Bocheńczak bez podpisów. Zabrakło lokalnych struktur?
Konfederacja nie startowała w tych wyborach po to, żeby je wygrać. Chodziło raczej o umocnienie własnych struktur przed wyborami parlamentarnymi, podobnie jak w przypadku wielu innych kandydatów. Czy wierzy pan w plotkę, że Bartosz Bocheńczak poległ nie przez własną niekompetencję, ale mógł paść ofiarą wewnętrznych tarć w partii?
Biorąc pod uwagę to, co obserwujemy po ogłoszeniu, że nie zebrał podpisów, jest to bardzo prawdopodobne. Takie elementy kampanii jak zbieranie podpisów opierają się głównie na strukturach. Ktoś musi chodzić, namawiać, zbierać te podpisy, dostarczać je, sprawdzać. Być może właśnie na tym odcinku zabrakło ludzi. W tym sensie absolutnie się zgadzam.
Bartosz Bocheńczak ma zresztą pecha, jeżeli chodzi o kandydowanie w Krakowie. W 2023 roku kandydował z list Konfederacji. Uzyskał niecałe pięć tysięcy głosów, w samym Krakowie około 2700. Był drugi na liście, pierwszy był Konrad Berkowicz.
Wydawałoby się, że na tym zakończy się jego przygoda, ale przypominam, że Konrad Berkowicz kandydował w 2024 roku do Parlamentu Europejskiego. Wiadomo było, że kandydat Konfederacji raczej się dostanie, tylko nie było wiadomo, czy będzie to Berkowicz z pierwszego miejsca, czy Grzegorz Braun z drugiego. Jak pokazała historia, był to Grzegorz Braun.
Od jednego z polityków Konfederacji usłyszałem wtedy, że Konrad Berkowicz jest po prostu leniwy. Oczywiście urodziło mu się wtedy dziecko, ale jak powiedział mi ten polityk, mając taką pracę, bierze się dziecko na ręce, objeżdża z nim Małopolskę i w ten sposób wygrywa wybory.
Gdyby Konrad Berkowicz dostał się do Parlamentu Europejskiego, Bartosz Bocheńczak byłby dzisiaj posłem jako drugi z tej listy. Zdecydowanie ma więc pecha. Wydaje się też, że o ile otrzymał olbrzymie wsparcie Sławomira Mentzena, który bardzo dużo w niego zainwestował w ostatnich miesiącach, w ostatnim roku, a nawet dłużej, o tyle zabrakło tego wsparcia lokalnie.
Mentzen, Bosak i dwa skrzydła Konfederacji
Pytanie, czy ten pech ma na imię Konrad Berkowicz, czy raczej Ruch Narodowy. Mówi się o dwóch środowiskach, które mogły grać przeciwko Bocheńczakowi – o narodowcach albo o Berkowiczu i jego otoczeniu.
Tam nie ma miłości. Pamiętajmy, że Konfederacja to Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja. Rywalizują również z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Często chyba zapominamy o samej nazwie – Konfederacja, czyli związek różnych środowisk.
Można nawet powiedzieć, że związek dwóch mężczyzn. Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna jest już osobnym ugrupowaniem.
W kampaniach zawsze było tak, że Ruch Narodowy robił swoje, a Nowa Nadzieja swoje. Zawsze grają trochę na własną partię i taki mają konsensus. Dlatego nie dziwi mnie, że Ruch Narodowy umył ręce od tej kampanii.
Zwłaszcza że Sławomir Mentzen dość autorytarnie wystawił Bartosza Bocheńczaka na prezydenta Krakowa. Miały być dyskusje i rozmowy, ale od dłuższego czasu wydaje się, że Mentzen zaczął traktować Krzysztofa Bosaka bardziej odgórnie. Zaczęło się to chyba jeszcze przed wyborami prezydenckimi, a ich wynik utwierdził Mentzena w przekonaniu, że to on jest ważniejszy w tym związku.
Miała więc być dyskusja na temat kandydata, a koniec końców Sławomir Mentzen wyszedł i ogłosił, że będzie nim sekretarz generalny Nowej Nadziei. Tak jak podjął tę decyzję jednoosobowo, tak teraz będzie musiał ponieść jej konsekwencje, jakkolwiek będą one wyglądać.
Wiadomo już, że Bartosz Bocheńczak i jego zaplecze stracili stanowiska w lokalnych strukturach. Bocheńczak nie jest już ich szefem. Czy Krzysztof Bosak może mieć satysfakcję z tej porażki?
Myślę, że może się nie cieszy, ale na pewno ma satysfakcję. Póki co Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja jadą na jednym wózku i prawdopodobnie do wyborów pójdą razem. W takim sensie Krzysztofa Bosaka to nie cieszy.
