„Pytanie nie brzmiało czy, ale kiedy”
Dla Tomasza Synowca sama decyzja Hoffmana nie była szczególnym zaskoczeniem. Niewiadomą pozostawał przede wszystkim moment, w którym jeden z inicjatorów referendum zdecyduje się na taki krok.
Pytanie nie brzmiało: czy, ale kiedy. Czy stanie się to przed pierwszą, czy dopiero przed drugą turą
– mówił Synowiec.
Jego zdaniem można tu dostrzec podobieństwo do manewrów znanych z poprzednich kampanii samorządowych, kiedy wycofanie jednego z kandydatów miało wzmocnić innego pretendenta jeszcze przed głosowaniem.
Synowiec zwracał również uwagę, że współpraca Hoffmana i Gibały nie zaczęła się wraz z obecną kampanią. Obaj znaleźli się po tej samej stronie podczas referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego. To sprawia, że obecne polityczne zbliżenie trudno uznać za całkowicie niespodziewane.
Jednocześnie nie ma podstaw, by przesądzać, kiedy dokładnie zapadła decyzja o wspólnym działaniu w wyborach. Prof. Danel zaznaczał, że pojawiające się w przestrzeni publicznej teorie o wcześniejszym porozumieniu pozostają spekulacjami.
Gdzie mogą pójść wyborcy Hoffmana?
Najważniejsze pytanie dotyczy teraz wyborców, którzy jeszcze niedawno deklarowali poparcie dla Jana Hoffmana.
Sondaże przed jego rezygnacją dawały mu bardzo różne wyniki. W badaniu Opinia24 dla Radia Kraków z połowy września Hoffman miał 6,3 proc. wskazań, natomiast w późniejszym sondażu OGB dla Polsat News – 2,82 proc. Różnice między badaniami pokazują, jak trudno precyzyjnie oszacować skalę jego elektoratu.
Zdaniem prof. Danela część tych wyborców może stosunkowo łatwo przenieść poparcie na Gibałę.
Dla wyborców Jana Hoffmana Łukasz Gibała jest kandydatem bardzo naturalnym
– oceniał politolog.
Tomasz Synowiec zwracał uwagę na jeszcze jedną grupę: wyborców Konfederacji, którzy po zmianach na liście kandydatów nie mają w wyborach oczywistego reprezentanta odpowiadającego wcześniejszym preferencjom.
Nie wiadomo jednak, czy wyborcy ci przeniosą głosy na któregoś z pozostałych kandydatów, czy część z nich zrezygnuje z udziału w głosowaniu. To jedna z niewiadomych ostatnich dni kampanii.
Referendum nie było plebiscytem na Hoffmana
Poparcie, które Jan Hoffman zyskał po referendum, nie musi automatycznie oznaczać trwałego politycznego zaplecza.
Synowiec przypominał, że osoby biorące udział w majowym głosowaniu przede wszystkim chciały zdecydować o dalszej prezydenturze Aleksandra Miszalskiego. Nie oznacza to, że automatycznie wiązały swoją polityczną przyszłość z jednym z inicjatorów referendum.
Hoffman mógł korzystać z pozytywnych emocji związanych z powodzeniem inicjatywy referendalnej, ale zbudowanie własnego elektoratu wymaga czegoś więcej niż bycie rozpoznawalną twarzą jednego wydarzenia politycznego.
Dlatego również przepływ jego wyborców po wycofaniu kandydatury nie musi być stuprocentowy.
Debata przede wszystkim dla własnych wyborców
Dzień przed decyzją Hoffmana wszyscy ówcześni kandydaci spotkali się podczas debaty organizowanej przez Radio Kraków i TVP3 Kraków.
Zdaniem obu politologów jej znaczenie należy oceniać przede wszystkim przez pryzmat mobilizacji już istniejących elektoratów, a nie gwałtownego przekonywania ogromnej grupy nowych wyborców.
Prof. Danel zwracał uwagę, że kandydaci w pierwszej turze zwykle kierują przekaz przede wszystkim do swoich zwolenników. Celem jest utrzymanie ich poparcia i doprowadzenie do urn.
