Miałam może 12 lat, kiedy podczas wakacji pojechałam do Berlina. Wschodniego Berlina, ówczesnej stolicy Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Do Bramy Brandenburskiej nie można było podejść bliżej niż na 200 -300 metrów. Drogę zagradzał szlaban. Z kolegą usiedliśmy na tym szlabanie i wtedy z budki wartowniczej wybiegł żołnierz w bronią wycelowaną w nas, w dzieci. W oddali widzieliśmy kolorowy tłum turystów po drugiej stronie Bramy. Byłam tylko dzieckiem, ale bardzo wyraźnie pamiętam ten smutek i rozczarowanie, że nie można przejść dalej, na drugą stronę, że nasza część świata j zamyka widzialny Mur Berliński i niewidzialna Żelazna Kurtyna. Strzeżona przez żołnierza z bronią.
Unia Europejska jeszcze nie istniała, a ja oczywiście nic nie wiedziałam wtedy o Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, poprzedniczce UE.
Wiele lat później tylko z dowodem osobistym w kieszeni 2 maja 2004 roku, dzień po wstąpieniu Polski do UE , przez nikogo nie zatrzymywani przekraczaliśmy granice polsko-czeską. Marzenia wielu Polaków stało się faktem. Nie było ani Muru i Kurtyny, ani strażników i celników. Można było jechać aż do Lizbony czy w druga stronę, do Tallina.
Wolność podróżowania, swoboda pracy i zamieszkania obywateli UE spowszedniała i nie budzi już takiej ekscytacji, jak ćwierć wieku temu. Dorosło pokolenie, które nie pamięta, że kiedyś było to albo niemożliwe, albo bardzo trudne. Boleśnie przekonują się o tym obywatele Wielkiej Brytanii, którzy po Brexicie stoją na w długich kolejkach do odprawy na europejskich lotniskach
Spowszedniały też pieniądze z unijnego budżetu, za które w dużej części wybudowaliśmy autostrady, lotniska, linie kolejowe, zmodernizowaliśmy rolnictwo, przemysł i poprawialiśmy stan środowiska naturalnego. Za oczywiste uważamy, że polscy rolnicy i przedsiębiorcy bez ceł sprzedają swoje produkty w innych krajach UE.
I ze polscy uczniowie i studenci korzystają z programów Erasmus, ucząc się na europejskich uniwersytetach. Oczywiście to działa w dwie strony. Młodzi Europejczycy studiują w Polsce, w sklepach kupujemy hiszpańskie ciuchy, francuskie wino, holenderskie kwiaty i włoskie makarony. Nikogo to ani nie dziwi, ani nie ekscytuje.
Nie ustają za to katastroficzne obawy, o tym jak to Unia chce nam odebrać polską tożsamość, narzucić swoje prawa, odebrać suwerenność.
Tak jakby nasza polskość była zagrożona przez obowiązek segregowania śmieci, przestrzegania norm spalania w silnikach naszych samochodów. Ci którzy straszą Unią czasem posuwają się absurdalnych kłamstw jak to, modne kilka lat temu, o nakazie jedzenia robaków zamiast mięsa
Te obawy, czasem rozdmuchiwane do absurdalnych rozmiarów, wykorzystują politycy przekonani że głosy nastraszonych Europą obywateli dadzą im zwycięstwo. Nie, nie w Europie, w Polsce. Tak właśnie stało się w Wielkiej Brytanii, a konsekwencje Brexitu, którego dziś żałuje większość wyborców, powinny dać nam do myślenia.
Często patrzymy na UE jako na zamożną krewną, która kierowana lepszymi czy gorszymi intencjami, wspiera mniej zamożną rodzinę. Trzeba powiedzieć, że wspiera hojnie. Od 2004 roku, po odliczeniu składek członkowskich, oraz środków, które trzeba było zwrócić, Polska „na czysto” otrzymała 161 mld Euro. Inne analizy ekonomistów wskazują, że ok 40 procent naszego wzrostu „per capita”, zawdzięczamy członkostwu w UE. To nie tylko dotacje, dopłaty, ale przede wszystkim dostęp do wspólnego rynku.
Eurosceptycy i wrogowie UE powtarzają, że nie możemy sprzedawać suwerenności za judaszowe srebrniki, czy raczej judaszowe EURO.
Nasze polskie wartości są bezcenne, a te europejskie miałyby im zagrażać.
W unijnych traktatach mowa o godności człowieka, wolności, demokracji, praworządności, prawach człowieka i prawach mniejszości.
Trzeba dużej zlej woli by twierdzić, że któraś tych wartości stoi w sprzeczności z wartościami kraju, który udział schronienia Żydom i innowiercom, walczył o cudzą i swoją wolność we wszystkich chyba europejskich rebeliach od czasów napoleońskich, i pokazał światu idee solidarności i walki bez przemocy o prawa robotnika i obywatela.
Trzeba też pamiętać że Europa była miejscem narodzin idei i wartości bardzo różnych, często sprzecznych i nierzadko zbrodniczych o tragicznych konsekwencjach. To co jednak wyróżnia kulturę europejską, to zdolność do krytycyzmu i korekty. Do myślenia przeciwko sobie, do poważania prawd uznanych za niepodważalne. Ten umysłowy ferment stal za europejskim Renesansem, za Oświeceniem za XIX zmaganiami o prawa pracownicze, i wreszcie za ideą współpracy europejskiej po II Wojnie światowej.
Ojcowie założyciele, ze zgrozą patrzyli na katastrofę dwóch wojen, które doprowadziły do niewyobrażalnej tragedii nie tylko w Europie - powiedzieli dość. Zamiast wrogości, nacjonalizmów, nienawiści - współpraca, kompromisy, przebaczenie i budowanie pokoju i bezpieczeństwa. Do czasu upadku Muru Berlińskiego tylko zachodzenia część Europy korzystała z tego bezprecedensowego sojuszu. Upadek ZSRR i odzyskanie suwerenności przez kraje dotychczas zależne od Moskwy, pozwoliło na rozszerzenie Unii na wschodnią cześć kontynentu. Drugie płuco Europy, by użyć metafory Jana Pawła II pozwala jej oddychać pełnią możliwości.
Czy to doskonalą struktura? Nie, bo takie byty w nie istnieją. Tak jak nie ma doskonałych państw, miast, a nawet doskonałych rodzin czy poszczególnych ludzi.
Obywatele Unii słusznie narzekają na eurobiurokrację, oderwane czasem od realiów pomysły, niedostatek demokracji w podejmowaniu decyzji, gry narodowych interesów kosztem dobra wspólnego. Niemniej Unia trwa, zapewniając pokój i bezpieczeństwo Europejczykom. Pokój, którego tak bardzo pragnęli ojcowie założyciele. Obyśmy nigdy nie musieli się przekonywać jak cenna jest to jest wartość.
O tym dokąd zmierza Europa, jaka będzie przyszłość Unii, co nam Polakom dała i co my daliśmy Wspólnocie, czy potrzebujemy EURO i czy grozi nam Polexit, będziemy w tym tygodniu pytać ekspertów, publicystów i polityków. Zapraszamy do słuchania na antenie Radia Kraków i i czytania na naszej stronie internetowej.