Rozmawiałem z kilkoma prominentnymi lokalnymi politykami Koalicji Obywatelskiej, którzy są bardzo rozczarowani rozwiązaniem krakowskiego zarządu KO właśnie teraz, tuż przed wyborami. Jakby nie można było tego zrobić miesiąc, dwa czy trzy miesiące temu. Dostrzega pani dziś mniejsze zaangażowanie struktur w pani kampanię?
- Nie, nie dostrzegam mniejszego zaangażowania. To po pierwsze. Po drugie, jest to decyzja zarządu krajowego. Po trzecie, nigdy nie jest dobry czas na takie decyzje, bo kiedy wprowadza się takie zmiany, zawsze są osoby niezadowolone. Komisarzem w krakowskich strukturach jest Piotr Moskała, o którym mogę mówić tylko dobrze. Jest szefem mojego sztabu, osobą merytoryczną i przygotowaną. Nie dotarły do mnie żadne negatywne informacje związane z Piotrem Moskałą. To osoba, która nie budzi negatywnych emocji.
"Idę do krakowskiego magistratu budować zespół merytoryczny"
A rozwiązanie krakowskiego zarządu KO pomoże czy przeszkodzi pani w kampanii?
- Jestem przede wszystkim skupiona na Krakowie. Ciężko pracuję w kampanii każdego dnia. Jeśli chodzi o struktury Koalicji Obywatelskiej, partii, której jestem członkinią, powiem zupełnie szczerze: dzisiaj w pracę struktur się nie angażuję. Moim podstawowym celem jest Kraków.
Deklarowała pani, że urząd miasta nie będzie agencją pracy dla działaczy partyjnych. Kandydatka Razem już teraz podnosi sprawę programu „Stołek Plus”, tak to nazwę. Czy przyjrzała się już pani polityce kadrowej swojego poprzednika? Czy są osoby z legitymacją partyjną albo członkowie ich rodzin, które będą musiały pożegnać się z magistratem?
- Kandydatka Razem, radna miejska, dobrze by zrobiła, gdyby przede wszystkim douczyła się, jaka jest wartość budżetu miasta, bo jest radną, ilu turystów przyjeżdża do Krakowa i tak dalej.
Ale to będą oczywiście pytania do radnej Owcy.
- Tak jest. Mniej eventu, a więcej merytorycznej roboty. Powiedziałam wielokrotnie: idę do krakowskiego magistratu budować zespół merytoryczny. Nie idę zwalniać, nie idę burzyć. Idę budować, usprawniać, zwiększać efektywność i pracować z fachowcami.
To znaczy, że nikogo pani nie pożegna, jeśli zostanie pani prezydentką?
- Nie powiedziałam, że nikogo nie pożegnam, bo mówię, że chcę pracować z fachowcami. W krakowskim magistracie mamy masę ludzi, których jako miasto wyuczyliśmy, wykształciliśmy. Dopracowaliśmy się świetnej kadry urzędników. Z tymi, którzy przyszli do magistratu z jakichś dziwnych nominacji albo nie pracują i nie spełniają oczekiwań, oczywiście się rozstaniemy.
Czyli są osoby z legitymacją partyjną, z którymi będzie się pani chciała pożegnać?
- Tu nie chodzi o legitymację partyjną. Chodzi o to, jak ludzie pracują i czy przemawiają za nimi efekty pracy. Jeśli są efekty, takie osoby zostaną. Jeżeli efektów nie będzie, na pewno przeprowadzimy audyt. Mówiłam już, że będę chciała zrobić go z zespołem ludzi praktyków. Nie z dużym podmiotem audytowym, ale z zespołem złożonym głównie z przedsiębiorców czy ludzi sprawdzonych w biznesie. Zweryfikujemy pracę poszczególnych wydziałów i ocenimy ludzi nie po legitymacji, ale po efektach pracy.
"Chcę współpracować ze wszystkimi politykami"
Ograniczmy to tylko do prezydenta i wiceprezydentów. Może pani zadeklarować, że wiceprezydentem nie zostanie nikt, kto będzie miał legitymację partyjną Koalicji Obywatelskiej?
- Pyta pan, rozumiem, o wiceprezydentów?
O wiceprezydentów.
- Nie dzielę skóry na niedźwiedziu.