Sama debata przebiegała spokojnie, bez dominacji konfliktów personalnych. Według Danela żaden z kandydatów nie popełnił również błędu, który radykalnie zmieniłby obraz kampanii.
To szczególnie istotne wobec dużej grupy wyborców, którzy kilka dni przed głosowaniem nadal nie deklarowali wyboru kandydata. W sondażu OGB opublikowanym 20 września odpowiedź „nie wiem” wskazało 23,7 proc. badanych.
Wpadka techniczna jako paliwo mobilizacyjne
Tomasz Synowiec zwrócił uwagę na nietypowy element debaty: błąd realizacyjny podczas wystąpienia Michała Klimka. Gdy kandydat przemawiał, w TVP Info przez pewien czas pokazywany był obraz Jana Hoffmana.
Zdarzenie zaczęło później funkcjonować w mediach społecznościowych i zostało wykorzystane przez otoczenie Klimka do mobilizacji zwolenników.
Według Synowca takie sytuacje mogą wzmacniać poczucie niesprawiedliwego potraktowania kandydata. W końcówce kampanii istotne może być nawet nie przekonanie nowych wyborców, ale dodatkowe zmobilizowanie tych najbardziej zaangażowanych, aby poszli głosować i przekonywali kolejne osoby.
Kandydaci odpowiadali sobie inaczej
W części debaty, w której kandydaci zadawali pytania sobie nawzajem, widać było różne strategie.
Prof. Danel zauważał, że Monika Piątkowska próbowała wykorzystać tę część do pokazania różnic między sobą a Łukaszem Gibałą. Gibała przyjął inną strategię, kierując pytanie do Aleksandry Owcy dotyczące Darii Gosek-Popiołek.
Synowiec wskazywał z kolei na pytanie Owcy skierowane do Gibały. Dotyczyło zmiany jego stanowisk w porównaniu z poprzednią kampanią.
Jego zdaniem był to jeden z bardziej wyrazistych momentów programowego sporu, bo dotykał pytania o konsekwencję polityczną. Jednocześnie wpływ takich wymian na cały elektorat zależy od ich zasięgu – większość wyborców nie śledzi całych debat, a poszczególne fragmenty docierają do nich później przede wszystkim przez media i platformy społecznościowe.
Na lewicy trwa osobny wyścig
Kampania prezydencka jest równocześnie elementem rywalizacji pomiędzy środowiskami lewicowymi.
W wyborach uczestniczą m.in. Daria Gosek-Popiołek i Aleksandra Owca, związane dziś z różnymi formacjami, ale mające wspólną polityczną przeszłość. Obie działały wcześniej w Partii Razem.
Prof. Danel zwracał uwagę, że ich kampanie należy postrzegać nie tylko w perspektywie wyboru prezydenta Krakowa. Wynik może mieć znaczenie także dla układu sił na lewicy przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.
– mówił.
Szczególnie widoczna jest aktywność Partii Razem wokół kampanii Aleksandry Owcy. Dla ugrupowania wybory lokalne mogą być jednocześnie sposobem budowania rozpoznawalności, struktur i mobilizacji przed kolejnymi kampaniami ogólnopolskimi.
Ostatnie dni mogą być ważniejsze niż sama debata
Wycofanie Hoffmana pokazuje, jak dynamiczna pozostaje końcówka kampanii. Na kilka dni przed głosowaniem zmienił się układ kandydatów, a część elektoratu musi zdecydować, czy poprzeć osobę wskazaną przez dotychczasowego kandydata, wybrać kogoś innego czy pozostać w domu.
Debata nie przyniosła gwałtownego przetasowania – przynajmniej w ocenie rozmówców Radia Kraków. Znacznie bardziej bezpośrednim wydarzeniem może być właśnie decyzja jednego z kandydatów o wycofaniu się i przekazaniu poparcia innemu.
Skala jej wpływu okaże się jednak dopiero przy urnach. Do tego czasu pewne jest przede wszystkim jedno: kilka ostatnich dni kampanii stało się znacznie mniej przewidywalnych niż jeszcze dzień po debacie.