Zacznijmy od pieniędzy, bo to argument, który najczęściej pojawia się w tej dyskusji. Polska jest wyraźnym beneficjentem unijnego budżetu - mówimy o bilansie rzędu około 160 miliardów euro na plusie. Czy można powiedzieć wprost: opłacało się?
Jeśli patrzymy wyłącznie na liczby, odpowiedź jest jednoznaczna. Wiemy, ile wpłacamy do budżetu Unii Europejskiej i ile z niego otrzymujemy. Ten bilans jest dla Polski zdecydowanie korzystny. To są twarde dane, z którymi trudno polemizować. Te środki pozwoliły w dużej mierze nadrobić dystans rozwojowy wobec państw Europy Zachodniej, z jakim wchodziliśmy do Unii.
A jednak w debacie publicznej nie jest to tak oczywiste. Dlaczego?
To w dużej mierze efekt słabej komunikacji i niewystarczającej obecności tego tematu w debacie publicznej. Mówię tu zarówno o politykach, jak i o środowisku eksperckim czy mediach. Nie chodzi o „reklamę” Unii, tylko o rzetelne pokazywanie faktów. Przeciwnicy integracji oczywiście formułują kontrargumenty, ale gdy zapytać, skąd Polska miałaby wziąć porównywalne środki rozwojowe poza UE, odpowiedzi zazwyczaj brakuje.
Pojawia się też argument o „innych strefach wpływów”.
Tak, tylko trzeba zadać pytanie, czy za tymi wpływami szłyby realne środki na rozwój kraju. Można mieć poważne wątpliwości. Nawet jeśli jakieś korzyści by się pojawiły, to raczej dla wąskich grup, a nie dla całego społeczeństwa.
Kolejna kwestia to kompetencje - często słyszymy, że Polska „oddała” część suwerenności Brukseli. Jak to wygląda w praktyce?
Przede wszystkim nic nie zostało Polsce odebrane siłą. To efekt świadomych decyzji państw członkowskich. Unia nie jest autonomicznym bytem, który sam rozszerza swoje kompetencje - to państwa decydują, jakie uprawnienia i w jakim zakresie przekazują do wspólnego wykonywania. I warto to podkreślić: mówimy o przekazaniu prawa do wykonywania kompetencji, a nie o ich utracie. Kompetencje pozostają po stronie państw.
Czyli Unia działa trochę jak pełnomocnik?
Dokładnie tak. Wykonuje pewne zadania w imieniu państw członkowskich. A jeśli któreś uzna, że to rozwiązanie mu nie odpowiada, ma możliwość wystąpienia z Unii i odzyskania pełnej kontroli.
Wróćmy do bilansu - czy korzyści z członkostwa rozkładają się równomiernie w społeczeństwie?
Nie do końca. Możemy wskazać grupy, które skorzystały bardziej, i takie, które skorzystały mniej. Jednym z największych beneficjentów są rolnicy - nie tylko dzięki dopłatom bezpośrednim, ale przede wszystkim dzięki środkom na modernizację. Polskie rolnictwo przeszło ogromną transformację i dziś w wielu obszarach dorównuje, a czasem nawet przewyższa standardy zachodnie.
Ale nie wszyscy skorzystali w równym stopniu?
To prawda. Problemem bywa dostęp do informacji. Programy unijne istnieją, ale nie zawsze są odpowiednio komunikowane. Osoby bardziej aktywne, lepiej poinformowane, potrafią z nich korzystać, podczas gdy inni - na przykład wykluczeni cyfrowo - mogą nie mieć takiej możliwości. To jeden z realnych mankamentów integracji.
Polska gospodarka rośnie, mówi się o coraz większej roli naszego kraju w Europie. Czy to oznacza, że w przyszłości przestaniemy być beneficjentem netto unijnego budżetu?
W dłuższej perspektywie - tak. Ale to nie powinno być powodem do niepokoju, wręcz przeciwnie. Moment, w którym Polska stanie się płatnikiem netto, będzie oznaczał, że osiągnęliśmy wysoki poziom rozwoju i nie potrzebujemy już wsparcia. To raczej sukces niż problem.
Czyli pieniądze to nie wszystko?
Zdecydowanie nie. Kluczowe są także inne korzyści: dostęp do wspólnego rynku, możliwość swobodnego handlu, obecność naszych firm w całej Unii. To ogromna przestrzeń gospodarcza, z której korzystają przedsiębiorstwa każdej wielkości. Do tego dochodzą efekty polityki spójności – infrastruktura, transport, inwestycje lokalne. To wszystko widać na co dzień.
Czy w najbliższych latach ten korzystny bilans może się odwrócić?
Nie ma takiego ryzyka w najbliższej perspektywie. Polska wciąż pozostaje poniżej średniej unijnej PKB per capita, co oznacza, że nadal kwalifikujemy się do wsparcia. Nawet po 2028 roku prawdopodobnie jeszcze nie będziemy płatnikiem netto. To proces rozłożony na lata.
Gościnią Radia Kraków była Dr Agnieszka Nitszke z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.