"To wszystko jest w standardzie"
Od północy trwa protest maszynistów PKP, którzy przez przejazdy drogowo-kolejowe przejeżdżają z prędkością 20 kilometrów na godzinę. Myśli pan, że zapowiedź ministra infrastruktury, także polityka PSL-u, że kierowca, który wjedzie na przejazd przy czerwonym świetle, straci prawo jazdy na trzy miesiące, zasadniczo coś zmieni w sprawie bezpieczeństwa?
- Te wypadki niestety zdarzały się i zdarzają. Jest reakcja na to, co stało się ostatnio. Myślę, że dobra. Trzeba obudzić świadomość kierowców. Kiedy w 1991 roku uczyłem się jeździć po krakowskich ulicach, na Alejach, ale też odwiedziłem kilka przejazdów strzeżonych i niestrzeżonych, specjalnie zwracano na to uwagę. I przecież chodzi tutaj nie tylko o kierowców indywidualnych, ale przede wszystkim o kierowców zawodowych. Tutaj chyba była ciężarówka, czyli to był kierowca zawodowy. Powinien zwrócić na to szczególną uwagę.
Ale pan wie, jakie obyczaje panują na naszych drogach. Pytanie, czy to jest tylko punktowa, kompulsywna reakcja? Takich komentarzy nie brakuje w odniesieniu do deklaracji ministra. Czy istnieją jakieś systemowe rozwiązania, które poprawiłyby bezpieczeństwo na przejazdach?
- Systemowe rozwiązania są wdrożone. Większość kluczowych, większych przejazdów jest zamykana rogatkami. Inne mają sygnały dźwiękowe i świetlne. To wszystko jest w standardzie. Ale to my powinniśmy czuć respekt. Kiedy zbliżam się do niestrzeżonego przejazdu przez tory kolejowe czuję respekt. Widzę jednak filmiki, które może mniej roztropnych ludzi rozśmieszały, a mnie przerażały: rogatka jest zamykana, a kierowca mimo wszystko wjeżdża, bo może zdąży. To przecież potężna nieodpowiedzialność.
Ale skoro minister infrastruktury mówi o czasowej utracie prawa jazdy, to znaczy, że nie ma żadnych innych infrastrukturalnych pomysłów na poprawę bezpieczeństwa?
- Jest współpraca z PKP, są analizy, więc myślę, że robi się wszystko, żeby obudzić świadomość wszystkich uczestników ruchu drogowego, którzy będą teraz z większą uwagą wjeżdżać na te przejazdy. Dla kierowcy zawodowego szczególnie utrata prawa jazdy na kwartał, nawet za jakiś mały incydent, jest dotkliwą karą.
Piesiewicz? "Często go krytykowałem"
Zostawmy protest, który potrwa jeszcze do południa. Tymczasem Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus chce komisji śledczej, która zbadałaby styk rynku kryptowalut, przede wszystkim Zondacrypto, z polityką. Ideę komisji poparłaby cała opozycja. Czy koalicja 15 października będzie w tej sprawie nieugięta? Czy są może jakieś warunki brzegowe, po spełnieniu których taka komisja mogłaby jednak powstać? Zagłosowaliby państwo za powołaniem tego typu komisji?
- Rozważaliśmy to na klubie parlamentarnym. Nie ma powodu, żeby wchodzić w dyskurs polityczny w momencie, kiedy służby państwa dają sobie radę z tą potężną aferą. Jak widać i słychać, każdego dnia mamy informacje, że działają. Mam nadzieję, że wnioski będą wyciągnięte i że będziemy mądrzejsi po szkodzie, bo w tle jest naprawdę wielka rzesza polskich obywateli, którzy zostali oszukani. Tego też nie możemy przegapić i o tym zapomnieć.
Ale takie pytania można mnożyć, również w odniesieniu do koalicji 15 października. Skoro rozporządzenie MiCA zostało przyjęte w połowie 2023 roku, a do dzisiaj nie ma w Polsce ustawy regulującej rynek kryptowalut – i mówię o czasie jeszcze sprzed prezydenckich wet – jest też na przykład sprawa Radosława Piesiewicza, z którym chyba cały świat sportu, także pan, miał kontakty.
- Miałem z nim kontakty sporadyczne, często go krytykowałem. Pewnie odgryzał się gdzieś tam po kątach. Raczej nie byłem zwolennikiem jego talentu, zresztą wielokrotnie mówiłem o tym publicznie. Nie czuję dzisiaj satysfakcji. Była to osoba, która wplątała wizerunek polskich sportowców w Zondacrypto. Wiadomo, o co chodziło w tym przedsięwzięciu – o wiarygodność, a wiarygodność oparta na wizerunku polskich medalistów olimpijskich to jest wiarygodność do góry, a nie w dół.
To jest jedna kwestia. Widać tę pajęczynę powiązań rozmaitych posłów. Niech to prokuratura wyjaśni, bo wprowadzenie znowu takiej kłótni rok przed wyborami parlamentarnymi może powodować, że ktoś znowu pomyśli, że to nie jest szukanie prawdy, tylko polska wojna. Nie. Tę sprawę trzeba wyjaśnić. Ona jest bardzo poważna, ma wiele aspektów.