Z pewnością jednak może odczuwać satysfakcję, bo proszę zwrócić uwagę, że kiedy mówimy o różnych kompromitacjach Konfederacji, prawie zawsze dotyczą one polityków Nowej Nadziei.
Zondacrypto – Przemysław Wipler, Nowa Nadzieja. Wybory do Parlamentu Europejskiego, teraz wybory w Krakowie – Bartosz Bocheńczak, Konrad Berkowicz. Pijany poseł w Sejmie Ryszard Wilk. Sprawozdanie finansowe, które udało się położyć Romanowi Łazarskiemu – również Nowa Nadzieja.
Ruch Narodowy utrzymuje natomiast swoją renomę, a przede wszystkim Krzysztof Bosak, który jest bardzo dobrze oceniany wizerunkowo i ma anturaż polityka merytorycznego. To kontrastuje z tą częścią Konfederacji, czyli Nową Nadzieją, która bywa – tak to ujmę – niechlujna.
Czy kolejne wpadki mogą zaszkodzić Konfederacji?
Konfederacja buduje przekaz: nigdy nie rządziliśmy, ale jesteśmy sprawczy i skuteczni, a pozostali to nieudacznicy. Tymczasem tych mniejszych lub większych wpadek było już sporo. Czy w końcu może to zarezonować wśród wyborców przed wyborami parlamentarnymi? W najnowszym sondażu IBRiS dla Wirtualnej Polski Konfederacja przekracza 15 procent. Czy ta machina jest już na tyle rozpędzona, że nic większego się nie wydarzy?
Myślę, że będzie co najmniej trzecią siłą i raczej nie przewiduję wielkich przetasowań. Nie uważam też, żeby to, że Konfederacja dotychczas nie rządziła, jakoś szczególnie jej teraz pomagało, ponieważ sił, które nie rządziły, jest bardzo dużo. Jest Partia Razem, jest Korona Grzegorza Brauna i jest Konfederacja. Te głosy mogą się więc rozkładać.
Konfederacja jest w tej chwili przede wszystkim silna słabością Prawa i Sprawiedliwości. Ale w tej kampanii może się jeszcze wszystko wydarzyć, ponieważ dawno nie mieliśmy sytuacji, w której po prawej stronie funkcjonują cztery silne środowiska: Mateusza Morawieckiego, Jarosława Kaczyńskiego, Grzegorza Brauna i Konfederacja.
Ta dynamika jest bardzo trudna do przewidzenia.
Mogę jeszcze przytoczyć ciekawostkę dotyczącą Krakowa. W sondażu zamówionym przez „Politykę Insight” Bartosz Bocheńczak miał tylko trzy procent poparcia. Było to badanie z sierpnia, kiedy nie wiedzieliśmy jeszcze, kto ostatecznie będzie kandydował. Zajmował dopiero szóste miejsce.
W skali Krakowa nie jest więc tak, że jego odpadnięcie to jakaś wielka klęska, która zupełnie zmieni lokalny krajobraz. W skali Polski może jednak wpłynąć na dynamikę pomiędzy tymi ugrupowaniami.
Młody elektorat wie o wpadkach, ale patrzy na Mentzena
Wyborcy Konfederacji to w dużej mierze młodzi ludzie, którzy często nie interesują się polityką tak mocno jak starsze pokolenia. Może dlatego te afery, skandale i wpadki tak słabo odbijają się na notowaniach? Może część elektoratu jest odporna na doniesienia mainstreamowych mediów?
Moim zdaniem nie. Te wpadki są bardzo memiczne. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się wokół profilu Konfederacji na Facebooku.
Profil zmienił nazwę na „Deratyzacja Krakowa”. Najwyraźniej byli działacze Konfederacji postanowili w ten sposób uderzyć w Konrada Berkowicza i publikują tam prześmiewcze memy oraz obrazki z jego udziałem.
To jest elektorat, który zna się na internecie, spędza w nim dużo czasu i ogląda memy. Te wszystkie rzeczy do niego docierają.
Moim zdaniem problem polega na czymś innym. Na samym końcu wyborcy patrzą na Sławomira Mentzena. Jest liderem, któremu więcej się wybacza. Wiedzą, że nie jest idealny, ale nadal uważają go za lepszego od pozostałych.
Mechanizm jest mniej więcej taki: nasi popełniają błędy, ale tamci kłamią, kradną i zdradzają polski interes narodowy, czymkolwiek on jest. I dlatego te wpadki nie muszą automatycznie przekładać się na spadek poparcia.