A co to znaczy?
- To znaczy, że dzisiaj nie jest czas na obsadzanie jakichkolwiek stanowisk.
Czyli niewykluczone, że ktoś, kto ma legitymację partyjną Koalicji Obywatelskiej, zostanie zastępcą prezydenta?
- Nie wiem. Naprawdę dzisiaj nie zajmuję się obsadzaniem stanowisk. Zajmuję się kampanią i chcę przekonać mieszkańców naszego miasta, że jestem najlepszą kandydatką. Nie dzielę skóry na niedźwiedziu, nie prowadzę żadnych negocjacji dotyczących stanowisk, łącznie z wiceprezydentami. Mam pewne pomysły i są to fachowcy. Rozmawiam z pewnymi osobami...
Zdradzi pani te pomysły?
Powiem tyle, że nawet te osoby nie wiedzą, że pod tym kątem są przeze mnie obserwowane. I nie są to ludzie partyjni, mogę powiedzieć.
W zeszłym tygodniu Łukasz Gibała mówił tutaj, że sprawdzi wszystkie osoby zatrudnione przez pani poprzednika, Aleksandra Miszalskiego, i zweryfikuje, czy o ich zatrudnieniu zdecydowała legitymacja partyjna, względy merytoryczne czy inne. Notabene ograniczył się tylko do osób zatrudnionych przez Aleksandra Miszalskiego, nie przez Jacka Majchrowskiego. A wsparcie Jacka Majchrowskiego dziś w Krakowie pani pomaga czy przeszkadza?
- Nie badałam tego. Mnie osobiście pewne rady, których udzielił mi i – mam nadzieję – jeszcze będzie udzielał prezydent profesor Jacek Majchrowski, oczywiście pomagają. Jeżeli pan redaktor pyta o twarde dane, nie badałam tego.
A co pani poradził prezydent Majchrowski?
- Przede wszystkim tak mnie przygotował – przecież przez lata pracowaliśmy razem – że startuję z komitetu Ponad Podziałami. To jest absolutnie wpływ prezydenta. To był najważniejszy warunek, jaki postawiłam liderowi Koalicji Obywatelskiej, premierowi Donaldowi Tuskowi: idąc po taką funkcję jak prezydent miasta, muszę mieć zdolność do współpracy i chcę współpracować ze wszystkimi politykami oraz wszystkimi siłami politycznymi w naszym kraju, również tymi, z którymi się nie zgadzam. W związku z tym nie zatrudniamy według legitymacji partyjnej. Jako prezydent jestem gospodarzem, a moim pracodawcą są mieszkańcy Krakowa. Tu nie ma przestrzeni na realizację politycznych decyzji jakichkolwiek liderów.
"Prawica ma duże doświadczenie w przemocy wobec kobiet"
Rozumiem, że to modus operandi Jacka Majchrowskiego?
- Tak jest. Absolutnie tak.
Jacek Majchrowski zrzekł się legitymacji partyjnej, kiedy został prezydentem. Roman Ciepiela również zawiesił swoje członkostwo. Co pani zrobi, jeśli zostanie prezydentką?
- I tu jest drobna różnica między nami. Uważam, że nie jest to warunek konieczny. Jeżeli przepisy prawa nie wykluczają członkostwa w partii, a w tym przypadku nie wykluczają, nie uważam, że jest to warunek konieczny. Nie złożę rezygnacji. Posiadanie zaplecza dużego ugrupowania, a takim ugrupowaniem jest Koalicja Obywatelska, zwłaszcza ugrupowania rządzącego, jest cennym narzędziem, które może zostać wykorzystane do wsparcia naszego miasta.
Prezydent Majchrowski radził sobie i z jedną sytuacją, i z drugą.
- Nie widzę powodu, żeby z tego narzędzia rezygnować. Nie mówiąc o tym, że oczywiście ideały Koalicji Obywatelskiej i demokracja są mi niezwykle bliskie.
Sporo zamieszania wywołały pani słowa skierowane do polityków prawicy o doświadczeniu przemocy wobec kobiet. Rozwinie pani ten temat?