Nawet to tajne posiedzenie, które było wyśmiewane przez opozycję... Dla mnie już było daleko idącym ostrzeżeniem, że to jest bardzo poważna sprawa. Niektórzy politycy bagatelizowali ją wówczas, kiedy trzeba było stanąć jednak po stronie polskich służb. I one po wielu miesiącach pracy rozwikłały tę sprawę na bardzo zaawansowanym etapie postępowania. Bo jeżeli są areszty, to jest to już poparte poważnymi dowodami.
Zamykając ten wątek: co teraz zrobi większość parlamentarna? Jest drugi projekt prezydencki dotyczący...
- Niech prokuratura w Katowicach pracuje. Dajmy jej pracować.
Ale co z regulacją?
- Wspierajmy tę pracę wszyscy.
"Nie ma innego dojrzałego wyjścia"
Czy pochylą się państwo nad tym prezydenckim projektem? Czy będzie czwarty? I właśnie czym ten projekt dotyczący kryptowalut będzie się różnił od trzeciego?
- Uważam, że w tej chwili jest to sprawa absolutnie do załatwienia. Mam nadzieję, że pan prezydent zmieni zdanie i będzie chciał współpracować z rządem. To musi być projekt rządowy. W tej sytuacji, według mnie, nie ma innego dojrzałego wyjścia. Pan prezydent, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności i sygnały, powinien brać pod uwagę, że to jest poważna sprawa i nie można jej lekceważyć.
Jeszcze inna rzecz dotycząca również rządowego projektu. W tym tygodniu odbyło się pierwsze czytanie ustawy o opłacie turystycznej autorstwa PSL-u. Teraz słyszymy, że będzie projekt rządowy.
- Tak.
Czy to oznacza, że pierwszeństwo będzie miał ten drugi? I czy rzeczywiście wygra opcja 100 procent wpływów dla samorządów?
- Nie wiem, co wygra. Na pewno w parlamencie wygra wreszcie przełom i będzie można wprowadzić opłatę turystyczną - jakkolwiek ona się będzie ostatecznie nazywać w Polsce - tak jak w 30 krajach. Przypomnę państwu, że nawet w kraju ogarniętym wojną, Ukrainie – ostatnio minister do spraw turystyki Ukrainy potwierdziła to w Gdańsku – pobierają opłatę turystyczną i podobno mają z niej rekordowe wpływy. Dla mnie było to wielkie zaskoczenie.
U nas tego nie ma ze względu na archaiczne przepisy i one zostaną usunięte. Są trzy projekty poselskie trzech klubów parlamentarnych i jest projekt rządowy, który wejdzie. Mam nadzieję, że będzie tutaj jakieś porozumienie. Choć już dzisiaj mam przekonanie, że w parlamencie ta ustawa zostanie jakoś wymodelowana i uchwalona, mam też nadzieję, że prezydent ją podpisze, że znowu nie będzie to jakaś walka niemerytoryczna, tylko polityczna.
Czy z tej ustawy zniknie kryterium środowiskowe, które blokuje Kraków, który chciałby pobierać opłatę turystyczną?
- Tak, to jest przesądzone. Tak jak pan powiedział, jest tylko kwestia maksymalnej wysokości opłaty. Projekt rządowy, który przygotował minister finansów, jest trochę niedoszacowany, ponieważ maksymalną stawkę porównuje do stawek na Słowacji. Właściwie chodzi o 50 procent tego, co na Słowacji jest stawką maksymalną.
Pięć złotych.
- Tak. Trzy euro pobiera Bratysława, dwa i pół euro gmina Poprad. Z naszym turystycznym know-how nie możemy porównywać się tak nisko. Tak jak powiedziałem, nie ma tak niskich stawek maksymalnych. Oczywiście wysokość opłaty będzie należała do decyzji gmin, bo przecież między Krakowem a – przepraszam, nie chcę obrażać Pcimia, żeby to nie zabrzmiało, że dotykam gminy pana Obajtka – ale nawet między Pcimiem a Krakowem w Małopolsce jest jakaś różnica. Zmieścić się między pięcioma złotymi a zerem – dla Krakowa jest to trochę rujnujące. Pamiętajcie państwo, że jak jedziecie do Mediolanu, Rzymu, Wenecji, w Alpy, płacicie między 5 a 10 euro za każdą dobę.
Czyli więcej niż pięć złotych.
- Tylko nawet o tym nie wiecie.
Pan jest za podniesieniem tej górnej stawki?
- Tak. Chcieliśmy przyjąć jakiś mechanizm waloryzujący, bo nikt nie będzie do tego wracał przez 20 lat. A polska turystyka znowu będzie miała rekordowy rok, więc i rekordowe wpływy do budżetu państwa. Do budżetu wpłynie z turystyki ponad 180 miliardów złotych. Turystyka bije rekordy, wykonuje dobrą robotę. Są czeki turystyczne nie tylko w czterech regionach wschodnich, a można to wprowadzić jako model wspierania niskiego sezonu turystycznego i budować kartę benefitów dla tych gmin, które będą wprowadzać opłatę.