Podatek katastralny wraca w dyskusji. „To może stworzyć duże zamieszanie”
Projekt ustawy katastralnej Lewicy ponownie trafił do Sejmu. Do ewentualnego wprowadzenia nowych przepisów droga jest jeszcze daleka, ale temat już teraz budzi duże emocje. Chodzi o zmianę sposobu naliczania podatku od nieruchomości mieszkalnych.
Dziś właściciele mieszkań płacą podatek od metrażu. Zgodnie z propozycją od 2027 roku podstawą naliczania podatku miałaby być wartość mieszkania. W pierwszym roku stawka dla jednego lub dwóch mieszkań wynosiłaby 0,02 procent wartości nieruchomości. Największe emocje budzi jednak stawka dla trzeciego i kolejnych mieszkań – początkowo 0,5 procent, a później stopniowo więcej, aż do 1,5 procent.
– Rzeczywiście dziś płacimy od metrażu: od powierzchni gruntu i powierzchni użytkowej lokalu. Dotyczy to zarówno mieszkań, jak i lokali użytkowych czy magazynów – tłumaczyła w Radiu Kraków Hanna Milewska-Wilk, specjalistka do spraw mieszkalnictwa w Instytucie Rozwoju Miast i Regionów.
Jak podkreślała, obecne maksymalne stawki ustala minister finansów, a samorządy mogą je później uchwalać u siebie. Najczęściej stosują stawki maksymalne, bo obecne pułapy są niskie.
Podatek od wartości mieszkania. Skąd kontrowersje?
Według Hanny Milewskiej-Wilk sama idea odejścia od metrażu na rzecz wartości nieruchomości może wydawać się logiczna, bo dwa mieszkania o tej samej powierzchni mogą mieć zupełnie inną wartość – na przykład w Warszawie i w małej miejscowości. Problem polega jednak na szczegółach.
– Ten, kto ma bardzo piękny i bogato zdobiony dom, będzie płacił podobną stawkę jak ten, kto dom odziedziczył i dopiero zbiera pieniądze na remont – mówiła.
Jej zdaniem projekt może też skomplikować sytuację gmin, które już teraz korzystają z innych narzędzi podatkowych. Jako przykład podała Kraków, który potrafi nakładać wyższy podatek na mieszkania zarejestrowane jako lokale wykorzystywane biznesowo.
W konsultacjach społecznych projektu wzięły udział 294 osoby. Większość z nich negatywnie oceniła proponowane rozwiązania. Milewska-Wilk zwracała uwagę, że w zgłoszonych uwagach pojawiały się zarówno zastrzeżenia ideowe, jak i bardzo praktyczne problemy.
– Wprowadzamy podatek od wartości wyłącznie dla zasobów mieszkalnych. Pojawia się więc pytanie: co ma zrobić właściciel domu z warsztatem samochodowym? Będzie podlegał pod dwa systemy jednocześnie – wskazywała.
Dziedziczenie, udziały i nieuregulowana własność
Jednym z największych problemów mogą być niejasne sprawy własnościowe. W Polsce wiele nieruchomości nie ma uporządkowanego stanu prawnego, bo przez lata nie przeprowadzano spraw spadkowych. Czasem ktoś dziedziczy niewielki udział w mieszkaniu po rodzicach lub dziadkach, a formalnie może to mieć znaczenie przy naliczaniu podatku.
– Nakładając podatek, wcale nie oznacza to jeszcze, że będziemy wiedzieli, od kogo mamy go wymagać i kto właściwie jest właścicielem – podkreślała rozmówczyni Radia Kraków.
Jak mówiła, może dojść do sytuacji, w której po latach porządkowania spraw spadkowych ktoś dowie się, że formalnie posiada kolejną nieruchomość i od kilku lat powinien płacić wyższy podatek.
– Możemy być zaskoczeni, że zalegamy z podatkiem w innej miejscowości, bo to jest nasza trzecia nieruchomość – mówiła Milewska-Wilk.
Do tego dochodzi zmiana stylu życia. Coraz więcej osób funkcjonuje między kilkoma miejscami: w tygodniu mieszka w mieście, na weekend wyjeżdża na wieś, część czasu spędza za granicą, a mieszkanie lub dom w Polsce traktuje jako bezpieczną przystań. Formalnie takie miejsca często także są własnością lub współwłasnością.
Co zamiast katastru?
Zdaniem Hanny Milewskiej-Wilk zamiast zaczynać od nowego podatku, państwo powinno najpierw uporządkować rejestry i sprawy własnościowe. Drugim krokiem mogłoby być podniesienie obecnych stawek podatku od nieruchomości, bez zmiany całego systemu.
– W przypadku wielu gmin koszt dostarczenia listu poleconego z potwierdzeniem odbioru bywa zbliżony do wysokości tego podatku – zauważyła.
Jej zdaniem potrzebna byłaby także cyfryzacja procedur, na przykład szersze wykorzystanie e-doręczeń, co obniżyłoby koszty po stronie urzędów.
W rozmowie pojawił się też pomysł większego opodatkowania transakcji zakupu kolejnych mieszkań zamiast samego posiadania nieruchomości. Milewska-Wilk wskazała, że część rozwiązań już istnieje i czasem wystarczyłoby wycofać obecne zwolnienia.
– Musimy najpierw dokładnie sprawdzić, jak to zadziałałoby w praktyce. Nie mamy dziś danych, żeby oszacować, jak wiele osób płaciłoby bardzo wysokie stawki za trzecie, czwarte czy piąte mieszkanie albo dom – podsumowała.