Umówiliśmy się na rozmowę o tym, czy możliwy jest polexit. Formalnie oczywiście jest - i to nawet stosunkowo łatwy do przeprowadzenia proces. Ale czy są albo będą w Polsce siły polityczne realnie do tego dążące?
To podchwytliwe pytanie. Tak - takie siły istnieją. Polexit jest możliwy, natomiast nadmierne debatowanie o nim może sprawiać wrażenie, że społeczeństwo realnie rozważa taką opcję. A z dostępnych badań wynika, że tak nie jest. Większość Polaków docenia obecność w Unii i popiera dalsze członkostwo. Problematyczne bywają natomiast konkretne polityki unijne i stosunek do nich.
Patrząc na scenę polityczną - mamy Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna, która otwarcie mówi o wyjściu z UE. Sama Konfederacja złagodziła ton, ale Prawo i Sprawiedliwość wydaje się w tej kwestii coraz bardziej radykalne.
To prawda. Konfederacja Korony Polskiej jest dziś ugrupowaniem, które wprost nawołuje do polexitu i uznaje Unię za szkodliwą dla polskiej racji stanu. To nie pierwszy taki przypadek - podobne partie już w Polsce funkcjonowały, choć pozostawały marginalne, to wpływały na ton debaty.
Jeśli chodzi o Konfederację jako szerszy projekt, obraz jest bardziej zniuansowany. Widzimy deradykalizację w Nowej Nadziei i Ruchu Narodowym - zarówno Krzysztof Bosak, jak i Sławomir Mentzen dystansują się od haseł polexitowych.
A Prawo i Sprawiedliwość? Widać ostrzejszy język wobec Unii, Niemiec czy Francji. Czy to efekt walki o wyborców?
To bardzo ciekawa ewolucja. PiS od dawna był eurosceptyczny i krytyczny wobec pogłębiania integracji, ale obecne akcenty - podważanie kompetencji instytucji unijnych czy narracja o narzucaniu polityk - są stosunkowo nowe. To w dużej mierze efekt konkurencji po prawej stronie sceny politycznej.
Podobny mechanizm obserwowaliśmy na Węgrzech, gdzie Fidesz przejmował eurosceptyczną retorykę Jobbiku, marginalizując konkurencję. Czy to zadziała w Polsce - trudno powiedzieć, bo elektorat PiS różni się od wyborców ugrupowań bardziej radykalnych.
Węgry są tu ciekawym przykładem - wieloletnie rządy Viktora Orbána zakończyły się polityczną porażką. Czy PiS może obawiać się podobnego scenariusza?
To pytanie zadaje sobie dziś wielu polityków w Europie. Warto jednak zwrócić uwagę na coś innego - przywiązanie Polaków do Unii. Często mówimy, że jesteśmy jednym z najbardziej proeuropejskich narodów, ale to poparcie jest dość powierzchowne i oparte głównie na korzyściach ekonomicznych.
Nie oznacza to pełnego konsensusu co do tego, jak Unia powinna wyglądać. Dlatego eurosceptyczne głosy krytykujące konkretne polityki znajdują odbiorców.
Co się stanie, gdy Polska stanie się płatnikiem netto - zacznie więcej wpłacać do budżetu UE niż z niego otrzymywać? Czy to może osłabić poparcie dla Unii?
Może mieć wpływ, ale wiele zależy od tego, jak będzie o tym komunikowane. Kluczowe jest, czy politycy będą w stanie wyjaśnić mechanizmy funkcjonowania Unii i pokazać ją jako źródło możliwości, a nie zagrożeń. Brexit pokazał, jak ogromne znaczenie ma narracja w kampanii politycznej.
No właśnie - Brexit raczej nie jest dziś uznawany za sukces.
Zdecydowanie nie. Najnowsze sondaże pokazują, że około 55 procent Brytyjczyków opowiedziałoby się dziś za powrotem do Unii. Brexit okazał się porażką - zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i w pewnym sensie dla całej Europy.
W brytyjskiej debacie ważną rolę odgrywał temat migracji, w tym Polaków. Dziś pojawiają się prognozy, że Polska może dogonić Wielką Brytanię pod względem PKB na mieszkańca.
W czasie Brexitu w Wielkiej Brytanii mieszkało ponad milion Polaków, więc temat migracji miał „polską twarz”. Dziś dane ekonomiczne pokazują, że była to przede wszystkim narracja polityczna.
A co z bezpieczeństwem? Wojna w Ukrainie pokazała znaczenie współpracy międzynarodowej.
Rzeczywiście, po wybuchu wojny poparcie dla Unii wzrosło - nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Z czasem jednak konflikt „spowszedniał”, a ta narracja straciła na sile.
Pojawiła się też nowa grupa - tzw. eurorozczarowani. To osoby krytyczne wobec Unii nie dlatego, że robi za dużo, ale dlatego, że ich zdaniem robi za mało - na przykład w kwestii praworządności czy reakcji na działania Rosji. To ważna zmiana w debacie.
Na koniec - jak technicznie wyglądałby polexit?
Formalnie Polska musiałaby złożyć wniosek o wystąpienie z Unii. W praktyce trudno wyobrazić sobie taki krok bez referendum, choć nie jest ono prawnie wymagane. Byłoby jednak ważne dla uzyskania społecznej legitymizacji.
Teoretycznie wystarczyłaby decyzja parlamentu. Pojawiają się też pomysły wpisania członkostwa w UE do Konstytucji. Czy to realne?
Obecnie nie ma politycznego konsensusu, który umożliwiłby zmiany w Konstytucji. Takie pomysły się pojawiały, ale w obecnym układzie parlamentarnym ich realizacja wydaje się mało prawdopodobna.