- Tak, oczywiście. Bardzo dobrze, że wywołały. Jeszcze kilkakrotnie, jeśli będzie taka potrzeba, o tym powiem. Uważam, że ogromna fala hejtu, jaka spadła zarówno na mnie, jak i na moją rzeczniczkę ze strony prawicowych mediów i prawicowych influencerów, jest czystą formą przemocy. Hejt jest przemocą. Obrażanie, pomawianie jest formą przemocy i mam zamiar bardzo głośno o tym mówić.
To wszyscy wiemy. Myślałem, że odwołuje się pani do innych doświadczeń – do osiłków z pałkami teleskopowymi, których, powiedzmy sobie, służby podlegające Zjednoczonej Prawicy wysyłały na Strajk Kobiet.
- Powiedziałam, że prawica ma duże doświadczenie w przemocy wobec kobiet.
Ale akurat nie Konfederacja, bo w tym nie uczestniczyła.
- Oczywiście miałam na myśli również tę przemoc, o której pan redaktor mówi. Kontekst był jednak taki, że ostatnie dni to dni naprawdę dużej agresji i dużego hejtu.
Ale hejt i bicie kobiet to jednak różnica.
- Powiedziałam o przemocy. Hejt również jest przemocą.
"Nie jestem zadowolona, że urzędnicy magistratu nie reagują na zgłoszenia mieszkańców"
Zapowiedziała pani specjalny program dla kobiet w Krakowie. Czego brakuje Krakowiankom?
- Głównie miejsc pracy. Duże zwolnienia w centrach outsourcingowych dotykają młodych ludzi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
Ale to dotyczy chyba wszystkich młodych ludzi.
- Oczywiście, że tak. Będzie jednak „Piątka Piątkowskiej dla kobiet”. Już mogę to zapowiedzieć. O ile dobrze pamiętam, 22 września z gronem kobiet będziemy ogłaszać taki program. Będą tam kwestie związane z opieką zdrowotną, rynkiem pracy, wsparciem dla dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, zadbaniem o zdrowie fizyczne i emocjonalne dzieci. Pięć punktów. Nie chcę wychodzić przed szereg. 22 września, o ile dobrze pamiętam, będzie konferencja prasowa, na której o tym opowiemy.
Wydaje mi się, że tak czy inaczej część z tego należy do polityk publicznych realizowanych przez państwo, a nie przez samorząd. Ale dobrze, poczekamy.
- Będziemy o tym mówić. Mój kontrkandydat będzie reformował służbę zdrowia, a to akurat absolutnie należy do państwa. Ja będę miała postulaty, które są w gestii samorządu.
Pani senator, bezpieczeństwo. Jest pani zadowolona z tego, jak urzędnicy zareagowali na tragedię na ulicy Solnej? Pytam o rozwiązania infrastrukturalne.
- Nie, nie jestem. Nie jestem zadowolona z tego, jak zareagował prezydent miasta, i powiedziałam o tym kilkakrotnie. Absolutnie nie jestem też zadowolona z tego, że urzędnicy krakowskiego magistratu nie reagują na zgłoszenia mieszkańców. Będę o tym rozmawiała i będzie to twarda rozmowa.
Co pani zrobi, żeby Kraków nie był miejscem organizowania prywatnych wyścigów? I czy – jeśli miasta ponownie dostaną taką możliwość – w Krakowie pojawią się fotoradary?
- Już jako senator zrobiłam, bo przecież uchwaliliśmy przepisy. Mówiłam o tym na konferencji prasowej z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Nie będę teraz wymieniała konkretnych regulacji, ale jest jedna najważniejsza idea, która przyświeca tym przepisom: reagujemy nie wtedy, kiedy wydarzy się tragedia, ale już wtedy, kiedy pojawiają się pierwsze symptomy wskazujące, że może do niej dojść.
Jeżeli mieszkańcy Krakowa zgłaszają, że pewne skrzyżowanie jest niebezpieczne, nie czekamy na tragiczne wydarzenie, żeby później rozstrzygać, czyja to była wina, bo od tego są odpowiednie służby. Reagujemy od razu na zgłoszenia mieszkańców.
Przypomnijmy, że mamy zaostrzony Kodeks karny dotyczący tego, co dzieje się na naszych drogach, również w związku z organizacją nielegalnych wyścigów.
- Tak. I właśnie te przepisy wprowadziliśmy kilka miesięcy temu.