W 2024 roku Mateusz Borowiec niespodziewanie wygrał wybory na burmistrza Radłowa. Miał wtedy 27 lat i brak doświadczenia samorządowego. Część mieszkańców oraz radnych zarzucała mu brak przygotowania do pełnienia funkcji i niewystarczającą skuteczność w działaniu.
Mimo tych zarzutów referendum w sprawie odwołania burmistrza zakończyło się niepowodzeniem z powodu zbyt niskiej frekwencji. Teraz sytuacja polityczna w Radłowie ponownie się zmieniła. Po śmierci jednego z radnych i wyborach uzupełniających zwolennicy burmistrza zdobyli większość w Radzie Miejskiej — mają osiem mandatów w 15-osobowej radzie.
"Chcemy pokazać inny ton debaty publicznej"
Ze stanowiska przewodniczącego rady zrezygnował Marcin Małek. Jak przyznaje, była to decyzja wyprzedzająca działania nowej większości:
Czy jesteśmy przegranymi? Myślę, że nie. Do tej pory i tak współpracy z burmistrzem nie było. Próbowaliśmy rozmawiać, spotykać się i ustalać wspólne cele, ale bez efektu. Skoro burmistrz przez dwa lata mówił, że jesteśmy opozycją, to teraz nią będziemy.
Były przewodniczący podkreśla jednak, że radni opozycyjni nadal będą popierać projekty korzystne dla gminy. Zaznacza, że dotąd rada odrzuciła jedynie cztery spośród 207 uchwał.
Razem z Marcinem Małkiem ze stanowisk zrezygnowali także wiceprzewodniczący Kinga Kijak-Markiewicz oraz Paweł Jachimek. Nowym przewodniczącym Rady Miejskiej został Kamil Kurzawski, a jego zastępcami Małgorzata Chrościńska-Opiła i Józef Trytek.
Kurzawski zapowiada bardziej spokojny styl działania rady i współpracę z burmistrzem:
Chcemy pokazać inny ton debaty publicznej. Będziemy proponować rozwiązania, a nie skupiać się wyłącznie na krytyce. Jednocześnie chcemy być wymagającymi recenzentami działań burmistrza. Na początek chcemy zmienić statut gminy, bo wymaga poprawek – podkreśla nowy przewodniczący.
Sam burmistrz Mateusz Borowiec liczy na poprawę relacji z radą. Odpiera też zarzuty opozycji dotyczące braku współpracy.
Zawsze byłem otwarty na rozmowę i współpracę
- przekonuje.
„Cud” przed referendum?
Opozycja zwraca uwagę na wzmożoną aktywność władz gminy przed referendum.
Dwa miesiące przed głosowaniem nagle można było zrobić wszystko. Nawet wymiana lamp na ledowe, o którą prosiliśmy od dwóch lat. Może referendum powinno być raz na pół roku
- ironizuje Marcin Małek.
Przed referendum burmistrz był też wyjątkowo aktywny w mediach społecznościowych, gdzie regularnie informował o inwestycjach i pozyskiwanych środkach.
Mateusz Borowiec odpowiada, że działania gminy były prowadzone przez całą kadencję, a ich finał przypadł akurat na ostatnie miesiące:
Osoby złośliwe zawsze będą szukały dziury w całym. Od początku kadencji staram się pozyskiwać środki zewnętrzne i informować mieszkańców o działaniach gminy.
Trzeci skarbnik w dwa lata
Opozycja zwraca też uwagę na dużą rotację kadrową w urzędzie. Gmina będzie miała już trzeciego skarbnika w ciągu dwóch lat.
Zadajemy pytania dotyczące sytuacji finansowej, ale odpowiedzi są lakoniczne. Czekamy też na wyniki kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej
- mówi Marcin Małek.
Burmistrz tłumaczy, że ostatnia skarbnik zrezygnowała z powodów zawodowych. Nie chciał jednak odpowiedzieć, czy znał jej decyzję jeszcze przed referendum.
Kamil Kurzawski przyznaje, że częste zmiany kadrowe są sytuacją nietypową, ale — jego zdaniem — wynikają z politycznych napięć w gminie i przebudowy lokalnego układu sił.
W referendum dotyczącym odwołania Mateusza Borowca udział wzięło 598 osób. Za odwołaniem burmistrza zagłosowało 560 mieszkańców, przeciw było 35. Aby referendum było ważne, do urn musiało pójść około 2,5 tysiąca osób. Organizacja referendum kosztowała gminę 100 tys. zł.