Gdyby internetowa matematyka była mostem, to wielu rozsądnych ludzi zawróciłoby już na jego widok. Ta krążąca grafika to podręcznikowy przykład wyciągania liczb z kapelusza — byle tylko narobić szumu.
Po pierwsze: wielki „skandal”, że fundacja rzekomo mrozi połowę pieniędzy. Tyle że to nie są środki na wakacje prezesa ani rezerwa na czarną godzinę zarządu. To są subkonta. Jeśli mała Maja albo Staś zbierają na terapię rozpisaną na trzy lata, to naprawdę trudno oczekiwać, że fundacja wyda wszystko do grudnia tylko po to, żeby w Excelu zgadzały się procenty. Te pieniądze mają konkretnych właścicieli. One czekają. Są zabezpieczeniem — czymś w rodzaju polisy na życie, która „uruchamia się” wtedy, gdy przychodzi rachunek za leczenie.
Po drugie: te słynne „21 groszy na pomoc”. Autor grafiki policzył leki i paliwo — i uznał, że sprawa zamknięta. Tylko że rzeczywistość nie kończy się na paragonie z apteki. Jest rehabilitacja, jest wsparcie psychologiczne, jest sprzęt, który trafia do szpitali. To trochę tak, jakby twierdzić, że przy budowie domu liczą się wyłącznie cegły, a praca murarza, dach czy instalacje to już fanaberia. Brzmi absurdalnie? No właśnie.
I wreszcie rzecz najważniejsza. W akcji Łatwoganga zasady są jasne i publicznie ogłoszone: z tej konkretnej puli fundacja nie bierze ani grosza na swoje funkcjonowanie. Zero na pensje, zero na rachunki za prąd. Wszystko trafia do tzw. woreczków celowych. Nad wydatkowaniem czuwają eksperci, w tym prof. Krzysztof Kałwak — człowiek, który o onkologii dziecięcej wie więcej niż niejeden internetowy „analityk”.
Te pieniądze nie znikną w próżni. One pójdą na natychmiastowe ratowanie życia i na sprzęt, który sprawi, że nie trzeba będzie wysyłać dzieci na drugi koniec świata. Nowoczesne technologie mogą stać tu, na miejscu — we Wrocławiu, w Krakowie.
Dlatego zamiast wierzyć w grafikę sklejoną w pięć minut na kolanie, warto zaufać ludziom, którzy wiedzą, co robią. Ponad 250 milionów złotych to nie jest „wałek”. To jest realna szansa, żeby polska onkologia wskoczyła do światowej ekstraligi.
A pomaganie — wbrew temu, co sugerują internetowe wykresy — to maraton, nie sprint do najbliższego bankomatu.