzymała ona 400 tysięcy złotych. Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny odegrał w aferze ZondaCrypto bardzo istotną rolę. To jego prokuratura nie doprowadziła do wyjaśnienia sprawy zaginięcia, a być może nawet zabójstwa, pierwszego właściciela BitBay – poprzedniczki prawnej ZondaCrypto. Pełnomocnikiem tej firmy był wtedy Przemysław Kral, który dziś przebywa prawdopodobnie w Izraelu.
To za czasów Ziobry doszło również do sytuacji, w której środki na funkcjonowanie tej platformy płynęły ze środowisk powiązanych z rosyjską mafią. To są fakty, o których dziś wszyscy wiemy. Wiedział o nich również prezydent. Dlatego wpisy Zbigniewa Ziobry są tak interesujące, bo ten człowiek ma w tej sprawie ogromną wiedzę. Być może sam pomagał tuszować pewne kwestie albo przynajmniej doprowadził do tego, że nie zostały wyjaśnione.
A pan kiedy dowiedział się, że ZondaCrypto to prawdopodobnie „geszeft”?
- W przestrzeni publicznej różne sygnały pojawiały się wcześniej. Prowadziłem w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej prace nad pierwszą i drugą ustawą dotyczącą rynku kryptoaktywów. Występowałem także przy okazji wet prezydenta. Patrzyłem na ten rynek przede wszystkim z punktu widzenia bezpieczeństwa inwestorów i funkcjonujących na nim podmiotów. Traktowałem go podobnie jak sektor bankowy, który również wymaga odpowiednich regulacji.
Ale ile to było miesięcy temu?
- To była jesień ubiegłego roku. Prace nad ustawą trwały od czerwca. We wrześniu ustawa została przyjęta przez Sejm. Natomiast transfery od Przemysława Krala do środowisk prawicowych popłynęły w październiku i listopadzie, a więc już po uchwaleniu ustawy przez Sejm, ale jeszcze przed wetem i głosowaniem nad poprawkami Senatu. Poufne informacje otrzymałem natomiast 5 grudnia podczas niejawnego posiedzenia Sejmu.
"Prezydent uważa, że jego mandat jest ważniejszy od innych"
Na koniec tego wątku: nie lepiej było mimo wszystko skonsultować się z kancelarią prezydenta w sprawie ostatecznego kształtu ustawy? Przedstawiciele kancelarii mówili przecież, że pracują nad własną propozycją regulacji.
- Nie pojawiła się ani jedna poprawka ani żaden projekt ustawy. Minister Bogucki deklarował jeszcze w grudniu ubiegłego roku, że taki projekt trafi do Sejmu w ciągu trzech tygodni. Nic takiego się nie wydarzyło. Uważam, że środowisko pana prezydenta również jest powiązane z ZondaCrypto. Te powiązania mogą być liczone w setkach tysięcy złotych i dlatego działano na korzyść tej firmy.
Czy mamy dziś coś, co można nazwać momentem konstytucyjnym? Spór o ambasadorów pokazuje przecież pewne dysfunkcje obecnego modelu władzy.
- Dochodzą do tego zablokowane nominacje generalskie i wiele innych spraw. Ale ja nie powiedziałbym, że mamy problem konstytucyjny wymagający zmiany ustawy zasadniczej. Mamy problem z prezydentem, który nie respektuje obecnych zapisów konstytucji i próbuje zawłaszczać przestrzeń, która konstytucyjnie do niego nie należy. To działania nieuprawnione. Widzimy to także przy blokowaniu nominacji generalskich. Kolejne przykłady pokazują, że prezydent próbuje rozszerzać swoje kompetencje.
Ale obecna konstytucja powstawała w czasie, kiedy Polska nie była jeszcze członkiem NATO ani Unii Europejskiej.
- To prawda. Ale fundament tej konstytucji pozostaje aktualny: organy państwa mają ze sobą współpracować, niezależnie od reprezentowanych środowisk politycznych. Tymczasem prezydent nie chce tego zaakceptować. Uważa, że jego mandat jest ważniejszy od innych. A to nieprawda.
W Polsce mamy system bardziej kanclerski, rządowy. To rząd sprawuje władzę, a prezydent reprezentuje państwo na zewnątrz. Panu prezydentowi najwyraźniej się to nie podoba i chciałby skoncentrować pełnię władzy w swoich rękach. Na to nie może być zgody, bo byłoby to po prostu niebezpieczne. Przykłady ze świata – choćby ze Stanów Zjednoczonych – pokazują, do czego może prowadzić nadmierna koncentracja władzy. Oczywiście są też inne modele, jak choćby francuski, bardziej mieszany, ale wszędzie musi istnieć kontrola parlamentarna.
Dziwna decyzja Jacka Majchrowskiego
Jest pan rozczarowany tym, że do Rady Nowej Konstytucji przystąpił były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski?
- Z jednej strony słyszeliśmy, że wyraził zgodę na udział w tej radzie, z drugiej – że nie odebrał aktu powołania. To pytania do prezydenta Majchrowskiego. Faktycznie jestem zdziwiony i nie rozumiem tej decyzji, bo przecież sam Majchrowski dość jednoznacznie oceniał prezydenturę Karola Nawrockiego i wskazywał, że ma on problemy z przestrzeganiem obecnej konstytucji. Dlatego ta decyzja wydaje się dość dziwna.
Ale mówi też, że jeśli ma być „listkiem figowym”, to zrezygnuje.
-Dlatego zauważyłem, że nie odebrał jeszcze aktu powołania.
W zeszłym tygodniu ponownie protestowali przeciwnicy budowy S7 Kraków–Myślenice. Mimo braku nowych szczegółów inwestycji. Ministerstwo Infrastruktury i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad powinny zrobić krok wstecz?
- Ministerstwo już zrobiło krok wstecz. Wycofanie się z sześciu wariantów przedstawionych w listopadzie ubiegłego roku i niezawężanie przebiegu trasy do tych propozycji jest właśnie takim krokiem. Nowych wariantów jeszcze nie znamy. Trzeba spokojnie na nie poczekać. Jedno jest pewne: budowa tej drogi będzie bardzo trudna, choć nikt nie kwestionuje jej konieczności.
Rektor Politechniki Krakowskiej Andrzej Szarata zwracał uwagę, że nie bierzemy pod uwagę choćby demografii.
- Rektor kwestionuje przede wszystkim przebieg trasy. Każdy, kto jeździ tą drogą, doskonale wie, że jest ona bardzo zatłoczona. A po wybudowaniu drogi ekspresowej S52 Bielsko-Biała – Głogoczów ruch będzie jeszcze większy i obecny układ stanie się po prostu niewydolny. Trzeba więc znaleźć rozwiązanie: albo poprzez rozbudowę dróg alternatywnych, albo wyznaczenie odpowiedniego korytarza dla nowej trasy. Nie mnie to oceniać. Jest powołany zespół ekspertów i – podobnie jak większość mieszkańców południa Krakowa oraz tej części Małopolski – czekam na kolejne propozycje.