Skąd nagle w naszej sieci wzięła się ta „finansowa utopia”. Czy Mark Zuckerberg w końcu docenił nasze maratony filmowe na jego platformie?
Otóż nie. Mark Zuckerberg nie ma w planach sponsoringu naszych nocnych maratonów z filmikami. Choć taka wizja dostawania wypłaty za oglądanie na przykład pociągu jadącego po uszkodzonych torach brzmi trochę jak praca marzenie.
Ale skąd się wziął w ogóle ten temat? Meta płaci grubą kasę za samo oglądanie rolek. Co ciekawe, ten magiczny bonus wskakuje na ekrany nawet wtedy, gdy dopiero co założyłeś konto i nie obejrzałeś jeszcze ani jednego filmu. To mniej więcej tak, jakbyś wszedł do sklepu po raz pierwszy w życiu, a kasjer wręczył ci premię za staż pracy. Za tymi cudownymi obietnicami stoją sprytniejsi kuglarze niż nam się wydaje.
Klikasz w link, bo myślisz, że zaraz zgarniesz przelew, a lądujesz na dziwnej stronie z kursami internetowymi i reklamami walącymi po oczach. To jest klasyczny krewniak tak zwanych task scamów, czyli oszustw na proste zadania, o których amerykańska Federalna Komisja Handlu właściwie trąbi już od dłuższego czasu. Mechanizm jest perfidny, ale prosty.
Najpierw pozwalają ci wypłacić symboliczną kwotę, żebyś poczuł, że to działa. Nabierasz zaufania, wpłacasz własne środki na tak zwany wyższy poziom zadań z lepszymi mnożnikami. I w tym momencie kontakt się urywa. Pieniądze przepadają. Zapomnijmy więc o darmowych fortunach za scrollowanie. Na tym może zarobić tylko sprytny oszust z drugiego końca świata. A my - mało tego, że stracimy czas na bezsensowne scrollowanie, to jeszcze możemy stracić pieniądze.