Wyjdźmy na pole, odetchnijmy głęboko i odłóżmy podkurzacze oraz dłuta pszczelarskie, bo miodu na śniadanie nikomu nie zabraknie. Krótka odpowiedź na tę całą panikę brzmi - to fejk, a właściwie przykład informacyjnej burzy w słoiku miodu. Skąd zatem ten dym? Wszystko przez roboczy dokument Ministerstwa Klimatu, który, jak to u nas bywa, niechcący wypłynął do sieci.
Ktoś wyłowił tam niefortunne zdanie o ograniczeniu negatywnego wpływu pszczoły miodnej na dzikich zapylaczy i machina ruszyła. "Likwidują pszczoły" - krzyknął Internet. Rzeczywistość jest jednak znacznie ciekawsza i trochę kulinarna. Wyobraźmy sobie duży szwedzki stół w jakiejś zacnej restauracji przy krakowskim Rynku. Jeśli przyjdzie 10 osób, każdy zje ze smakiem. Jeśli nagle pod drzwi podjedzie 10 autokarów z głodnymi turystami, to dla tej jednej pani, naszej dzikiej pszczoły samotnicy, która cicho siedzi w kącie, nie zostanie nawet listek sałaty.
Dokładnie o to chodzi w tym całym zamieszaniu. W Polsce mamy około 400 gatunków pszczół. Pszczoła miodna, ta z ula, to nasze zwierzę hodowlane. Taka skrzydlata krowa, którą się opiekujemy. Są też trzmiele, są pszczoły samotnice, które robią dla przyrody tytaniczną robotę, a nikt ich nie dokarmia cukrem na zimę.
Eksperci od lat ostrzegają przed tak zwanym przepszczeleniem. Jeśli w jednym miejscu, na przykład w środku miasta, postawimy nagle setki uli, to miliony pszczół miodnych wymiotą cały nektar z okolicy, a ich dzicy kuzyni po prostu padną z głodu. Co więc planuje ministerstwo? Na pewno nie naloty na pasieki. Chodzi o przywrócenie balansu.
Po pierwsze, koniec z modą na ule na dachach urzędów w centrach miast, gdzie nie ma dość kwiatów. Po drugie, rejestracja uli, żebyśmy wiedzieli, gdzie owadów jest w sam raz, a gdzie zaczynają ze sobą walczyć o przetrwanie. No i po trzecie, stawianie na nasze lokalne rasy, zamiast sprowadzania pszczół z drugiego końca świata.
To nie jest walka z pszczelarstwem, to dbanie o to, by nasza miodna celebrytka nie wygryzła z rynku swoich dzikich, mniej medialnych krewniaków.
Zanim więc udostępnimy alarmujący post, pamiętajmy, że w naturze najważniejsza jest harmonia.